Casting

Casting na moją następczynie trwa. Dziś przyszły 3 dziewczyny. Najpierw Szefowa brała je do siebie, a potem przekazywała mnie. 1sza, A, była moją faworytką od początku. Ponoć nieco starsza, doświadczona w korporacji, bardzo sympatyczna i otwarta do ludzi. Od razu zrobiła na mnie dobre wrażenie, jeszcze przez telefon, gdy umawiałam ją na spotkanie.

Druga zdecydowanie nie pasuje do tego miejsca. Trudno określić jednoznacznie dlaczego, ale ma jakiś problem z komunikowaniem się z ludźmi. Miałam wrażenie, że wyłączała się gdy do niej mówiłam, a potem potrzebowała chwili, żeby informacja dotarła synapsami do mózgu, i po chwili „włączała się” i odpowiadała, ale trochę tak bez emocji.

Trzecia chciała przejść z małej firmy do korporacji, i przyznała na końcu rozmowy, że czuje się przytłoczona i przerażona – bo szefowa pokazała jej kalendarz.. No tak, ilość spotkań może przerazić, ale takich rzeczy się na rozmowie nie mówi…

Po zakończonych rozmowach szefowa zapytała przez telefon,  w drodze na spotkanie, jakie są moje odczucia. Powiedziałam, że albo 1sza albo 3cia, ale ja stawiałabym na 1szą. Nie powiedziała jasno, jaki jest jej wybór, może jutro się dowiem.

Nadal chora. Walczę.

Trochę pod górę, ale damy radę!

Miałam plan. Układałam w głowie jak oświadczę Szefowej, że odchodzę, zastanawiałam się jak zareaguje.

Napisałam rano do mojej agencji pracy tymczasowej, która wg prawa jest moim pracodawcą, z pytaniem czy można mailem dostarczyć wypowiedzenie i wysłać pocztą, czy muszę mieć je dziś w oryginale. No i cały mój misterny plan wpisdu, bo okazało się, że już nie mam 2 tygodni wypowiedzenia. Zaje-kurwa-biście. No to dzwonię do D i mówię jaka sytuacja. Ona daje mi do telefonu koleżankę z HR, i ta dyktuje mi treść rozwiązania umowy za porozumieniem stron. Do szefowej mogę wejść dopiero o 12.00, siedzę jak na szpilkach. Nadal nie wiem jak jej to powiem – bo teraz jestem niestety skazana na jej łaskę. Wpisałam się jej do kalendarza ze spotkaniem o tytule „Ważna sprawa”. Za chwilę dostałam od niej sms z pytaniem co to za ważna sprawa. Odpisałam, że to nie na telefon.

O 12.00 weszłam do niej z przygotowanym papierem do podpisu. Powiedziałam, że dostałam od byłej szefowej ofertę pracy, którą przyjęłam. Przyjęła to spokojnie, powiedziała, że fajnie, zapytała w jakim charakterze. Powiedziałam o profilu firmy, zapytała, czy bardziej rozwojowe zadania, powiedziałam, że tak, i że warunki pracy lepsze itp. No i powiedziałam, że problem polega na okresie wypowiedzenia, i czy zgodziłaby się puścić mnie po 2 tyg. Oczywiście powiedziała, że absolutnie nie, bo przecież ona musi znaleźć kogoś na moje miejsce, a ja tą osobę muszę przeszkolić. Byłam prawie pewna, że taka będzie jej odpowiedź. Po wyjściu od niej zadzwoniłam do D, którą zasugerowała mi jeszcze wzięcie co najmniej 1 tygodnia urlopu, bo ona sobie nie wyobraża, żebym przyszłą 1 marca nic nie wiedząc. Poszłam jeszcze do Szefowej na chwilę i zapytałam o taką możliwość, ale ona się najeżyła, żebym jej nie nachodziła, że byłam u niej przed chwilą a teraz żądam urlopu [??] i że ona nie wie dzisiaj i nic mi dziś nie podpisze. Acha, zajebiście.

