Brać czy się bać?

Już od pewnego czasu zbierałam się, aby napisać na temat uchodźców. Nadal jednak nie potrafię zająć jasnego stanowiska w tej sprawie. Im więcej czytam i słucham o imigrantach, tym większy chaos panuje w mojej głowie. Postaram się opisać moje odczucia i wątpliwości, ale czuje, że w tym wpisie będzie panował nie mniejszy chaos, niż w mojej głowie.

Zawsze byłam osobą empatyczną, potrafiącą wczuć się w sytuację innych. Gdy próbuję postawić się w ich sytuacji, bardzo współczuję im. Brak poczucia bezpieczeństwa [która, zaraz po potrzebach fizjologicznych, jest podstawową potrzebą każdego człowieka, bez zaspokojenia której inne nie mogą być zaspokojone], i walka o przeżycie. Nie chciałabym być w ich położeniu. Ale czy Polska jest gotowa gospodarczo, a może przede wszystkim, czy jest gotowa kulturowo, na przyjęcie nacji, która tak bardzo różni się od Nas?

W Internecie ciągle natykam się na hejt – że trzeba ich zamknąć w Auschwitz [hejt pod artykułem odnośnie konserwacji baraków w obozie zagłady], że to brudasy i terroryści. Jak można aż tak opierać się na stereotypach?! Jedynym logicznym wyjaśnieniem jest brak elementarnej wiedzy, połączony ze strachem. Nie można wrzucać wszystkich do jednego wora – nie wszyscy muzułmanie są źli, tak samo jak nie wszyscy Polacy to złodzieje samochodów [idąc w ślad za popularnym stereotypem].
Oczywiście – zagrożenie terroryzmem jest ogromne, i to logiczne, że trzeba z tym walczyć. Nie mam złotego środka, prostej odpowiedzi, ale na pewno nienawiść do całej narodowości, czy grupy wyznaniowej nie jest wyjściem  z sytuacji.

Idąc śladem owego hejtu i nastawienia sporej części społeczeństwa do sprawy imigrantów, obawiam się, że Polska nie jest na to gotowa. Nietrudno mi sobie wyobrazić szykanowanie islamskich dzieci w szkołach, czy ich rodziców na ulicach. Mam cichą nadzieję, że może hejterzy, sądząc, że są w Internecie anonimowi [a nie są – bo w stosunku do tych, którzy pisali nt. Auschwitz Prokuratura już wszczęła postępowanie] nie odważą się przenieść swojej nienawiści i nietolerancji na ulicę.

Kilka dni temu natknęłam się na filmik mówiący o tym, jak zmieniła się Europa, i co ją czeka na przestrzeni nadchodzących stuleci. Zaczęło się od statystyk urodzeń w różnych krajach Europy. Dobrze wiemy, że dzietność spada i nie jest to nowy temat. Później posłużono się przykładami z historii zdającymi się potwierdzać tezę, że nasza kultura zaczyna umierać i za kilka stuleci zniknie całkowicie. Natomiast narody islamskie, gdzie dzietność jest nawet 10 krotnie większa – przetrwa. Jeśli ten scenariusz się spełni, cała Europa stanie się Państwem Islamskim. Nie analizowałam tego filmu za bardzo, bo oglądałam go przy śniadaniu, spiesząc się do pracy, więc nie będę pisać czy to możliwe, czy nie – każdy sam może go przeanalizować pod tym kątem. Mi na pewno dał do myślenia. Jakieś ziarnko prawdy może w tym być, kto wie. Czas pokaże. Ale nie można się spierać z jednym – że problem małej liczby urodzeń i starzejącego się społeczeństwa jest wszechobecny zarówno w Polsce jak i innych krajach EU. Może więc imigracja jest dla nas jakimś rozwiązaniem? Pod warunkiem oczywiście, że imigranci nie będą narzucać nam swoich zwyczajów i nie wyplenią naszej polskości, no i że będą pracować. Globalizacja, łatwość podróżowania, Internet – to wszystko pozwala na zamieszkanie w każdej części świata. Świat chyba dąży do „Multi Kulti”, granice państw powoli zdają się zanikać [np. EU, Strefa Schengen, wspólna waluta EURO itp].

Kolejnym pytaniem jest to, czy Ci ludzie na prawdę są tymi walczącymi o życie, czy tymi szukającymi łatwego zarobku? Bo na pewno wśród nich są i tacy i tacy. I obawy o terrorystów w ich szeregach także nie są bezpodstawne. Bo pomyślcie – to jest idealna okazja – wmieszać się w tłum. Podobno Państwa przyjmujące uchodźców dokładnie ich sprawdzają, ale w jaki sposób, skoro większość z nich nie ma nawet dokumentów tożsamości?

