Pa pa Choinko

Ponieważ i ja i J byliśmy chorzy, siłą rzeczy pozbycie się choinki z domu przesuwało się w czasie. Dziś nastąpiła ta chwila. Zwieźliśmy ją na dół, a nie było to łatwe, bo z doniczką trochę ważyła. Na parterze żulik, który wykonuje u nas w spółdzielni pewne drobne prace, właśnie grzebał coś w kablach, i zobaczył nas z drzewkiem, i pyta gdzie ją wnosimy. Powiedziałam, że na zewnątrz, a ona na to że „acha, czyli ktoś przyjedzie po nią ją odebrać”? Ja na to, że nie, że to do wyrzucenia, a on na mnie z mordą, że przecież śmieciarka tego nie zabierze! Wiem, że nie zabierze, dlatego spółdzielnia zamawia odbiór odpadów wielkogabarytowych. To ten do mnie, że jak to teraz?! o tej porze? I że to ja sobie muszę zadzwonić. No na pewno. To należy to obowiązków spółdzielni i jest za darmo.. A on mi mówi, że po jedną choinkę nie przyjadą. A jak inni ludzie tam wystawiali choinki i stały pojedynczo, to co? Jakoś nie było problemu? pytał się jeszcze spod jakiego numeru mieszkania jestem. Odpowiedziałam, że to nie jego sprawa, a on, że on się i tak dowie i zgłosi. A proszę bardzo!

Walka z moją spółdzielnią o wszystko zaczyna mnie męczyć. Nie znają swoich podstawowych obowiązków [taka sama rozmowa była w czasie mojego remontu, gdy próbowali mi udowodnić, że mam na swoje wielkogabarytowe odpady zamówić kontener..]. Jakoś nie przypominam sobie informacji odnośnie terminów wyrzucania choinek? Niech się pierdolą! Zobaczymy, czy faktycznie ta sprawa będzie miała swój ciąg dalszy. Pamiętacie jak pod koniec roku oskarżyli mnie o zaległości w płatnościach i straszyli sądem? Nadal nie otrzymałam odpowiedzi na moje pismo, które dostali około 29 grudnia 2016. Eh…

Mama Drama

Co roku jest to samo. Co roku mam z moją mamą jedną i tą samą dyskusję.

Taka sytuacja
Spotykasz się z kimś przed świętami. Życzysz temu komuś Wesołych Świąt. Dajesz temu komuś prezent.

Pytanie:
Czy potem dzwonisz do tej osoby w Wigilię ZNOWU z życzeniami???

Dla mnie osobiście to nielogiczne i zbędne. W ogóle nie lubię składać życzeń, bo wiadomo, że składasz, bo wypada. Ale skoro już złożyłam, osobiście, i dałam prezent, to po kiego grzyba mam dzwonić raz jeszcze i mówić ponownie „Wesołych Świąt”?

W tym roku miałam w ogóle dużo na głowie w dzień wigilii. Około 11.00 J pojechał do hotelu do ojca. Nie wiedzieliśmy jeszcze jak będzie wyglądał nasz plan działania, bo ojciec J wspominał, że przed kolacją wigilijną chciałby jeszcze wrócić do hotel wziąć prysznic. Komplikowało nam to trochę plany, bo oznaczałoby jeszcze jeden krok w całej logistyce. Ponieważ ma lot powrotny w 1 Dzeiń Świąt o 6.00 rano, przemeldowywał się do hotelu Marriott na lotnisku. Ostatecznie jednak udało się go przekonać, aby wymeldował się z hotelu o 11.00, wziął wszystkie rzeczy ze sobą, i od nas jechał na lotnisko, a potem na kolację. Potem rozpakowywaliśmy walizkę rzeczy, które przywiózł  dla J, oraz prezenty. Problemy z zamówieniem taksówki oraz przygotowania do kolacji również zabrały mnóstwo czasu. Potem droga na lotnisko i droga do moich rodziców. Jak dotarliśmy na miejsce to najzwyczajniej w świecie zapomniałam o wymuszonym przez mamie telefonie do babci. Przypomniałam sobie o 19.00, ale oczywiście mama nie miała ze sobą telefonu. Dodzwoniłam się w końcu do babci, i jakoś ona nie robiła problemu, a zawsze pokazuje, jak ma focha, oj tak.

