Apteka 

Poszłam do apteki wykupić receptę. W okolicy mam 2 apteki, więc najpierw poszłam do tej bliższej. 2 osoby, nie będzie tak źle,  myślę sobie. Oczywiście trafiłam na jedną,  która miała kółka recept i do tego z błędami,  a druga nie mogła się zdecydować co chce. 10 minut stania w kurtce. 

Podchodzę do okienka, trafiła mi się przyglucha starsza farmaceutka. Popatrzyła na receptę,  coś wstukała w komputer,  skrzywila się i wyskrzeczała „nie ma”. Zajebiscie. 

Poszłam do drugiej,  większej apteki Ziko. Tam na ogół wszystko jest. 5 osób przede mną, 2 okienka czynne. Jedna baba zaczęła się awanturować,  że inna się przed nią wepchała. Tamta spokojnie odpowiedziała, że nie ma o co robić afery i że dobrze,  niech tamta stanie przed nią w kolejce. Gdy były przede mną 2 osoby,  w tym starszy pan,  do apteki wmaszerowała staruszka o kulach odstawila siatki i kule i podeszła do okienka mówiąc,  że ona zapomniała kupić leku na żołądek jak tu ostatnio była i kupowała. Widocznie wg niej to, że wcześniej tu robiła zakupy i o czymś zapomniała, upoważnia ją do wpychania się w kolejkę.. Zdawałam komentarz,  ludzie przede mną się zapytali o co chodzi, a baba się zaczęła pieklić, że zapomniała i że ona musi kupić. Świetnie. Kupiła. Ja też kupiłam,  na szczęście mieli mój lek. Straciłam tylko 40 minut. Co tam..  Ale dziś piątek, piąteczek, piątunio! 

Telewizor

I kolejna wyprawa do Złotych Tarasów, głównie po etui do telefonu, ale z centrum handlowego wyjechaliśmy z telewizorem! Remont zakończyliśmy w czerwcu, a do tej pory stolik TV ział pustką. Z miesiąc temu oglądaliśmy telewizory w Saturnie i szczególnie jeden przykuł naszą uwagę, 50 calowy Samsung. Dziś rozważaliśmy nawet kupno innego modelu, ale nasz faworyt jednak wygrał. Dobre parametry, rozdzielczość i opcja usb nas przekonała. Telewizor miał nawet 9% rabatu, więc zaoszczędziliśmy ponad 200 zł.

Wypróbowałam, i jest boski! Playstation 4 wygląda świetnie. Oglądanie filmów jest teraz takie proste – zamiast streamowania ich przez WiFi za pomocą PlayStation, po prostu podłączam USB! W końcu mamy własne kino domowe 😀

Jeszcze tylko czekam na kablówkę, usługa multiroom, płatna 10 zł miesięcznie, i wszystkie moje kanały z sypialni będą na nowym cudeńku w jakości HD 🙂 Ach!

Weekendowy shopping

Korzystając z ładnej pogody pojechaliśmy.. do Złotych Tarasów!  😛 Nie było to bezmyślne chodzenie po galerii, ale mieliśmy kilka celów do zrealizowania! Głównym było zakupienie nowego telefonu dla J, ponieważ jego 5 letni iPhone już nie domagał. Z uwagi na finanse zdecydował się przerzucić na Androida. Po długich poszukiwaniach i porównywaniu parametrów w internecie padło na Samsung Galaxy J5. Za 939zł telefon z dobrymi parametrami i do tego z najnowszym Androidem! Przy okazji zaszliśmy do salonu Orange zarejestrować Pre-Paid, bo niestety taki wymóg. Byłam zmuszona wydać 139zł na jeansy, bo moje akurat w Złotych się przetarły i porwały… Wyboru za dużego nie było, bo same rurki, no ale coś udało mi się znaleźć.

Stolik i krzesła

Od połowy sierpnia ciągnie się sprawa mojego stolika kawowego. Otóż dostarczono go jak byłam w pracy i James zaczął go składać. Na początku napisał mi, że nie ma chyba wszystkich części. Świetnie – pomyślałam, i poprosiłam o zrobienie zdjęcia. Wyglądało, że wszystko jest ok. Potem dostałam zdjęcie instrukcji i widzę, że to nie ten stolik! Znalazłam zdjęcie, jak miałby wyglądać, i James stwierdził, że teraz to w sumie ma sens, i że spróbuje złożyć. Stolik generalnie miał prostą konstrukcję – 2 blaty i pomiędzy nimi prostopadle 3 deseczki [tak, że tworzyły się 2 półki pod blatem] i nóżki. Za chwilę dostaję z zdjęcie z informacją, że śruby chyba są za duże bo przebiły blat na wylot. Wszystko mi opadło..

