Zagubiony bagaż

W południe „teściu” szczęśliwie i bezpiecznie wylądował na lotnisku Chopina. Bezpiecznie, lecz jak się okazało – bez bagażu. Gdy dotarłam do hotelu po pracy, udało nam się jedynie ustalić za pomocą aplikacji Delta, gdzie można śledzić bagaż, że jego walizki… są nadal w Atlancie! Czyli z tego wniosek, że z jakiegoś powodu nie załadowano ich do samolotu do Europy. Bosko. Hotel na szczęście jest bardzo pomocny, i jest w stałym kontakcie z lotniskiem, i jak tylko walizki będą do odbioru, dostarczą je na miejsce.

Happy Thanksgiving Day!

Dziś Amerykanie świętują Dzień Dziękczynienia [Thanksgiving Day]. Z tej okazji mój tata postanowił zaprosić nas do Jeff’s na obiad.

american-thanksgiving-day

 

Nie wiem, czy się dostaniemy, bo rezerwacji nie było już 2 tyg temu, ale powiedzieli, żeby i tak przyjechać.

A w pracy prawie dostałam zawału! Robiłam porządki na dysku wspólnym, i wywaliłam plik, w którym mam dane prawie z 1 roku, i, no bo jestem porządna, opróżniłam kosz… Ponieważ odkąd stworzyłam plik i wrzuciłam go na shareda korzystałam głównie ze skrótu na pulpicie i nawet nie pamiętałam w którym folderze oryginalny plik siedział. Na szczęście co kilka godzin serwer robi backup, więc udało się plik odzyskać… Ufff…

Obrona terytorialna

Kobieta jest zwierzęciem stadnym – nienawidzi, gdy inna samica wchodzi na jej terytorium. No, przynajmniej ja! Nigdy nie ufałam innym kobietom, szczególnie tym, które interesowały się moim facetem. Życie nauczyło mnie, że nawet najlepszej przyjaciółce nie można ufać, a facet nie zawsze umie się oprzeć pokusie.

Właśnie dowiedziałam się, że jakaś laska zaczepiła mojego Faceta na FB, i teraz sobie SMSują. Dziewczyna jest w podobnym wieku, chyba trochę młodsza, ale ok. 30. Mieszka 20 min drogi samochodem od Niego… A ja kilka tysięcy kilometrów. Świetnie. On mówi, że popadam w paranoję, że nie ma się czym martwić, ale jak człowiek przeszedł już nie jedno w życiu, to ma prawo czuć obawy. J dostał najprawdopodobniej pracę w NJ, ale twierdzi, że nadal planuje się przenieść do Polski, i że nie mam się czym martwić. Nie będę się martwić dopiero jak odbiorę go z lotniska w Polsce! Na razie się martwię, bo wiem, jak takie historie mogą się skończyć. Jasne, że nie powinnam się martwić na zapać, blablabla. Ale to nie takie proste. Nie da się wyłączyć myślenia…

W kolorach tęczy

Mój ex wstawił sobie na FB opis „Jestem Homofobem i jestem z tego dumny”. Jego żona, przynajmniej o zdrowych zmysłach, skomentowała, że nie ma z czego być dumnym.
Wczoraj chyb a wstawił jakiś rysunek o islamizacji Europy. Jemu zawsze było bliżej do nacjonalisty, niż patrioty, a teraz to przeradza się w jakiś chory fanatyzm. Cały internet aż huczy po ogłoszeniu przez amerykański kongres legalizacji małżeństw obojga płci w 50 Stanach. Większość moich znajomych jest za, ale jak widać zdarzają się wyjątki. Znam osoby homoseksualne, znam też transseksualne, i zawsze byłam za tym, że każdy człowiek ma prawo kochać i tą miłość legalizować. Nie rozumiem dlaczego ludzie nie potrafią tego zaakceptować. Niedawno pomyślałam sobie, że fajnie by było dojść do takiego stanu, za kilkadziesiąt lat, żeby taki stan rzeczy był akceptowany przez społeczeństwo. Ale pewnie w Polsce nieprędko. Kiedyś ta inność po prostu oburzała. Teraz, ponieważ aż tyle się o tym mówi, świadomość ludzi jest trochę większa, ale niestety jest grupa, których oburzają te parady i „obnoszenie” się z homoseksualizem. Trzeba zaakceptować to, że są różni ludzie, i że się nie zmienią [bo nie mogą tego zmienić – to tak jakby osobie heteroseksualnej kazać być homoseksualną..], bo Kościół, czy inni fanatycy tego chcą. Co komu przeszkadza jak żyją inni? Niech każdy zajmie się swoim życiem, a nie wtyka nos w nieswoje sprawy!

