Wszystko się może zdarzyć

Szefowa dokonała wyboru zgodnego z moimi sugestiami, czyli szczęśliwą wybranką jest kandydatka nr 1. Boże, miej ją w swojej opiece! Szkoda dziewczyny, bo chyba nie wie na co się pisze [ja 4 lata temu też nie wiedziałam], ale chcę żyć nadzieją, że nie ucieknie z krzykiem.

Rano zasugerowałam szefowej, żeby A przyszła do pracy w poniedziałek albo wtorek, ja ją wdrożę, a od 13 lutego już by mnie tu nie było, czyli porozumienie stron podpisałybyśmy z datą 10 lutego. Zgodziła się, ale ja, nauczona doświadczeniem, chciałam najpierw mieć podpisany papier, zanim cokolwiek komukolwiek powiem w nowej firmie. I miałam rację.

Po 16 poszłam do niej z przygotowanym dokumentem, na co ona, że nie może mi go dzisiaj podpisać, bo musi najpierw zobaczyć jak idzie wdrażanie. Bosko. Czyli nadal nic nie wiem, bo może się w piątek 10go okazać, że uzna, że muszę jeszcze przyjść w następnym tyg. Wszystko ładnie pięknie, ale jest pewien problem – mianowicie od 13 są ferie, więc jeśli mi nie podpisze papieru w przyszłym tygodniu, to na pewno do 17 lutego będę jeszcze w starej firmie. No, nie licząc tych 3 dni na żądanie, które nadal mam w zanadrzu, także sytuacja nie jest beznadziejna, ale nadal niepewna, co mnie strasznie denerwuje!!

Reasumując, wszystko idzie w dobrym kierunku, ale jeszcze wszystko się może zdarzyć.

P.S. Nadal chora 😦

Reklamy

Casting

Casting na moją następczynie trwa. Dziś przyszły 3 dziewczyny. Najpierw Szefowa brała je do siebie, a potem przekazywała mnie. 1sza, A, była moją faworytką od początku. Ponoć nieco starsza, doświadczona w korporacji, bardzo sympatyczna i otwarta do ludzi. Od razu zrobiła na mnie dobre wrażenie, jeszcze przez telefon, gdy umawiałam ją na spotkanie.

Druga zdecydowanie nie pasuje do tego miejsca. Trudno określić jednoznacznie dlaczego, ale ma jakiś problem z komunikowaniem się z ludźmi. Miałam wrażenie, że wyłączała się gdy do niej mówiłam, a potem potrzebowała chwili, żeby informacja dotarła synapsami do mózgu, i po chwili „włączała się” i odpowiadała, ale trochę tak bez emocji.

Trzecia chciała przejść z małej firmy do korporacji, i przyznała na końcu rozmowy, że czuje się przytłoczona i przerażona – bo szefowa pokazała jej kalendarz.. No tak, ilość spotkań może przerazić, ale takich rzeczy się na rozmowie nie mówi…

Po zakończonych rozmowach szefowa zapytała przez telefon,  w drodze na spotkanie, jakie są moje odczucia. Powiedziałam, że albo 1sza albo 3cia, ale ja stawiałabym na 1szą. Nie powiedziała jasno, jaki jest jej wybór, może jutro się dowiem.

Nadal chora. Walczę.

Chora dz. 1

Ponieważ szefowa nie idzie mi na ustępstwa, byłam zmuszona wziąć dziś dzień na żądanie, aby pojawić się w nowej firmie żeby zobaczyć szkolenie, które w przyszłości będę prowadzić dla nowych przedstawicieli medycznych. Miałam w planach napisać jej, że się źle czuje. Rano okazało się,  że na prawdę się źle czuje, można by wręcz powiedzieć że czuję się niewyraźnie . Ale choroba nie była przeszkodą, i stawiłam się w nowym miejscu pracy przed 9. Dziewczyna, na której miejsce będę zatrudniona jest bardzo miła. Szybko zrozumiałam, że się dogadamy, i z jednej strony żałuję, że odchodzi do innej branży.

