Zima Zima pada pada Śnieg 

Reklamy

Czasem słońce, czasem deszcz

Szału w pracy ciąg dalszy, i tak będzie już do końca tygodnia. Męczy mnie to niesamowicie. Wszyscy latają ze spotkania na spotkanie, zestresowani i to widać, słychać i czuć. Dzisiejszy dzień jest nieco spokojniejszy, ale jeszcze niecałe 2h muszę tu siedzieć :/

Raz słońce, raz deszcz. Jeszcze godzinę temu lało i było ciemno jak w czasie Armageddonu, a teraz świeci słoneczko. Pogoda śpiąca, ale deszcz po tej suszy jest jak najbardziej potrzebny.

Nawet nie mam o czym dziś pisać… Mmm.

A miało być tak pięknie

Spałam bardzo źle, płytko, często się budziłam.. Miałam wrażenie, że leżałam z zamkniętymi oczami całą noc, ale wiem, że musiałam spać, bo śniły mi się jakieś głupoty. Gdy zadzwonił budzik z trudem zwlekłam się z łóżka. Pogoda też nie zachęcała do wyjścia spod kołdry, bo zimno i pada.
A zaspała, bo nie włączyła sobie budzika [a specjalnie kupiłam jej na Gwiazdkę, żeby się nie spóźniała do pracy!].

Miałam nadzieję, że dzień upłynie mi spokojnie i leniwie, bo Szefowa na jednodniowym urlopie. Jak włączyłam rano po 8 Outlooka znalazłam maila o tytule „PILNE” więc już wiedziałam, że nie będzie spokojnie.. Mail dotyczył tłumaczenia jakiejś opinii na temat toczącej się Aukcji częstotliwości – to obecnie gorący temat. Nienawidzę takich tłumaczeń, bo nie jestem tłumaczem specjalistycznym, a moje tłumaczenie sprowadza się do wrzucania akapitów w Google Translatora, a potem poprawianie gramatyki i szukanie słów w słownikach internetowych.

Szefowa wpadła do pracy przed 9.00 [miała być na urlopie?] i pyta co z tłumaczeniem. Powiedziałam, że dopiero zaczęłam, a ona zdziwiona, że nie wysłałam tego do firmy tłumaczeniowej i że przecież mi tak  napisała.. Tylko, że treść maila [wysłanego w niedzielę w nocy] brzmiała:

Potrzebuje tłumaczenia tego dokumentu jutro na cito – im wcześniej tym lepiej.

Dajcie znać rano.
Dzięki

Hm, jak dla mnie to nie jest jednoznaczne z „wyślij ten dokument do tłumaczenia”, bo na ogół w takie krótkie tłumaczenia [4 strony] wrabia się mnie. No ale – Szef ma zawsze rację, prawda?
Potem powiedziała, że ona potrzebuje to na 14.00. Wysłałam zapytanie do administracji, oni wysłali do firm tłumaczeniowych, z którymi współpracujemy, i potem czekałam na wycenę i termin realizacji. To niestety trwa.. ale Szefowa co 5min dzwoniła i pytała, czy już coś wiadomo. Potem powiedziała, że ona właściwie potrzebuje to przed 14.00… Boże jedyny.. I tak cały dzień – odbieram telefony, dzwonię, załatwiam, pisze maile, przesyłam dalej.. Mam serio dość dzisiejszego dnia, chcę do domu! 😦

A i jeszcze taka sytuacja. J pojawiła się w końcu w pracy i już oczywiście było spięcie.
Gdy chodzimy z dokumentami na pocztę, płacimy z prywatnych pieniędzy, bierzemy pokwitowanie, i rozliczamy na podstawie formularza. Ponieważ obie jesteśmy zatrudnione na outsourcingu, firma nie może zwrócić nam kosztów na konto, więc musimy dogadać się z etatowym pracownikiem, żeby to na jego konto wpłynął zwrot, a on robi nam przelew.
No i dziś kolega, który jest tak uprzejmy, że nam tą pocztę zwraca, przyniósł mi dziś swoje pokwitowania, ja dołączyłam swoje i położyłam J na biurku, bo to ona zawsze rozlicza pocztę. Przyszła z kawą, popatrzyła na pokwitowania, po czym przesunęła je w moją stronę mówiąc, że ona w tym miesiącu nie ma nic do rozliczenia, więc ja mogę rozliczyć to sama. Zagotowało się we mnie. Do tego zarzuciła mi kłamstwo, że ponoć skłamałam, że kolega kazał mi przekazać to do Julii – bo podobno zapytała go o to, a on zaprzeczył. Ona nadal zarzucała mi kłamstwo [że ponoć „już nie pierwszy raz mnie na nim złapała” – ale przykładów jakoś nie potrafiła podać..] i powiedziała, że ona to może rozliczyć, ale jakoś nie słyszała, żebym ją o to POPROSIŁA. Przypomniałam jej, że to jeden z jej obowiązków, i że nie przypominam sobie, żeby ona, na przykład, prosiła mnie o rozliczanie dla niej pensji [bo ja to robię..]. Mnie nikt nie prosi o wykonywanie moich obowiązków. Stwierdziła, że ponoć mnie prosi, dając mi listę obecności, a prawda jest taka, że to ja jej często w ogóle przypominam o liście i rozliczeniu.. Wkurzyła mnie niesamowicie, bo ton, jakim ze mną rozmawiała przypominał rozmowę dorosłego [niby ona] z niedorozwiniętym dzieckiem [niby ja] – władczy i traktujący rozmówcę z góry.

Po tej wymianie zdań poszłam z D, która siedzi naprzeciwko, i która wszystko widziała i słyszała, do kuchni zrobić sobie herbatę, i nawet ona była w szoku zachowaniem J. Już w zeszłym tygodniu nawinęła się rozmowa na temat jej stosunku do pracy, i były to subiektywne spostrzeżenia D. Dobrze, że nie tylko mnie to zastanawia.

Reasumując, dzisiejszy dzień jest do bani. Jeszcze 35 min i idę do domu.

Uff jak gorąco!

Żar leje się z nieba, rzeki wysychają, ograniczają dostawy prądu. Armageddon normalnie! Nigdy nie lubiłam upałów, mimo, że mieszkałam w Grecji,a tam 38 stopni w cieniu to średnia temperatura w lato. Ale w Warszawie ponad 30 stopniowe upały są bardzo męczące. Całe szczęście, że pracuję w klimatyzowanym biurze! Marzy mi się lato z temperaturą do 25 stopni, i będzie dobrze. Teraz czekać tylko na deszcz!