14123415_10103447355828303_1553643819_o

Napisałam od razu reklamację, że chyba śruby są za długie, a nawet jeśli nie, to nie ma właściwej instrukcji, co spowodowało powstanie dziury. Czekałam w sumie 3 tygodnie, aż wczoraj dostałam wiadomość, że wysłano do mnie reklamowane części. Dziś o 8.00 rano kurier przywiózł blat i śruby, i wiem już, że wszystko gra, bo stolik jest cały i zdrowy. Jamesowi udało się go złożyć. Śruby były chyba dobrej długości, więc nie wiem jakim cudem on to zrobił, ale to już nieważne!! 🙂

Dodatkowo wczoraj doszły zamówione krzesła, na szczęście już złożone, więc nie było problemu. Jedyne co mnie wkurzyło to kurier, który mi oświadczył, że on nie wnosi na górę. Nikt mnie o tym nie poinformował, a powinien [jak przekonywał mnie kurier]. Dodatkowo nie zaparkował pod blokiem, przez co James musiał tachać te 2 wielkie pudła spory kawał.. No ale, ja już sobie napiszę komentarz odnośnie dostawy…

Ale ważne, że wszystko dobrze się skończyło. Teraz muszę wymyślić co zrobić ze starymi krzesłami. Na razie stoją na balkonie..

Takie zakupy to ja lubię! 

W niedzielę tata ma urodziny,  więc po pracy pojechałam kupić prezent. Siostra zasugerowała, że ojciecu najlepiej kupić jakieś koszulki albo koszule, więc poszłam do C&A. Znalazłam duży rozmiar dla ojca,  i po drodze zgarnelam jeszcze 2 bluzki dla siebie na przecenienie, bo nie miałam czego nosić do spódnicy, którą kupiłam na początku miesiąca. 

Ponieważ byłam w pobliżu CCC a są przeceny to weszłam… I kupiłam białe sandały po 30 zł 😆 i jeszcze okulary słoneczne za 45zł. Z kartą ccc i tak miałam dodatkowa zniżkę więc za wszystko wyszło nieco ponad 60 zł. 

Takie zakupy to ja lubię! 

Galeria i Wino po godzinach

Szefowa do mnie rano:
– wiesz, że mam dziś przyjęcie pożegnalne Dyrektora MP?
– tak, wiem…
– to co, wymyśliłaś już jaki kupić prezent?
Oczywiście taki temat powraca zawsze. Raz już kupowałam prezent dla kogoś w jej imieniu i kręciła nosem, więc już powiedziałam, że nie będę za nią nic kupować. Jak powie mi co i gdzie, to proszę bardzo, ale konkretnie.

No i to był wstęp do mojego cudownego dnia. Szefowa poprosiła, żebym zapytała innych asystentek czy inni coś kupili. Powiedziały, że nie, że będzie prezent od Zarządu. Za chwile przyszła do mnie, zostawiła mi kartę i powiedziała, że potem powie mi co kupić.

O 14.10 napisała mi smsa, żeby coś znaleźć w galerii na Puławskiej. Mówię, że znam tylko Galerię Napiókowskiej, z której już nie raz coś kupowała, a ta uparcie twierdzi, że jeszcze gdzieś kiedyś szukałam. Może Julka, ale nie ja.. No ale szukam w Google, szukam, i okazało się, że to ta sama galeria, ale ma też filię na Puławskiej. Ok, skoro już ustaliłam miejsce, to napisałam prośbę o przesłanie kilku propozycji, które są dostępne od ręki. Dostałam propozycję około 14.30, wysłałam. Zero odzewu do 16.00.

16.10 telefon, że ona właśnie już sprawdza mojego maila. Zajebiście, myślę sobie, pracuję do 17, a nie ma szans, żebym się wyrobiła i wróciła tu do tego czasu ze Świętokrzyskiej. Mówię jej, że jest późno i nie wiem, czy się wyrobię, a ona na to, że muszę się wyrobić, bo ona nie ma czasu tam jechać. Świetnie, a ja mam? Po godzinach pracy? Mi za to nikt nie zapłaci. No ale miałam jakieś wyjście? Wiadomo, że nie.