Dziś dzwonię do mamy w sprawie tego pisma ze spółdzielni,  a ta obrażona i na mnie fuka, że jak ja mogłam nie zadzwonić, że jestem okropna, że spodziewała się, że do niej też zadzwonię. Ja jej na to, że dzwoniłam, ale nie miała telefonu, a ona mi na to, że no przecież nie będzie ze sobą nosić ciągle telefonu. No to już nie moja wina – myślałam, że właśnie od tego są komórki. I nie liczy się, że zadzwoniłam – dla niej ważne jest to, że  nie zrobiłam tego wtedy, kiedy ONA tego oczekiwała… Ręce opadają.

A jeśli chodzi i o sprawę spółdzielni, to napisałam dziś w pracy piękne pismo, z załączonymi wszystkimi dowodami swojej niewinności, a ich roztargnienia i debilizmu. Zamierzam złożyć je osobiście w spółdzielni, a jeśli okaże się, że zrobili sobie świąteczne wakacje, mam również przygotowaną wersję do wysłania pocztą. Mama [po tym, jak już się wykrzyczała na mnie i trochę jej przeszło], poradziła, żeby z nimi nie dyskutować, tylko po prostu złożyć pismo, i tyle. Może jakimś cudem odpowiedzą. Korci mnie, żeby z nimi sobie podyskutować. i dowiedzieć się skąd te wyssane z palca kwoty.

Problem z kwietnia powrócił

Ponieważ idą święta, moja spółdzielnia musiała coś odpierniczyć…

Pamiętacie sprawę z kwietnia odnośnie faktury za przeniesienie? Nie? To przypominam tutaj . Sprawa wróciła!

Otóż otrzymałam wezwanie do zapłaty na 995,82 zł, z załączoną rzeczoną fakturą na 1080 zł [która była błędna, bo powinna opiewać na 1000zł brutto] i notami obciążeniowymi na 400 i 680 zł. WTF, myślę sobie. Przecież spraw została załatwiona. Wysłałam pismo wyjaśniające ich błąd, po czym otrzymałam notę na 400zł, którą opłacim 17 czerwca br. [sprawdziłam, mam dowód przelewu!]. 600 zł, które Spółdzielnia była mi winna za wymianę pionu zgodziliśmy się odliczyć od kwoty 1000zł [dlatego zapłaciłam brakujące 400zł].

Ale skąd im się wzięła kwota 995,82zł to nadal nie wiem, bo z załączonych dokumentów nic takiego nie wynika… Tylko się kuźwa zdenerwowałam. Będę musiała to wyjaśnić, bo z tego wynika, że mają tam niezły burdel! I mnie jeszcze straszą sądem i odsetkami. O nie, nie ze mną te numery!

A tak poza tym, to miałam dziś dzień wolny. J wyszedł wcześniej z pracy [My też kończyliśmy dziś wcześniej, o 13]. Pojechaliśmy do Arkadii na zakupy, po nic konkretnego niby. Kupiłam 4 DVD za 39.9zł w Saturnie, lampki choinkowe i stojak do choinki [na przyszły rok] i kilka brakujących rzeczy do sernika, który właśnie w piekarniku. Uff. Tough day!

 

Końca nie widać

Remont, dzień 7.

Niewiele się wydarzyło, ale to, niestety, za sprawą mojej spółdzielni, a nie mojego wykonawcy. Pan M robi wszystko, co w jego mocy, a nawet więcej niż od niego oczekujemy.

Sprawa rur wygląda następująco. We czwartek była wspomniana komisja, czyli przedstawiciel firmy, która zakładała nam ciepłą wodę w listopadzie. Potwierdził przy Prezesie spółdzielni, że w istocie potwierdził mi, że mogę wbudować rury w ścianę. Prezes zaraz zaczął kręcić, że no tak, oczywiście, że rury MOŻNA wmurować w ścianę, ale z wykorzystaniem tejże firmy, która rury zakładała z listopadzie. Nie prawda, bo o tym nie było mowy, a ja wyraźnie zaznaczałam w rozmowie z kierownikiem, że będę miała własną ekipę. Z resztą Pan M [wykonawca] powiedział mi i mojej mamie, że Prezes jednego dnia mówił, że można wmurowywać, a następnego zmieniał zdanie.
Ale wracając do komisji. Kierownik powiedział, że nie wie, czy będzie miał wolnych ludzi przed 16.00 [a tak późno nie chcemy wyłączać wody mieszkańcom] więc nie widzi przeciwwskazań, aby rury przesunął mój wykonawca, a oni tylko dokonają inspekcji, i dadzą gwarancję. Miał jednak napisać do mojej mamy następnego dnia z wyceną i decyzją.