Tacy ludzie, jak wspomniany przeze mnie osobnik, mają bardzo ograniczony światopogląd. Tylko ich zdanie jest jedynym słusznym, i usilnie próbują narzucić je innym. Terroryzm na świecie to problem, oczywiście, ale jak można wrzucać wszystkich wyznawców islamu do jednego wora? Jest dużo odmian islamu, nie każdy muzułmanin jest fanatykiem z bombą w plecaku. A chrześcijanie byli lepsi, zabijając niewiernych na krucjatach? Po prostu się we mnie gotuje jak czytam coś takiego. Ale nie ma co się wdawać z takim w dyskusje, bo nie ma żadnych argumentów, tylko obelgi.

*EDIT* Polecam bardzo ciekawą notkę na podobny temat, napisaną przez malvinę pe.

Jestem nerdem.. ale jak to się zaczęło?

Jestem nerdem i dobrze mi z tym. Pokolenie moich rodziców na pewno uważa, że to nie przystoi. Mam już w końcu swoje lata, w tym roku stuknie mi 30stka. Problem w tym, że świat się zmienia, i jest zupełnie inny niż ten jaki oni znali, gdy byli młodzi. Po pierwsze w PRLu nie było nic, więc tym bardziej seriali, gier komputerowych czy internetu. Po drugie brali śluby o wiele wcześniej niż my dzisiaj. Były ciężkie czasy, więc nigdy nie było tego właściwego momentu na dziecko. Gdy byłam mała, rodzice długo mieszkali w mieszkaniu z pra babcią, cała nasza trójka w 15m2. Teraz młodzież chce się wyszaleć, zdobyć wykształcenie, zrobić karierę, kupić mieszkanie, a na założenie rodziny przyjdzie jeszcze czas. No ale ja nie o tym.

Najpierw dostałam Atari. Pewnie tylko osoby z lat 80tych w ogóle wiedzą co to takiego. Dla nieświadomych – to coś pomiędzy komputerem a konsolą. Podłączało się to ustrojstwo do telewizora i można było grać w gry. Klawiatura też była, więc dla tego można było pokusić się o nazwanie tego komputerem. Później dostałam pierwszego PCta. Wiadomo, że w latach 90tych gry były bardzo proste, ale mam kilka ulubionych. W tamtych czasach nie byłam jeszcze szczególnie zafascynowana grami. Pierwsza grą fantasy w jaką grałam był Baldur’s Gate, i od tego się zaczęła moja miłość do fantastyki i RPG. Potem poszło jak lawina. W liceum dostałam internet, więc świat nieco się dla mnie otworzył. Czasami grywałam na komputerze, ale nie można było mnie nazwać jeszcze gamerem. Moją główną pasją tamtych czasów była manga, anime i rysowanie [w późniejszych latach odkryłam digital painting i Photoshop’a]. Moją pierwszą konsolę, PS3 kupiłam dopiero w wieku 20 paru lat – wcześniej słyszałam od mamy „po co Ci konsola, masz komputer!”.

Z komiksami Marvela i DC Comics nie miałam raczej styczności. W postkomunistycznej Polsce jedyne komiksy, jakie pamiętam to Superman, Spiderman i Batman. Te tytuły były wtedy uważane jako „te dla chłopców”. Do tej pory nie jestem jakąś szczególną fanką tych postaci, chociaż Batman ostatnio zyskał  w moich oczach. Zaczęłam poznawać uniwersum komiksów z momentem pojawienia się Iron Man’a w kinach. X-Menów, którzy mieli swoją premierę przed Iron Manem obejrzałam bardzo późno. Jakoś wtedy nie sądziłam, że to film, który może mi się spodobać. Po Iron Manie MCU [Marvel Cinematic Universe] zaczął swoją erę, w którą wsiąkłam bez reszty! DCU [DC Comics Universe] zaczęłam w sumie poznawać od Batmana, ale tak świadomie moja fascynacja również tym światem zaczęła się dzięki serialom takim jak Arrow czy Flash. Niedługo kolejne seriale [Supergirl i Legends of Tomorrow], na których premiery bardzo czekam! Jeszcze 10 lat temu nie pomyślałabym, że w mojej walizce po powrocie z USA znajdą się: T-Shirt z Batmanem, T-Shirt z Capitanem Ameryką i bluza Hawkeye 🙂 No cóż, it’s official – I’m a nerd!