Sprawnie przeszłyśmy przez jej obowiązki, wchodząc gdzieniegdzie w szczegóły. Jest tego na pewno dużo, ale pocieszające jest to, że większość jest mi znana z mojej byłej pracy w firmie farmaceutycznej, oraz z obecnej. Najbardziej przerażające wydaje się być organizacja 2x do roku spotkania cyklicznego całej firmy, ale jest do ogarnięcia. Muszę dać radę. Generalnie wszystko wygląda super. Przede wszystkim żadnego dyrektora nade mną z kalendarzem pełnym spotkań – moim przełożonym będzie Regionalny Kierownik Sprzedaży, który głównie jest w terenie. Ale po mojej byłej szefowej chyba nic mi już nie będzie straszne. Moje zadania będą czysto merytoryczne: kontakt z przedstawicielami medycznymi, zamawianie materiałów reklamowych, ulotek, rozliczanie faktur, rezerwy budżetowe, przygotowywanie umówi i różnych dokumentów. Jednym słowem: żadnego parzenia kawy na spotkania, żadnego biegania po obiadki i lunche, żadnej miskomunikacji odnośnie tego, co mam zrobić. Alleluja, nareszcie!

Przed 16 byłam w domu ze stanem podgorączkowym, więc leżę w łóżku i dogorywam. Jutro muszę być na chodzie, bo muszę uczestniczyć w rekrutacjach.

Wyjście „Pomarńczek” na miasto

Wczoraj było fajnie. Po pracy pojechałyśmy z dziewczynami [Aka Pomarańczkami :D] [D i P, A miała do nas dojechać] do Drink Baru na Kruczej, jadąc niczym sardynki w SKM jadącej do Centrum z Mordoru. Drink Bar to bardzo fajne miejsce, możesz zamówić sobie tam znanego drinka, typu Mojito, ale możesz rónież zdać się na barmana, mówiąc jedynie jakie owoce lubisz, czy ma być mocny, słaby, słodki czy kwaśny. Ja rozpoczęłam od Margarity truskawkowej, a potem mango z marakują. Mniam. A dojechała do nas późno, bo przed 20.00 Wypiła drinka i postanowiłyśmy iść na miasto coś zjeść no i A musiała wypić „karniaczki” za spóźnienie 🙂

Było ciepło, ale niestety momentami strasznie wiało. Po drodze, na Nowym Świecie zatrzymałyśmy się na szoty za 4zł, i udałyśmy się do Mac’a [classy :P] Potem dalej na Starówkę. D wpadła na pomysł, że kupimy sobie smakowe piersiówki Soplicy: D wzięła Malinową [na przeziębienie :D], ja orzech włoski, A coś z miodem [też na przeziębienie], a P cytrynówkę. Szłyśmy sobie więc, popijając ukradkiem, szukając ukrywających się w mrokach policjantów. Oczywiście moja piersiówka postanowiła się nie zakręcać, więc włożyłam ją w rękawiczkę, do kieszeni i starałam się, żeby się nie wylała.. Fun 🙂

20161208_213919-effects

Wróciłam do domu około 22.40. Panicz już spał.

Dziś rano wstał, poszedł się szykować do pracy. Wstaję, widzę, że leży w salonie, pytam, czy wszystko w porządku. Ponoć przewrócił się wchodząc pod prysznic i stłukł sobie kolano i nie może chodzić… Boszz, ja się zastrzelę. Dałam mu okład, żel, który przepisał mi lekarz jak miałam stłuczone biodro, i poszłam do pracy. Nie ma co iść do lekarza chyba, bo to na pewno nie złamanie, a stłuczenie musi się po prostu wyleczyć. Eh..

Apteka 

Poszłam do apteki wykupić receptę. W okolicy mam 2 apteki, więc najpierw poszłam do tej bliższej. 2 osoby, nie będzie tak źle,  myślę sobie. Oczywiście trafiłam na jedną,  która miała kółka recept i do tego z błędami,  a druga nie mogła się zdecydować co chce. 10 minut stania w kurtce. 

Podchodzę do okienka, trafiła mi się przyglucha starsza farmaceutka. Popatrzyła na receptę,  coś wstukała w komputer,  skrzywila się i wyskrzeczała „nie ma”. Zajebiscie. 