Przesunięcie 2 rurek wycenił [UWAGA] na 1000 zł. Zaznaczam, że mój wykonawca za robociznę całej łazienki [wymiana rur, przygotowanie ścian, wylewki, kafelki i inne bzdety] bierze 3000zł… Dostałyśmy pismo ze spółdzielni mówiące o tym, że to niby na naszą prośbę wymieniamy rury. Odpisałyśmy, że to nie na naszą prośbę, tylko z konieczności, ponieważ rury z ciepłą wodą zostały poprowadzone 15 cm od ściany [!!], są niemożliwe do zabudowania ekranem, i znajdują się 5cm od WC. Ponieważ jesteśmy w trakcie remontu, a łazienka obecnie nie ma żadnych sanitariatów, jesteśmy zmuszone przyjąć ofertę spółdzielni, bo w przeciwnym razie prace remontowe nie mogą być kontynuowane. Zostałyśmy postawione pod ścianą, i dlaczego spółdzielnia stawia nas przed koniecznością poniesienia dodatkowych kosztów , mimo, ze istnieje możliwość aby zrobił to mój wykonawca. Odpowiedzi na pismo oczywiście nie ma, może potem coś wywalczymy… Ale generalnie spółdzielnia kładzie nam kłody pod nogi [a twierdza, że objęli mnie szczególną opieką… AKURAT!].

Pion będzie wymieniany dopiero jutro [niestety]. Koleś z fimry, która sobie policzyła 1000zł przyszedł dziś bez narzędzi, bo myślał, że będzie przesuwał liczniki [?!]. Jak można przyjść do prcy bez narzędzi, poza ty liczniki były już przesunięte w trakcie inspekcji, więc wygląa to trochę tak, jakby sobie z nas robili żarty, albo chcieli opóźnić budowę. Siły już nie mam.

Z pracy też wyszłam późno, bo Szefowa miała ciągle jakieś pilne sprawy, o których nie mogła zakomunikować, tylko uznała widocznie, że jej skróty myślowe są dla wszystkich zrozumiałe. Nie są najwyraźniej…

Idę spać.

 

Dzień pod kryptonimem „PECH”

Dzisiejszy dzień był pasmem złych wieści, chaosu i „niespodzianek”, czyhających tuż za rogiem.

Szefowa wpadła do biura, pierdzielnęła mi torebkę na biurko [prawie miażdżąc moje 2 telefony, ale na szczęście mam dobry refleks, i zdążyłam zrobić miejsce…] i powiedziała, że ma problem [to nigdy nie wróży nic dobrego]. Mianowicie jej 1,5 roczna córka jakimś cudem zrestartowała jej iPhona 6 do ustawień fabrycznych. No to dzwonię do informatyka, czekam aż się pojawi. Pojawił się [po mojej interwencji u kierownika]. Pogrzebał pogrzebał i mówi, że są problemy z systemem, a bez tego nie wgra nowego klienta poczty korporacyjnej. Poszedł. Znów go potem ściągałam. Przyszedł, pogrzebał, potrzebował hasła do iStore. Szefowa nie pamięta. Wpisuje ciągle co nowsze. Udało się. Informatyk po kolejnych 15 min skończył, ale powiedział, że nie do końca działa, bo nie synchronizuje kontaktów z outlookiem. Ok, powiedziałam, że nie ma czasu, bo szefowa za 30 min jedzie na spotkanie zewnętrzne. Poszedł, to w końcu zeszłyśmy z dziewczynami na obiad. Po 15 min Szefowa dzwoni gdzie ja jestem, i  że coś potrzebuje pilnie, to lecę. Okazuje się, że nie może się zalogować do iCloud, żeby [uwaga] odzyskać dane z aplikacji What’s Up. Nosz serio? Czy ja kurwa mać jestem tutaj jeszcze na etat w IT i o tym nie wiem? Nie udało mi się nic poradzić. Szefowa poleciła mi się zorientować czy da się odzyskać dane z jej starego telefonu, który zalała wodą, i już nie da się uruchomić. Dzwoniłam, ale nie było serwisanta, więc kazali zadzwonić jutro. Potem ciągle od szefowej jakieś kurde dziwne prośby. Nie wiedziałam w co ręce włożyć.

