Jestem nerdem.. ale jak to się zaczęło?

Jestem nerdem i dobrze mi z tym. Pokolenie moich rodziców na pewno uważa, że to nie przystoi. Mam już w końcu swoje lata, w tym roku stuknie mi 30stka. Problem w tym, że świat się zmienia, i jest zupełnie inny niż ten jaki oni znali, gdy byli młodzi. Po pierwsze w PRLu nie było nic, więc tym bardziej seriali, gier komputerowych czy internetu. Po drugie brali śluby o wiele wcześniej niż my dzisiaj. Były ciężkie czasy, więc nigdy nie było tego właściwego momentu na dziecko. Gdy byłam mała, rodzice długo mieszkali w mieszkaniu z pra babcią, cała nasza trójka w 15m2. Teraz młodzież chce się wyszaleć, zdobyć wykształcenie, zrobić karierę, kupić mieszkanie, a na założenie rodziny przyjdzie jeszcze czas. No ale ja nie o tym.

Najpierw dostałam Atari. Pewnie tylko osoby z lat 80tych w ogóle wiedzą co to takiego. Dla nieświadomych – to coś pomiędzy komputerem a konsolą. Podłączało się to ustrojstwo do telewizora i można było grać w gry. Klawiatura też była, więc dla tego można było pokusić się o nazwanie tego komputerem. Później dostałam pierwszego PCta. Wiadomo, że w latach 90tych gry były bardzo proste, ale mam kilka ulubionych. W tamtych czasach nie byłam jeszcze szczególnie zafascynowana grami. Pierwsza grą fantasy w jaką grałam był Baldur’s Gate, i od tego się zaczęła moja miłość do fantastyki i RPG. Potem poszło jak lawina. W liceum dostałam internet, więc świat nieco się dla mnie otworzył. Czasami grywałam na komputerze, ale nie można było mnie nazwać jeszcze gamerem. Moją główną pasją tamtych czasów była manga, anime i rysowanie [w późniejszych latach odkryłam digital painting i Photoshop’a]. Moją pierwszą konsolę, PS3 kupiłam dopiero w wieku 20 paru lat – wcześniej słyszałam od mamy „po co Ci konsola, masz komputer!”.

Z komiksami Marvela i DC Comics nie miałam raczej styczności. W postkomunistycznej Polsce jedyne komiksy, jakie pamiętam to Superman, Spiderman i Batman. Te tytuły były wtedy uważane jako „te dla chłopców”. Do tej pory nie jestem jakąś szczególną fanką tych postaci, chociaż Batman ostatnio zyskał  w moich oczach. Zaczęłam poznawać uniwersum komiksów z momentem pojawienia się Iron Man’a w kinach. X-Menów, którzy mieli swoją premierę przed Iron Manem obejrzałam bardzo późno. Jakoś wtedy nie sądziłam, że to film, który może mi się spodobać. Po Iron Manie MCU [Marvel Cinematic Universe] zaczął swoją erę, w którą wsiąkłam bez reszty! DCU [DC Comics Universe] zaczęłam w sumie poznawać od Batmana, ale tak świadomie moja fascynacja również tym światem zaczęła się dzięki serialom takim jak Arrow czy Flash. Niedługo kolejne seriale [Supergirl i Legends of Tomorrow], na których premiery bardzo czekam! Jeszcze 10 lat temu nie pomyślałabym, że w mojej walizce po powrocie z USA znajdą się: T-Shirt z Batmanem, T-Shirt z Capitanem Ameryką i bluza Hawkeye 🙂 No cóż, it’s official – I’m a nerd!

Moja mama zawsze uważała, że rysowanie i komiksy są dla dzieci. Nie rozumie tego świata internetu, seriali, twitterów, Facebooków i gier na konsolę. Nie moja wina, że urodziłam się w czasach, gdzie nie było tych dobrodziejstw. W jej głowie osoba 30stoletnia powinna być nudnym rodzicem, pracującym, wychowującym dzieci i gotującym obiadki. Nie będę taką osobą. Nie mówię, że nie założę rodziny i nie będę gotować, ale nie wyobrażam sobie rezygnacji z tego, co sprawia, że się uśmiecham, że mogę się zrelaksować grając na konsoli w grę z cudowną grafiką, albo oglądając serial o superbohaterach. To jest teraz część mnie, i nie wyobrażam sobie, że kiedyś powiem sobie, że jestem na to za stara. Rośnie nowe pokolenie, i wierzę, że nie będzie w tym nic dziwnego, że ktoś, kto ma 50 czy 60 lat będzie grał w gry komputerowe. Ja na pewno nie będę się przejmować opinią innych, o! 🙂

Hollywood Hills Forever!

Człowiek musi się czasami odmóżdżyć, więc wczoraj oglądałam sobie przed snem program „Żony Hollywoodu”. Bożesz Ty mój.. Ja wiem, że to pewnie w większości jest reżyserowane, ale z drugiej strony wcale nie jest tak trudno uwierzyć w to, że są tacy ludzie na świecie.

Bohaterkami owego TV show są Polki mieszkające w Hollywood. Oczywiście, a jakże by inaczej!, wszystkie są tlenionymi blondynkami. Jedna jest ex Króliczkiem Playboy’a [chociaż próbuje być inteligentna i podkreśla, że jest prawniczką. Szuka miłości ale żaden face jej nie pasuje, zajmuje się swoją urodą, wydawaniem pieniędzy i pieskami. Kolejna to agentka nieruchomości, zamężna z Argentyńczykiem. Widać, że mąż zapatrzony w nią jak w obrazek, a ona traktuje go jak śmiecia, aż mi go żal.. Chciałabym kurcze, żeby jedynym moim problemem w życiu było którym samochodem pojechać na imprezę, czy Porsche czy jakimś innym Mercedesem.. Następna jest producentka filmowa, która także szuka miłości. Wydawało mi się, że jest z tej całej gromadki najbardziej normalna, ale zmieniłam zdanie, gdy decyzję, czy zerwać z facetem uzależniła od postawionego przez wróżkę tarota, i od rozmowy z medium, który ponoć zapytał o zdanie jej zmarłego tatę.. Nie no, serio?! A, i jest jeszcze jedna, jakaś Miss Polonia, żona jakiegoś aktora z tamtejszych seriali TV. Ona chyba jest najnormalniejsza. A, i nie wspomniałam jeszcze o jednej – nie wiem gdzie pracuje [ale ponoć coś robi, bo we wczorajszym odc. jechała „do biura” :P]. Ona to normalnie rozpuszczona i rozpieszczona. Kupuje suknie za tysiące dolarów, żeby iść z mężem na kolację, wydaje kasę na stylistki. A mąż na rocznicę ślubu wynajął helikopter i obsypał ją prezentami. A ona oczywiście dla niego nic nie miała – bo przecież „Polish girl is enough, right?”.

Patrzyłam sobie na ten świat, trochę jak z bajki. Słońce, plaża, palmy, domy z basenami, kilka samochodów do wyboru. Praca kiedy się żywnie podoba. Żyć nie umierać. Jak to się dzieje, że niektórzy tak żyją, a my zapieprzamy jak robociki po 8 [albo więcej] godzin dziennie, i martwimy się o pieniądze, mieszkania i kredyty? A ich jedynym zmartwieniem jest maseczka ze ślimaka albo niedostatecznie białe zęby? Ot, taka sprawiedliwość.