Zamówiłam taksówkę za pomocą automatu, potwierdziłam w galerii którą grafiką jesteśmy zainteresowani i zadzwoniłam do Szefowej jej o tym powiedzieć. Zaczęła jeszcze marudzić, że może jakieś wino drogie bym kupiła. Powiedziałam, że nie wiem, czy jest tam jakiś sklep z drogimi winami [bo w Carrefour najdroższe to 50 zł]. Na to moja Szefowa, że na pewno jakiś jest, a jeśli nie, to mogę iść do Złotych Tarasów. Zagotowało się we mnie. Co k… jeszcze? Po godzinach pracy mam jeszcze chodzić do Złotych szukać jej wina?? Pogrzało ją? Powiedziałam delikatnie, że jeśli będzie tam jakiś sklep z alkoholami to nie ma sprawy, ale jeśli nie, to ja nie bardzo mam czas po godzinach pracy chodzić po sklepach. Trochę chyba ją zatkało, no ale bez przesady. Ja rozumiem –  w godzinach pracy, proszę bardzo, ale po godzinach ona jeszcze ode mnie wymaga robienia tego w moim wolnym czasie? Dodatkowo jeszcze od rana źle się czułam, jakaś niestrawność mnie dopadła – i jedyne o czym marzyłam to wyjście jak najszybciej do domu. Miałam w ogóle do pracy nie przyjeżdżać, ale obowiązkowość wzięła za mnie górę i przyszłam. A trzeba było zostać w domu…

No ale nic, trzeba to trzeba. Wypłaciłam kasę z karty w bankomacie, widzę, że taksówka stoi, podchodzę. Pan taksówkarz stoi obok auta, to mówię, że ja chyba do Pana, a on, że chyba nie, bo on czeka na obcokrajowca. No nic, mojej taksówki nie ma, a powinna być. Dzwonię i po wysłuchaniu automatu już wiem, co było nie tak – zapamiętał inny adres na mojej ulicy, pod który kiedyś też jechałam. No i tam własnie zamówiłam taksówkę, a nie pod moje biuro. Dzwonię do korporacji, babka mówi, że musi odwołać zlecenie i wystawić nowe. Jasna cholera. Taksówka za 15 min, a już była 16:45. Niech to szlag. Wtem słyszę swoje nazwisko – znajomy pan taksóswkarz oznajmił, że właśnie wpadło mu moje zlecenie! Boże, co za szczęście!

Dojechaliśmy w miarę szybko. Mimo, że prosiłam, żeby grafika na mnie czkała, gdy wchodziłam do galerii pani ją dopiero pakowała. Zajęło mi tam z 10 min zanim zapłaciłam i zanim dostałam do ręki grafikę. W ogóle taka sobie moim zdaniem, i wielkości pocztówki, a cena 390 zł. No nic. Teraz idę po wino.

Jak zwykle jedyna wskazówka, jaką dostałam to cena – ma być drogie, 150 zł. Na szczęście Świat Alkoholi kilkaset metrów od galerii miał markowe alkohole, a nie tanie wińska dla pijaczków. Szefowa wspomniała o  białym Prosecco, że pili razem kiedyś na jakimś wyjeździe, było, ale w cenie 60zł, więc dzwonię.
– Nieee! No przecież mówiłam, że ma być drogie (tak, i mówiłaś również, że ma być Białe Prosecco…. myślę sobie =_=). To może szampan?
Pytam Pana sprzedawcę o szampana. Był jakiś ok 150 zł, mówię że jest
– Nie wiem, no ma być dobre i ładnie wyglądać. No zapytaj, niech Ci coś doradzą. Może być czerwone wino wytrawne jakieś dobre.