Moja mama zawsze uważała, że rysowanie i komiksy są dla dzieci. Nie rozumie tego świata internetu, seriali, twitterów, Facebooków i gier na konsolę. Nie moja wina, że urodziłam się w czasach, gdzie nie było tych dobrodziejstw. W jej głowie osoba 30stoletnia powinna być nudnym rodzicem, pracującym, wychowującym dzieci i gotującym obiadki. Nie będę taką osobą. Nie mówię, że nie założę rodziny i nie będę gotować, ale nie wyobrażam sobie rezygnacji z tego, co sprawia, że się uśmiecham, że mogę się zrelaksować grając na konsoli w grę z cudowną grafiką, albo oglądając serial o superbohaterach. To jest teraz część mnie, i nie wyobrażam sobie, że kiedyś powiem sobie, że jestem na to za stara. Rośnie nowe pokolenie, i wierzę, że nie będzie w tym nic dziwnego, że ktoś, kto ma 50 czy 60 lat będzie grał w gry komputerowe. Ja na pewno nie będę się przejmować opinią innych, o! 🙂

Hollywood Hills Forever!

Człowiek musi się czasami odmóżdżyć, więc wczoraj oglądałam sobie przed snem program „Żony Hollywoodu”. Bożesz Ty mój.. Ja wiem, że to pewnie w większości jest reżyserowane, ale z drugiej strony wcale nie jest tak trudno uwierzyć w to, że są tacy ludzie na świecie.

Bohaterkami owego TV show są Polki mieszkające w Hollywood. Oczywiście, a jakże by inaczej!, wszystkie są tlenionymi blondynkami. Jedna jest ex Króliczkiem Playboy’a [chociaż próbuje być inteligentna i podkreśla, że jest prawniczką. Szuka miłości ale żaden face jej nie pasuje, zajmuje się swoją urodą, wydawaniem pieniędzy i pieskami. Kolejna to agentka nieruchomości, zamężna z Argentyńczykiem. Widać, że mąż zapatrzony w nią jak w obrazek, a ona traktuje go jak śmiecia, aż mi go żal.. Chciałabym kurcze, żeby jedynym moim problemem w życiu było którym samochodem pojechać na imprezę, czy Porsche czy jakimś innym Mercedesem.. Następna jest producentka filmowa, która także szuka miłości. Wydawało mi się, że jest z tej całej gromadki najbardziej normalna, ale zmieniłam zdanie, gdy decyzję, czy zerwać z facetem uzależniła od postawionego przez wróżkę tarota, i od rozmowy z medium, który ponoć zapytał o zdanie jej zmarłego tatę.. Nie no, serio?! A, i jest jeszcze jedna, jakaś Miss Polonia, żona jakiegoś aktora z tamtejszych seriali TV. Ona chyba jest najnormalniejsza. A, i nie wspomniałam jeszcze o jednej – nie wiem gdzie pracuje [ale ponoć coś robi, bo we wczorajszym odc. jechała „do biura” :P]. Ona to normalnie rozpuszczona i rozpieszczona. Kupuje suknie za tysiące dolarów, żeby iść z mężem na kolację, wydaje kasę na stylistki. A mąż na rocznicę ślubu wynajął helikopter i obsypał ją prezentami. A ona oczywiście dla niego nic nie miała – bo przecież „Polish girl is enough, right?”.

Patrzyłam sobie na ten świat, trochę jak z bajki. Słońce, plaża, palmy, domy z basenami, kilka samochodów do wyboru. Praca kiedy się żywnie podoba. Żyć nie umierać. Jak to się dzieje, że niektórzy tak żyją, a my zapieprzamy jak robociki po 8 [albo więcej] godzin dziennie, i martwimy się o pieniądze, mieszkania i kredyty? A ich jedynym zmartwieniem jest maseczka ze ślimaka albo niedostatecznie białe zęby? Ot, taka sprawiedliwość.