Pewien psycholog, którego teksty od jakiegoś czasu śledzę posłużył się pewną prowokacją. Napisał na swoi profilu na Facebooku notkę na temat imigrantów, rzekomo przedstawiając w niej swoje poglądy. Ci, co nie zorientowali się, że tekst jest specjalnie prowokujący, ironiczny i często sobie przeczy, połknęli haczyk. Zaczęli komentować i zajmować stanowisko w sprawie. Niektórzy zwolennicy przyjęcia uchodźców nie mogli się  zgodzić z tekstem, bo sądzili, że jest przeciw nim. Część zwolenników niewpuszczania uchodźców też nie mogła się zgodzić z wpisem, bo wyczuwali oni ironię. Dzięki temu obie strony zostały zmotywowane do dyskusji, co zmusiło wszystkich do zajęcia stanowiska.
Zachęcam do zapoznania się z oboma tekstami [prowokacyjny tekst z Facebooka jest gdzieś w połowie strony, zatytułowany „16 powodów, dla których powinniśmy stanowczo zabronić uchodźcom osiedlenia się w Polsce” więc polecam najpierw zapoznać się z nim, a potem przeczytać analizę, która zaczyna się na samej górze strony].

Reasumując, nadal nie wiem co myśleć. Może to na ten temat powinno być referendum, a nie na temat lasów państwowych i JOWów, bo i takie propozycje widziałam w Internecie? Nawet gdybym miała głosować, nie wiedziałabym, czy jestem za czy przeciw. Nie wiem które argumenty są mocniejsze, mam wrażenie, że to nierówna walka. I po stronie „za” i „przeciw” są zarówno argumenty, z którymi się zgadzam, jak i te, które potępiam.
Nie pozostaje mi nic innego, jak tylko czytać, słuchać i zbierać informację na ten temat, a może wyrobię sobie jasne stanowisko

OXI

Grecy zadecydowali, że nie przyjmą pomocy od Europy. I z czego oni się tak cieszą, ja się pytam?! Mówią, że postawili się Europie – świetnie, ale co dalej? Uważają, że stanie się cud? Że umorzą im dług i nagle gospodarka zacznie działać jak naoliwiona maszyna? Seriously?! Wiem, że niektórzy moi znajomi głosowali na OXI [pl. NIE] i są z tego dumni. Ciekawe, czy będą nadal tańczyć i skakać ze szczęścia, jak obudzą się z ręką w nocniku..

Ja od dziś do środy na urlopie. Z powodu gorąca spędzam go w domu, wiem, mało ciekawie, ale nie mam siły ani ochoty na nic poza tym. Muszę się odciąć od myślenia o pracy i porobić to, co sprawia mi przyjemność, o!

Grecka Tragedia

Oczy całego świata kierują się ku Grecji, moje również, szczególnie, że mieszkałam w Atenach prawie rok. Nie iem, co Premier Tsipras sobie wyobraża, i na co liczy. Przeniosłam się do Grecji właśnie wtedy, gdy zaczynał się kryzys, w 2009. Gdy rozmawiałam z grekami o sytuacji w ich kraju, oni zdawali się nie przejmować. Myśleli sobie, że jakoś to będzie. Słyszałam nawet opinie, że Chiny i Rosja wykupią ich długi [?!]

Na TVN24 natrafiłam na artykuł, który przypomniał mi niestworzone historie, o których słyszałam będąc w Helladzie. Do obecnego stanu rzeczy przede wszystkim doprowadził brak reform i niska skuteczność ściągania podatków. Mnóstwo środków szło także na dodatki do pensji dla pracowników budżetówki:

Dopłaty dla pracowników:

mycie rąk – 420 euro miesięcznie
brak spóźnienia – 600 euro na miesiąc
korzystanie z darmowej stołówki (aby zwiększyć w niej ruch) – 120 euro miesięcznie870 euro miesięcznie dla pracowników administracji – za wysyłanie faksów
595 euro miesięcznie dla wymiaru sprawiedliwości – za skuteczne prowadzenie spraw
69 euro dla kierowców w budżetówce – za rozgrzanie silnika
310 euro – za punktualne przyjazdy
450 euro – za przejmowanie i zdawanie samochodów

Dodatki do pensji:

50 proc. pensji za ciągłość pracy (min. 10 miesięcy u jednego pracodawcy)
15 proc. pensji za pracę przy komputerze przez cały dzień
10 proc. pensji – dodatek za wysługę lat (po 3 latach pracy)
10 proc. pensji za znajomość języka obcego (nieudokumentowaną)
15 proc. pensji za uciążliwe warunki pracy (m.in. sprzątaczki)
5 proc. pensji za każdy rok nauki po szkole średniej
13. i 14. pensja na Boże Narodzenie i Wielkanoc
10 proc. podstawy wynagrodzenia i 5 proc. na każde dziecko – dodatek rodzinny dla małżeństw
50 proc. miesięcznej pensji – dodatek urlopowy

Część Greków mogła przejść na emeryturę po ukończeniu 53. roku życia, a osoby utrzymujące się z turystyki pracowały przez 4-5 miesięcy w roku. W pozostałych miesiącach otrzymywały zasiłek, który pozwalał na dostatnie życie.

Podobnych absurdów jest więcej. Jednym z nich są „niedokończone”, ale zamieszkałe domy. Okazuje się, że nie trzeba za nie odprowadzać podatków. Serwis wynagrodzenia.pl przytacza też przykład niewielkiej wyspy Zakynthos, gdzie aż 700 osób pobierało zasiłek dla niewidomych. Z kolei na wyspie Kalymnos podczas kontroli 100 niewidomych nagle odzyskało wzrok.

W głowie się nie mieści, prawda? Ale tak było… Nie dziwne, że kraj jest bankrutem.
Szkoda.