Wiem, że pod koniec dnia zleciła szukanie nowej asystentki koleżance, bo ta do mnie w tej sprawie dzwoniła. W poniedziałek musimy zacząć działać. Jeszcze jest jedna opcja, czyli wzięcie 4 dni na żądanie – chociaż ponoć pracodawca może się nie zgodzić, ale musi to udowodnić. Zobaczymy w przyszłym tygodniu. Muszę zacząć spisywać obowiązki, żeby było mi łatwiej je przekazać, a trochę tego jest.. głównie pierdoły…

Przez to wszystko byłam w takim stresie, że nic nie jadłam przez cały dzień, dopiero o 19.00 w domu zjadłam spagetti. J ma focha, więc jeszcze dodatkowo mam zajebistą atmosferę w domu… Bosko. Mam nadzieję, że się chociaż jutro wyśpię…

Odchodzę!

Nigdy nie znasz dnia ani godziny, kiedy przyjdzie dobra zmiana. Brzmi jak slogan wyborczy pewnej partii? Może,  ale nie o politykę tu chodzi a o mnie, a konkretniej o zmianę pracy.

W piątek 13go zadzwoniła do mnie D,  z którą pracowałam w poprzedniej firmie i zapytała czy nie chce przyjść do niej do firmy na Asystentkę działu sprzedaży i marketingu. Na początku się zjeżylam na słowo asystentka bo chciałam się od tego uwolnić ale gdy usłyszałam warunki to nie miałam wątpliwości, że tak tak tak. Wysłałam cv. W poniedziałek zadzwoniła że chce mnie widzieć na rozmowie w tym tyg. Nie chciałam brać dnia wolnego więc umówiłam się z szefową że będę pracować 8-16, podczas gdy ona będzie w delegacji,a na rozmowę byłam umówiona na 17 w centrum.

P była tak kochana,  że podwiozła mnie do metra i byłam na miejscu przed 17. Byłam już bezpośrednio umówiona na rozmowę do CEO,  szefa wszystkich szefów, bo D to właściwie już wszystko o mnie wie,  w końcu sama mnie poleciła.

Gdy CEO wychodził ze spotkania, zauważyła mnie koleżanka, z którą pracowałam w poprzedniej firmie. Widział jak się witamy i powiedział „oo, widzę, że się znacie. To dobrze wróży” 🙂 Weszliśmy do gabinetu. Dał mi swoją wizytówkę, po czym powiedział, że zanim zaczniemy, to on mnie przeprasza, ale obiecał żonie, że do niej zadzwoni, więc na chwilkę mnie przeprosi i wyszedł. Gdy wrócił od razu zaproponował, żebyśmy przeszli na Ty, bo on jest tak przyzwyczajony, że lubi z człowiekiem  po imieniu, a nie na pan pani. Oczywiście się zgodziłam, z przyjemnością. Pytał mnie właściwie o wszystko o co można się spodziewać, że na rozmowie o pracę padnie. Na początku pogadaliśmy o mojej obecnej pracy: gdzie jest biuro, że długo tam już pracuję, co mi nie odpowiada w tamtej pracy, co powiedziałaby o mnie Szefowa [oj miałam mnóstwo rzeczy na języku]. Potem zapytał jakbym się zabrała za organizację spotkania wjazdowego dla całej firmy – chodziło o sprawdzenie, czy skupiam się na rozwiązaniu, czy na problemie. Na końcu, czytając sekcję hobby w moim CV, pogadaliśmy o tym co to digital painting, i w jakie gry lubię grać,bo jego syn to w Call of Duty 🙂

Na koniec popatrzył jeszcze w moje CV i powiedział: „no to co.. nie ma co przedłużać. Ja jestem na tak. Ufam D, więc chodźmy sfinalizować zatrudnienie”. Wyszliśmy. Spotkałam przerażony wzrok D, która uciekła do swojego gabinetu. Po chwili poszliśmy tam z CEO, który powiedział D, że on już skończył i żebyśmy finalizowali. D przerażona kazała mi czekać i poleciała za nim. Wróciła i mówi „Boże! jak zobaczyłam, że wyszłaś po 20 minutach, to myślałam, że zawału dostanę, bo myślałam, że zawaliłaś rozmowę! On zwykle magluje z godzinę!”. No dzięęęęki 😛 A ja po prostu rozwaliłam system.

Ponieważ dziewczyna, którą mam zastąpić pracuje do końca lutego, pomysł był taki, żebym przyszła jak ona jeszcze będzie pracować, żeby mogła przekazać mi obowiązki. Z wyliczeń wynikło, że mogłoby to być 6 lutego. Nadal nie mogę uwierzyć, że się udało!!!