Pan Polecił mi wytrawne czerwone wino za 130 zł, kupiłam również torebeczkę. Świetnie. Wracam do taksówki i jadę do biura. Jakże moje serce krwawiło, gdy przejeżdżałam w pobliżu mojego domu, i ta świadomość, że będę tam dopiero ok 18.00…

Weszłam z łupami do gabinetu, Szefowa siedziała z dyrektorką z innego działu. Od razu sprawdziła wino i… grymas niezadowolenia na twarzy. Myślałam, że wyjdę z siebie i stanę obok. Powiedziała „no miało być ładne”. Nosz do jasnej cholery, co miało być ładniejszego niż torebka prezentowa? Miałam zawiązać na nim kokardę? Z resztą wino ma być smaczne, na bank dyrektor nie będzie się zastanawiał nad jego estetyką. Zostawiłam jej kasę, która została, wzięłam rachunki do rozliczenia i poszłam na przystanek. Na szczęście Bóg się nade mną zlitował, bo autobus przyjechał w momencie, gdy dotarłam na przystanek. W domu byłam o 17:55, a w pracy byłam 8:40. Czy ktoś mi podziękuje? Doceni, że po godzinach latałam po mieście? Nieeee. Przed 19.00 telefon od szefowej, że zgubiła identyfikator. Okazało się, że zgarnęłam go z jej biurka jak wychodziłam z jej gabinetu. Lol. Trudno. Taka karma…

Głowa mi pęka, w żołądku nadal się przewala..Muszę zmienić pracę!

Kolejne problemy na drodze do nowej kuchni

To miała być w miarę spokojna sobota. Rano mieli przyjechać Panowie, aby złożyć meble, ja miałam siedzieć w domu i wszystkiego doglądać, ale nie wszystko poszło jak z płatka.

Po rzuceniu okiem na instalację hydrauliczną, przygotowaną do podłączenia pralki, zmywarki i zlewozmywaka, Panu zrzedła mina. Ponieważ ściana jest za cienka, aby je wkuć, rury szły po ścianie, co jest problematyczne przy zakładaniu szafek. Nie można tam wywiercić dziury, bo naruszyłoby to konstrukcję szafki. Już wiedziałam, że w poniedziałek będę musiała wziąć wolne. Poprowa dzimy rury w środku szafki.

Potem kolejny problem. W miejscu kuchenki zrobiony był dodatkowy pas glazury z myślą o okapie. po pierwsze: szafka narożna, która miała iść od ściany do tegoż pasa kafelków miała 88 cm, a przerwa pozostawiona przez moich poprzednich fachowców miała 86,5 cm.. Trzeba było zdjąć 2 płytki i w poniedziałek je znów przymocować, jak już będzie wisiała szafka z okapem. Całę szczęście, że nie wyrzuciłam fugi.

Przyjechała mama, załamała się słysząc o tym wszystkim. Facet wziął tyle kasy za remont a tak spierdzielił i trzeba po nim poprawiać. Trzeba było kupić wąż gazowy do płyty gazowej, więc pojechaliśmy całą trójką: ja, mama  i James, do OBI. Nikomu się nie chciało, ale jak trzeba to trzeba. Kupiliśmy jeszcze farbę do kaloryfera w pokoju, do framugi do kuchni i po 12 byliśmy w domu. W międzyczasie zdecydowaliśmy, że zamiast karuzeli w szafce narożnej, gdzie zwykle trzyma się np garnki, zamontujemy półkę, bo i tak nie będzie funkcjonalna, ponieważ w szafce będą rury i syfon zlewozmywaka. Skoro półka ma być na poniedziałek, trzeba było jechać do IKEI. Ponieważ dzień już i tak spisany na straty zdecydowałyśmy jechać dziś, bo miałyśmy podwózkę. Miałyśmy 2 rzeczy do zwrotu,więc akurat.

Ze zwrotem poszło szybko, ponad 300 zł zwrócone na konto. Teraz to działu kuchennego aby powiedzieli nam gdzie szukać tych 2 półek, bo tuż przed wyjściem okazało się, że nie ma półki, na której będzie opierał się piekarnik [jak się okazało tych półek nie sprzedają w zestawie z szafką..]. Z wydrukowaną kartką przeszłyśmy przez całą IKEĘ do regałów, na których miałyśmy odnaleźć towar. Znalazłyśmy półkę do piekarnika, kierujemy się w stronę miejsca, gdzie powinna leżeć kolejna, a tu się okazuje, że głupia pipa na dziale kuchennym wpisała mi na kartkę karuzelę, której przecież nie chciałam, bo ją chwilę wcześniej zwróciłam! Nosz kurwa mać… No to idę z poworotem do działu kuchennego, daję jej kartkę, mówię  o pomyłce, ona coś tam zmieniła, wydrukowała, i mówi mi, że półka jest do odbioru w magazynie zewnętrznym 8 km od IKEI, za Łazami… Wkurzona podziękowałam, i kierując się w stronę kas szukam na tej kartce gdzie jest ten magazyn, bo oczywiście nie było napisane. Wróciłam, się to dopiero dostałam ulotkę z mapką – no bo przecież każdy powinien wiedzieć, gdzie jest rzeczony magazyn IKEI, prawda?!