Poszłam do drugiej,  większej apteki Ziko. Tam na ogół wszystko jest. 5 osób przede mną, 2 okienka czynne. Jedna baba zaczęła się awanturować,  że inna się przed nią wepchała. Tamta spokojnie odpowiedziała, że nie ma o co robić afery i że dobrze,  niech tamta stanie przed nią w kolejce. Gdy były przede mną 2 osoby,  w tym starszy pan,  do apteki wmaszerowała staruszka o kulach odstawila siatki i kule i podeszła do okienka mówiąc,  że ona zapomniała kupić leku na żołądek jak tu ostatnio była i kupowała. Widocznie wg niej to, że wcześniej tu robiła zakupy i o czymś zapomniała, upoważnia ją do wpychania się w kolejkę.. Zdawałam komentarz,  ludzie przede mną się zapytali o co chodzi, a baba się zaczęła pieklić, że zapomniała i że ona musi kupić. Świetnie. Kupiła. Ja też kupiłam,  na szczęście mieli mój lek. Straciłam tylko 40 minut. Co tam..  Ale dziś piątek, piąteczek, piątunio! 

Wracam do żywych

Wracam do żywych po 10 godzinach rzygania. Moim zdaniem to stres, bo mało co w poniedziałek jadłam, i raczej wątpię, żebym aż tak  zatruła się łososiem. Człowiek nie wie już co robić jak zwraca wszystko co wypije, nie mówiąc już o zjedzeniu, bo tego nawet nie próbowałam. Jedyne co mi pozostało, to pić małymi łyczkami tyle wody ile zdołam i walczyć z mdłościami i odruchami wymiotnymi. Najgorsze było to, że nie mogłam spać, bo gdy tylko się kładłam, mdłości się wzmagały. Jedyne wyjście to siedzenie lub pół leżenie. Wybłagałam od mojego diabetologa zwolnienie i proszki jakieś, żeby uspokoić żołądek. po 14.00 udało mi się na 2h zasnąć, i to było zbawienne. Padam na twarz.

Człowiek uświadamia sobie czasami,  że nic nie dzieje się bez przyczyny. Mimo,  że nie jestem praktykującym psychologiem to może ktoś miał dla mnie jakiś wyższy cel, żebym i tak komuś pomogła? W porę zauważyła problem? Wiedziała co robić? Chociaż z tym ostatnim jest różnie bo ostatnio czuje się bezsilna. Tak jak teraz. Ale muszę zebrać w sobie siłę. Jakoś muszę. 

Tylko kto mi pomoże? Czemu jestem z tym sama? 😦

I weź tu zapisz go do lekarza…

Kto by pomyślał, że zapisanie obcokrajowca do lekarza jest takie skomplikowane. Od 3 dni J źle się czuł, i już w środę kazałam mu iść do lekarza, bo dolegliwości się powtarzają co jakiś czas.

Zadzwoniłam w środę do przychodni, z pytaniem o wizytę u lekarza, który mówi po angielsku. Pani powiedziała, że chyba to dziś takiego nie ma, i gdzie jest obcokrajowiec ubezpieczony. Mówię, że w NFZ, że ma legalną pracę i pobyt. Po pytaniu,czy ma PESEL, i mojej negatywnej odpowiedzi znów zapytała, gdzie jest ubezpieczony. Powtarzam, że w NFZ, że ma ZUS RMUA i chcę wizytę w ramach Funduszu. Powiedziała, że jedynie może spróbować iść na dyżur, bo lekarz dyżurny mówi po angielsku. Pojechał, był tam przed 12. . Powiedziałam mu dokładnie jak to działa: że idzie pod gabinet, pyta się kto ostatni i pilnuje, żeby wejść do gabinetu po tej osobie. Niestety nie dostał się do lekarza