W tym samym czasie J od rana nie miał w domu netu ani tv, więc próbowałam mu na odległość pomóc. Nie było to łatwe, bo ani nie znam dekodera mojej mamy, ani jej dostawcy internetu. No i mimo moich rad nadal nic nie przynosiło rezultatu. Po powrocie mojej mamy internet magicznie zaczął działać i odpaliła się aktualizacja systemu…

Żeby tego było mało – remont. W trakcie powrotu do domu zadzwoniła mama, że podobno Panowie robotnicy zrobili coś z rurą w piwnicy jak zakręcali wodę, żeby wymienić pion [który miała wymienić spółdzielnia, ale o tym zaraz] i jest afera. Dziś Prezesik idiota zaczął coś kręcić z wymianą pionu, bo wedle przepisów to spółdzielnia powinna ponieść tego koszty. 15 grudnia napisałam tam oficjalne pismo, że zwracam się z prośbą o wymianę. DO dnia dzisiejszego nie otrzymałam odpowiedzi na piśmie. Wszelkie ustawienia były między mamą a nim, ustne. Miał jakiś dziadzio hydraulik, razem z naszym Panem wykonawcą to robić, a okazuje się, że nagle dziadzio na zwolnieniu, a Prezesik chciał, żeby Pan wykonawca podpisywał jakieś dziwne umowy. Oczywiście nie podpisał, a w międzyczasie moja mama napisała pismo, jak to ona tylko potrafi, że nie otrzymała żadnej odpowiedzi od spółdzielni, ma rozgrzebaną łazienkę, więc jest zmuszona wymienić pion na własny koszt, a Spółdzielnia zobowiązała się do zwrócenia kosztów 7 dni po robocie. Zobaczymy.

Ale to jeszcze nie koniec! Dotarłam do domu, mama przychodzi do nas i mówi, że dzwonił właśnie do niej Prezesik, czy ona może przyjechać [o 18.30..] bo jest kierownik, który zakładał nam ciepłą wodę w listopadzie i wymieniał rury (mama powiedziała, że chyba żarty się go trzymają, że ona nigdzie nie jedzie, bo idzie do teatru!). Ponoć tych rur nie można ruszać. Bardzo kurde ciekawe, bo jak musiałam brać dzień wolny w pracy, bo mi kurde nie skończyli roboty, i gadałam z kierownikiem właśnie o tym pionie, i pytałam CZY MOGĘ TE RURY WMUROWAĆ W ŚCIANĘ to powiedział mi, że OCZYWIŚCIE, ŻE TAK. Poza tym ja tego nigdy nie ukrywałam ani przed Prezesem ani przed nikim, że rury będą wmurowane – bo mi je zrobili obrzydliwie odstające 10 cm od ściany, tak, że nawet nie mogłabym tego ekranem zabudować, bo wlazłoby mi na kibel.. Jutro jadę tam z mamą po pracy i będę się kłócić…

Do tego wszystkiego nadal nie dostałam odpowiedzi z urzędu imigracyjnego dot moich wczorajszych pytań złożenia dokumentów i wyjazdu, więc byłam cały dzień nabuzowana. Ale przynajmniej po powrocie do domu czekała mnie miła informacja. Odpisał HRowiec, który kontaktował się z urzędem i starostą, i może uda się przyspieszyć procedurę i załatwić rzeczony papier nawet 1 lutego, ale nic nie obiecuje. Wierzę, że się uda, a jeśli nie, mamy jeszcze kilka asów w rękawie! Musi się udać, kurka wodna, bo już za dużo rzeczy zaczęło się układać!