Odległość jest jak wiatr…

Odległość jest jak wiatr.Gasi małe płomienie, roznieca te wielkie.

Barbara Baraldi

Reklamy

Trust is a fragile thing…

Trust is a fragile thing. Once earned, it affords us tremendous freedom. But once trust is lost, it can be impossible to recover. Of course the truth is, we never know who we can trust. Those we’re closest to can betray us, and total strangers can come to our rescue. In the end, most people decide to trust only themselves. It really is the simplest way to keep from getting burned.

Spisałam kiedyś ten cytat, oglądając serial „Gotowe na Wszystko”. Mimo, że było to kilkanaście lat temu, te słowa stają się dla mnie coraz bardziej prawdziwe.

Zawsze starałam się ufać ludziom. Nie obcym, bo wiedziałam, że nie można brać cukierków od nieznajomych 🙂 Mam tu na myśli przyjaciół no i moich chłopaków. Coraz częściej zastanawiam się, czy zaufanie nie jest naiwne.. Wiele razy życie pokazało mi, że tak – zaufałam, bo byłam naiwna, a ktoś  po prostu to wykorzystał.

Mój pierwszy chłopak bardzo umiejętnie ukrywał swoje wakacyjne zdrady. Na jego nieszczęście nasi wspólni znajomi ze szkoły byli na tym samym wyjeździe, i plotki o jego wyczynach rozeszły się na tyle, że w końcu dotarły do mnie po kilku miesiącach. Przyznał się wtedy, bo nie miał wyboru, ale jak się okazuje, nie do wszystkiego,  czym dowiedziałam się dużo później. Ale ja mu wybaczyłam i dałam kolejną szansę, bo byłam zakochana.. Potem okazało się, po latach, jak już nie byliśmy razem, że on z tamtą dziewczyną [15sto letnią nota bene..] utrzymywał dalej kontakty, spotykał się z nią, nadal mnie okłamując. Za rok zdradził mnie z inną. Ten związek bardzo mnie zranił. Przez lata chowałam urazę bardzo głęboko. Wiem, że ludzie mówią, że trzeba wybaczać bo to niszczące uczucie. Ale ja nie umiem tego wybaczyć. Jestem bardzo pamiętliwa i wrażliwa, niestety.

Kolejnym ciosem, a tym razem podwójnym, był mój grecki partner, D. Zostawiłam wszystko i przeprowadziłam się do niego do Aten. Po 8 miesiącach przyleciała do mnie moja najlepsza przyjaciółka, na wakacje. Poznali się wcześniej z D gdy był u mnie w Warszawie w odwiedziny, więc to nie było ich pierwsze spotkanie. Moja „przyjaciółka” R była dla mnie jak siostra, przyjaźniłyśmy się od 10 lat, rozmawiałyśmy o wszystkim, więc ufałam jej, co oczywiste. Już wtedy psuło się między mną a D. Nie wiem, czy to dlatego, że ich romans zaczął się już wcześniej przez internet, czy jej przyjazd dolał oliwy do ognia. Widziałam, że coś jest nie tak, ale powtarzałam sobie, że to przecież niemożliwe, że oni się tylko tak bawią, wygłupiają. Ufałam im obojgu i wmawiałam sobie, ze mi się tylko wydaje.
Miesiąc po jej wyjeździe on powiedział mi, że uczucie wygasło i dał mi do zrozumienia, że mam wracać do Polski. Tak – dał mi do zrozumienia, a nie zerwał ze mną – nawet odpowiedzialność za wyjazd zrzucił na mnie, żeby to wyglądało tak, jakby to była moja decyzja, bo on mnie przecież nie wyrzuca.. Przecież wiadome było, że wyjadę, że nie będę go zmuszać na siłą, aby ze mną był. Dal mi jasno do zrozumienia, że mnie nie chce. Byłam załamana, świat zawalił mi się na głowę. Nie rozumiałam co się stało, a nie przypuszczałam nawet, że tuż pod moim nosem coś działo się między nim a nią.  Odkąd wróciłam R mnie unikała, ale udawała, że jest po prostu bardzo zajęta i dlatego nie ma dla mnie czasu. To było jak nóż w plecy, gdy dowiedziałam się prawdy od znajomej greczynki, która zdecydowała się mi o wszystkim powiedzieć. Powiedziała, że nie mogę ufać R, bo to ona miała romans z D, i on nadal trwa. Okazało się, że po jej powrocie z wakacji, on pojechał do niej do Polski, wmawiając mi, że jedzie w delegacje na jedną z greckich wysp, a ja w tym czasie wypłakiwałam się przez internet R, podczas gdy on był pewnie obok niej. Nie przypuszczałam, że można być aż tak perfidnym. Zbudować cała sieć kłamstw, i urywać to wszystko przez tyle czasu, dodatkowo udając nadal moją przyjaciółkę. To chyba zabolało mnie najbardziej, bo zdradę faceta już przeżyłam, ale zdrady przyjaciółki jeszcze nigdy. Dlatego teraz jeszcze bardziej w każdej dziewczynie widzę rywalkę. Widać nie można ufać nawet samemu sobie, skoro D, obiecujący, że nigdy nie zdradzi [pfff], uległ.

Zawsze miałam dobrą kobiecą intuicję. W przypadku pierwszego chłopaka czułam, że się coś dzieje, ale wmawiałam sobie, że to tylko mój niepokój. Sprawdziło się. W przypadku D i R moja czujność była mocno osłabiona, bo oboje postarali się zbudować moje zaufanie do ich obojga. Dlatego teraz nie wiem co robić. Nie wiem, czy po prostu panikuję, czy moje przeczucia się zasadne. Jasne, nigdy nie można tego wiedzieć na pewno. Chcę ufać mojemu chłopakowi, chcę wierzyć, że jest szczery i uczciwy. Ale życie nauczyło mnie, że już nie raz moja ufność była jednocześnie naiwnością. Każdy z facetów wytaczał taki sam argument, że przykro mu, że mu nie ufam, że on przecież nie jest taki jak inni, I za każdym razem okazywało się, że to był tylko zabieg by osłabić moją czujność. I nadal się tego boję, że zawsze będzie tak samo. Czy to prawda, że można ufać jedynie sobie? Jeśli tak, to jak być z kimś w związku? Jak żyć nie ufając ludziom, lub ukochanej osobie? Nie da się. Pat. Nie można przecież kogoś sprawdzać 24h/7, trzeba ufać, żeby nie popaść w paranoję.

Staram się ufać, chociaż jest to niesamowicie trudne. Boję się znów być zraniona i zdradzona. Boję się, że znów ktoś zabawi się moim zaufaniem i wmanewruje w swoje kłamstwa. Ale cząstka mnie nadal chce wierzyć, że istnieją ludzie, którzy na prawdę Cię nie zawiodą, i będą przy Tobie, bo Cię kochają i pragną wspólnego życia i wspólnego szczęścia. Naiwność? Oby nie tym razem.