Następnego dnia rano udało mi się umówić go do lekarza [o obco brzmiącym nazwisku] na godzinę 13.30. Miła pani  w rejestracji na prawdę poszła mi na rękę, bo z jakiegoś powodu nie mogła znaleźć go w systemie. To nasunęło mi pytanie, czy J w ogóle wczoraj tam pojechał, skoro nikt nic nie wie i nie ma jego rejestracji. No ale twierdzi, że był.
O 11.00 napisał mi ostatnią wiadomość, że źle się czuje i że go bardzo boli. Od 12.00 zaczęłam do niego wydzwaniać, żeby nie zapomniał o wizycie. Do 16.00 żadnego odzewu! Zaczęłam się denerwować, nawet chciałam się zwolnić z pracy i jechać do domu. O 16.00 napisał mi na FB że zasnął [lub zasłabł, trudno powiedzieć]. Oczywiście opuścił wizytę. Wiedziałam o tym już wcześniej, bo po 13.00 zadzwoniłam do przychodni w nadziei, że jednak tam dotarł, ale niestety powiedziano mi, że się nie pojawił…

Dziś rano nadal z bólem brzucha. Zadzwoniłam do przychodni, ale dziś ten lekarz obcokrajowiec ma dyżur od 8-14, więc trzeba stać w kolejce. Powiedziałam mu wszystko, miał jechać jak najszybciej. Od 10.30 czekał. W międzyczasie padł mu telefon więc nie wiedziałam, czy się udało czy nie. Przed 16:00 zadzwoniłam, i okazało się, że znów nici. Pytam, to ile tam było osób? On na to, że trochę, i nie widział tam za bardzo ruchu. Coś mnie tknęło, żeby zapytać, czy on przypadkiem nie czekał aż go poproszą do gabinetu… Moje nadzieje niestety były płonne, bo okazuje się, że myślał, że go wyczytają, bo tak to działa w Ameryce…. Nosz w mordę jeża! To po co ja się w środę produkowałam i tłumaczyłam jak działa dyżur lekarski w Polsce?! Po co? Tym samym stracił ponad 4 godziny na siedzeniu pod gabinetem, i jestem przekonana, że na pewno by się dostał, gdyby się stosował do tego co mu powiedziałam..

Także moje 3 dniowe starania spełzły na niczym i chce mi się z bezsilności walić głową w ścianę…

Test sprężystości psychicznej

Na ile dotyczy cię poniższe stwierdzenia?

Każde ze stwierdzeń oceń w skali od 1 do 7. przyznaj sobie tym więcej punktów, im bardziej stwierdzenie cię dotyczy, to znaczy twojego przeciętnego sposobu myślenia i działania.

1 punkt = nie dotyczy, 7 punktów = całkowicie dotyczy

Podlicz punkty. Powinieneś otrzymać od 13 do 91 punktów. Duża liczba punktów wskazuje na wysoki poziom rezyliencji, mała na niską odporność psychiczną.

wykres

Maksymalnie można otrzymać 91 punktów.

Ponad 72 punkty: niełatwo wyprowadzić Cię z równowagi. Radzisz sobie z wieloma obciążeniami, dorosłeś do wyzwań swojego życia. Niektóre sytuacje są dla Ciebie wyraźnie trudne. Jesteś jednak w stanie elastycznie reagować na przeciwności losu i znaleźć takie rozwiązanie, które Ci odpowiada i pomaga w dalszym rozwoju.

67-72 punkty: przeciętna odporność psychiczna. Przeważnie znajdujesz rozwiązanie swoich problemów, choć czasem kosztuje Cię to sporo wysiłku. W sumie regenerujesz się bez pomocy z zewnątrz.

Mniej niż 67 punktów: ciężko znosisz stresujące sytuacje. Problemy wywołują często kryzys życiowy. Twój poziom rezyliencji nie jest wysoki. Żeby zmniejszyć ryzyko depresji i schorzeń fizycznych oraz podnieść poziom zadowolenia z życia, powinieneś nauczyć się aktywnie zarządzać stresem, może nawet zastanowić się poważnie nad pójściem do psychologa.

Mój wynik to 60 pkt. Wydawało mi się, że jestem silna, ale w sumie stres wykańcza mnie ostatnio na wszystkich płaszczyznach i odczuwam to bardzo fizycznie i psychicznie.

A jak Wam wyszedł test?