Przełomik

Piszę „prełomik” bo przełomem jeszcze tego nazwać nie można. Nie chwalmy dnia przed zachodem słońca.

Odezwał się dziś rano i powiedział, że podjął kilka ważnych decyzji. „Nareszcie” – pomyślałam. Stwierdził, że musi uwolnić się z tego miejsca, w którym jest teraz [czyt. z domu], że czas na coś nowego [czyli generalnie doszedł do tego wszystkiego, o czym trułam mu od pół roku!]. Zasugerował mi przy tym, że jak się tu przeniesie, to oboje idziemy na siłownię i pracujemy nad sobą. Obiecałam mu to już dawno. Do ćwiczeń nic nie mam, tylko mi się samej trudno zmotywować, a z kimś łatwiej. No tak mam, i nic nie poradzę – siłownia solo jest nuuudnaaaa. Tylko zawsze jak o tym rozmawiamy, to rozumiem to tak, że nie jestem dla niego wystarczająco dobra/atrakcyjna, i on  chce mnie zmienić. To mnie denerwuje, bo sportsmenką nigdy nie byłam (i pewnie nie będę), a on powinien się z tym pogodzić. I to mnie chyba boli, bo powinien mnie kochać taką jaką jestem, a nie starać się zrobić ze mnie ideał. Ideałów nie ma, and deal with it..

Staram się za bardzo tym nie cieszyć jeszcze, bo podobną rozmowę mieliśmy w marcu, czyli pół roku temu, a jak dotąd nic nie posunęło się naprzód. Ale mam nadzieję, że tym razem naprawdę coś z tego będzie.

Najgorsze jest to, że on uważa, że jak podejmie decyzję o przeprowadzce, to podróż w jedną stronę, że nie będzie już powrotu. Jego matka jest trudna z różnych względów, ale poznałam oboje rodziców, i nie chce mi się wierzyć, że mogliby z nim po prostu zerwać kontakt. Ale on twierdzi, że ma swoje powody, by tak sądzić. Pożyjemy, zobaczymy. Najbardziej martwię się pracą, bo bez niej może być w Polsce legalnie tylko 3 miesiące, a potem musiałby wracać. Tylko posiadając pracę mógłby dostać pobyt tymczasowy. No ale zobaczymy, byleby zacząć robić coś w tym kierunku, zaplanować i co ma być to będzie!

Sport to zdrowie

Problem poprzednich kilku dni chwilowo zażegnany. Gadaliśmy sporo, na spokojnie już, i wiem co chciałam wiedzieć. Jestem spokojna. Jakaś namiastka poczucia kontroli jest. Oczywiście nigdy nie wiem, co się wydarzy i nie mam na to wpływu. Ale J mówi mi takie rzeczy, często bolesne [albo ja odbieram to jako bolesne i stresujące], że na prawdę mam podstawy sądzić, że jest szczery. Bo przecież wcale nie musiał mi mówić o tej dziewczynie. Nie dowiedziałam się przypadkiem, tylko sam wspomniał  w rozmowie, a ja zaczęłam drążyć. Pewnie większość moich lęków było tylko nadinterpretacją jego słów. Przypuszczam, że laska jest na niego napalona, ale na szczęście on ją skutecznie gasi. Wczoraj na snap chat [bo tam czasami gadają] napisała mu, że jest sama w domu i się boi, bo jest burza, a  rodzice wyjechali na wakacje.. Boże dziewczyno, już bardziej jasnej aluzji nie mogłaś zrobić. Wiadomo, że oczekiwała odpowiedzi „oj, biedna, to ja do przyjadę”. A figa! On pisał do niej co godzinę pytanie, czy przypadkiem już nie umarła. Ha ha. Dobrze tak dziwce, niech trzyma swoje łapy z daleka od mojego faceta, o! Muszę mu zaufać, bo nie mam wyboru. Inaczej jedyne, co pozostaje to zerwać, bo nie da się żyć  w związku, a szczególnie na odległość, bez zaufania, prawda? No a tego bym nie chciała, bo dążymy cały czas do tego, żeby on się do mnie przeprowadził.

Jeden problem z głowy, no ale pojawia się kolejny, bo jakże by inaczej. Jak słyszysz od faceta sugestie, że „mogłabyś być bardziej wysportowana” to zapala się człowiekowi czerwona lampka. Nie uważam się za osobę otyłą, czy grubą, ale oczywiście, że zawsze mogłabym ważyć parę kilo mniej. Zawsze wyglądałam tak jak teraz, poza tym okresem, gdy schudłam do 49kg przez niezdiagnozowaną cukrzycę.. To były „piękne” czasy, gdy jadłam co chciałam i nie tyłam a chudłam. Oczywiście wiem, ze 49kg to za mało i że to niedowaga przy wzroście 170cm, ale był okres, że ważyłam tak w sam raz, tyle, ile zawsze chciałam. Gdy wykryto chorobę i zaczęto podawać insulinę, mój metabolizm wrócił do normy, zaczął znów magazynować tłuszcz, i wróciłam do wagi sprzed choroby. Gdy J mnie poznał 10 lat temu wiedział jak wyglądam, chociaż dziś napisał, że mnie wtedy nie widział. No na żywo mnie nie widział, ale przecież rozmawialiśmy na skype, wysyłałam mu zdjęcia. Nigdy nie ukrywałam tego jak wyglądam, nie retuszowałam zdjęć w Photoshopie. Nawet jak byłam taka chuda, to nie podobało mu się, że nie jestem wysportowana – no bo nie byłam, błam chuda, a nie ładnie wyrzeźbiona. Nigdy nie byłam sportsmanką, nigdy nie miałam figury modelki. On twierdzi, że mnie kocha, ale że byłabym bardziej seksowna wysportowana. No i dziś powiedział, że to dla mojego zdrowia. Jasne, nie da się zaprzeczyć, że ruch jest dla mnie wskazany przy cukrzycy, wiem to. Ale siłownia to najnudniejsze co może być. Dlatego chciałam kogoś, z kim mogłabym razem trenować, ale nie ma chętnych. Koleżanka z pracy, z którą miałam takie plany, poszła na macierzyński i o. Zawsze bolały mnie takie przytyki. Kobiety są wrażliwe na tym punkcie. Zawsze się we mnie coś buntuje, gdy czuję, że ktoś chce mnie zmienić na siłę. Ale dziś zaczęłam powoli dojrzewać do tej decyzji. Na stronie siłowni obok mojego biura nie ma cennika.. więc napisałam tam z prośbą o przesłanie. Chcę zobaczyć co mają i za ile. Myślałam o trenerze personalnym, bo mógłby mnie nakierować jakie ćwiczenia powinnam wykonywać, żeby zgubić to czego chcę się pozbyć. Zobaczymy co mi przyślą. Stwierdziłam, że może to w końcu motywacja, której było mi trzeba? Zdrowie zdrowiem, ale czuję, że on w delikatny sposób chce mnie do tego przekonać, zasłaniając się moją cukrzycą, a tak naprawdę przyczyna jest czysto „męska” Nie wiem jaki będzie efekt, nie wiem na ile „wyrzeźbiona” będę, i czy będzie zadowolony, ale postanowiłam, że spróbuję.

Związki to chyba najbardziej stresujące rzeczy na świecie, no może poza pracą…