Mąż mamy, który nas zawiózł samochodem, nie był zachwycony, że musimy jechać gdzieś dalej, bo w końcu są mecze, bo jest Euro… Ale pojechaliśmy. Trafiliśmy nawet bez GPSa. Na szczęście odebrałyśmy półkę w 2 minuty, i o 16.30 byłam w domu. Potem wywalanie pudeł po meblach, czyli gdzieś 3 kursy w te i z powrotem po schodach. Jeszcze okazało się, że nie mogę złożyć wniosku o dowód osobisty [13 lipca mija ważność obecnego dokumentu], a muszę złożyć go miesiąc przed upływem terminu, czyli w poniedziałek 13 czerwca. Możę i lepiej się stało, że będę musiała wziąć wolne..

Czy ja nie mogę przejść przez remont bezproblemowo? Najpierw pod górkę z remontem łazienki i spółdzielnią, a teraz to wszystko z kuchnią. No ale przynajmniej działa mi piekarnik, kuchenka i mikrofalówka.

Jutro nie robię nic! Leżę do góry kołami!!!

Już po Forum.. I kupiłam meble.

Dwudniowe forum dobiegło końca. Wszystko się udało, nikt nam głowy nie urwał,  a nawet pochwalił,  bo szefowa wysłała maila z podziękowaniami dla Mnie i D. Miłe chociaż nadal mam niesmak po zeszlotygodniowym opierdolu.

Właśnie wracam z IKEI, gdzie zamówiłam meble,  które przyjadą w piątek,  a w sobotę panowie do składania. Załapałam się na promocję gdzie 25% przy zakupie kuchni idzie na specjalną kartę,  która można wykorzystać w IKEA. Dobrze,  będzie na nowe noże i wyposażenie ☺

Padam na twarz ale już w weekend będę mogła coś ugotować! 🙂

Sister’s day

Jeśli myślałam,  że dziś nigdzie nie będę musiała jechać to byłam w błędzie. Trzeba przecież kupić karnisz i kontakty.

Rano rozmawiałam z moją młodsza siostra. Napisała już maturę więc ma wolne. Dowiedziałam się,  że podczas jej wizyty u naszej średniej siostry coś się wydarzyło między nimi i wyczuwam, że może chcieć pogadać. Zaproponowalam żeby wybrała się ze mną do Arkadii na lody no i do Leroy Merlin po karnisz i elektryke. Zgodziła się ☺podjechała samochodem pod firmę,  ja robiłam wszystko żeby skończyć wszystko przed wyjściem. Oczywiście szefowa chciała kawę,  potem jeszcze jedna. A tuż przed moim wyjściem okazało się,  że umknął mi jeden mail od niej, że ona chce lecieć jutro do Brukseli. Moja wina,  ale ostatni tydzień i ten również mam bardzo zajęte przez event,  który pomagam organizować i to pochłania cały mój czas u uwagę.. No ale mniejsza, udało się i siostra nie czekała za długo.

Po staliśmy w korku, pogadaliśmy. Siostrze w Londynie odwalilo kompletnie. W skrócie najwidoczniej wszyscy są od niej gorsi i nic nie osiągnęli w życiu,  tylko ona jest cool bo mieszka w Londynie och i ach. Szkoda gadać. Dobra wiadomośc jest taka,  że jak siedziałysmy w Grycanie na lodach to zadzwoniła do mojej siostry babka,  u której była na rozmowę o pracę i zaprosiła dziś na szkolenia ☺ dumna z niej jestem.

Po lodach Leroy Merlin. Trochę nam zajęło znalezienie właściwego karnisze i kontaktów. Elektryka jest masakrycznie droga, za wszystko zapłaciłam ponad 425zl..no ale mus to mus. W drodze powrotnej kupiłam jeszcze kebab dla J, no jestem dobrą dziewczyna.. I padam. Nie udało mi się doczekać do 1 na premierę Overwatch 😥 pogram dopiero jutro..