Lew, Czarownica i Stara szafa

Są takie miejsca w domu, w które nie zaglądamy często. U mnie jednym z takich miejsc jest szafa w przedpokoju. Właściwie odkąd mama się wyprowadziła nie zaglądałam jakoś specjalnie w jej czeluści, a na pewno nie na dwie najwyższe półki.

Od przyjazdu Jamesa powoli dostosowujemy mieszkanie do 2 osób. Co prawda jak mieszkałam z A, to też mieszkałyśmy we 2, ale na nieco innych warunkach. Większość rzeczy każda z nas miała u siebie w pokoju, a w szafie korzystałyśmy właściwie z jednej półki. Teraz szkoda marnować miejsce, więc po długotrwałych planach postanowiłam w końcu tam posprzątać.

Najpierw poszliśmy do Jysk’a. Miałam nadzieję kupić kartony, takie same jak zostawiłam w zeszły wtorek w Leroy Merlin, podczas zakupów z mamą. Niestety nie mieli. Kupiliśmy w miarę tanie plastikowe koszyki średniej wielkości i inne duperele. Po powrocie wlazłam na drabinę i zaczęłam wszystko wywalać z szafy.

Znalazłam 2 stare aparaty fotograficzne, moje stare rysunki i prace plastyczne, jeszcze z przedszkola. Kable, stare zasłony, ozdoby choinkowe i wielkanocne [rychło w czas..], słomkowy kapelusz, papier do pakowania prezentów, sztućce. Dużą część wywaliliśmy, a resztę powkładaliśmy w koszyki, i w końcu jest dużo miejsca! Jeszcze tylko muszę kupić te nieszczęsne kartony na ręczniki [na razie leżą na wierzchu na półce], i będzie git.

Zmęczyłam się niesamowicie, ale cieszę się, bo to był produktywny dzień! 🙂

Reklamy

Sprzątanie

Weekend upłynął nam na sprzątaniu. W końcu zmusiłam się do umycia lodówki. Nawet nie zajęło mi to dużo czasu, spodziewałam się, że będę ją myła dłużej niż godzinę. James w tym czasie odkurzył mieszkanie. Miał umyć kabinę w łazience, ale oczywiście przełożył to na dzisiaj – ciekawa jestem, czy to zrobi. Śmiem wątpić. Ja umyłam pozostałą część łazienki, więc została jedynie ta nieszczęsna szyba od prysznica.

W sobotę znieśliśmy w końcu wszystkie graty pozostałe po remoncie łazienki, na dół do piwnicy. James był przerażony tym, jak wygląda moja piwnica. W starym budownictwie wygląda jak z nocnych koszmarów – goła cegła, drzwi pozbijane z desek i specyficzny zapach kurzu, tynku i nie wiem czego jeszcze 😛 Mnie to już nie rusza, bo nie raz tam byłam, jeszcze jako dziecko, chociaż kiedyś nie lubiłam tam schodzić.

Jak zrobi się ciepło czeka nas mycie okien. To w salonie będzie musiała chyba umyć profesjonalistka, bo A nie myła chyba tego okna przez 2 albo 3 lata, a jeśli myła, to niedokładnie, więc ledwo widać przez nie cokolwiek, nie wspominając o czarnych od brudu ramach. Brrr.