Wyjście „Pomarńczek” na miasto

Wczoraj było fajnie. Po pracy pojechałyśmy z dziewczynami [Aka Pomarańczkami :D] [D i P, A miała do nas dojechać] do Drink Baru na Kruczej, jadąc niczym sardynki w SKM jadącej do Centrum z Mordoru. Drink Bar to bardzo fajne miejsce, możesz zamówić sobie tam znanego drinka, typu Mojito, ale możesz rónież zdać się na barmana, mówiąc jedynie jakie owoce lubisz, czy ma być mocny, słaby, słodki czy kwaśny. Ja rozpoczęłam od Margarity truskawkowej, a potem mango z marakują. Mniam. A dojechała do nas późno, bo przed 20.00 Wypiła drinka i postanowiłyśmy iść na miasto coś zjeść no i A musiała wypić „karniaczki” za spóźnienie 🙂

Było ciepło, ale niestety momentami strasznie wiało. Po drodze, na Nowym Świecie zatrzymałyśmy się na szoty za 4zł, i udałyśmy się do Mac’a [classy :P] Potem dalej na Starówkę. D wpadła na pomysł, że kupimy sobie smakowe piersiówki Soplicy: D wzięła Malinową [na przeziębienie :D], ja orzech włoski, A coś z miodem [też na przeziębienie], a P cytrynówkę. Szłyśmy sobie więc, popijając ukradkiem, szukając ukrywających się w mrokach policjantów. Oczywiście moja piersiówka postanowiła się nie zakręcać, więc włożyłam ją w rękawiczkę, do kieszeni i starałam się, żeby się nie wylała.. Fun 🙂

20161208_213919-effects

Wróciłam do domu około 22.40. Panicz już spał.

Dziś rano wstał, poszedł się szykować do pracy. Wstaję, widzę, że leży w salonie, pytam, czy wszystko w porządku. Ponoć przewrócił się wchodząc pod prysznic i stłukł sobie kolano i nie może chodzić… Boszz, ja się zastrzelę. Dałam mu okład, żel, który przepisał mi lekarz jak miałam stłuczone biodro, i poszłam do pracy. Nie ma co iść do lekarza chyba, bo to na pewno nie złamanie, a stłuczenie musi się po prostu wyleczyć. Eh..

Sprzątanie i wyprowadzka

Od wczoraj nie robię nic innego, tylko sprzątam. Rano o 9 przyjechała Pani Ania, żeby pomóc w sprzątaniu. Ma magię w rękach, bo w 6 godzin umyła kuchnię [która była cała biała, bo tam cięto płytki i mieszano zaprawy], włącznie z umyciem okna, i przedpokój. Ja z mamą też sprzątałyśmy. Mi udało się zetrzeć kurze z półek i mebli w pokoju, ale jeszcze trochę mi zostało. Przedpokój i łazienkę też jeszcze ogarnąć, rozpakować kosmetyki. Przyjechała A zabrać rower i trochę gratów. Potem poszłyśmy zjeść kebab. Zeszłyśmy do piwnicy i przy okazji wyrzuciłyśmy sporo pudeł i staroci, więc zrobiło się miejsce. Po tym wszystkim cukier spadł mi do 67 więc zjadłam lody, wzięłam prysznic [nareszcie] i padłam jak mucha.

Dziś od rana ogarnianie kuchni [nadal wszystkiego nie skończyłam]. A przyjechała przed 11.00 żeby się spakować. Mieszkałyśmy razem 3,5 roku [ale ten czas leci!] więc trochę się tego nazbierało. Mnóstwo tego było, ale jakoś się zmieściło do samochodu jej wujka, po złożeniu siedzeń. Ja teraz mam do sprzątana jeszcze jeden pokój. Nie wiem na ile mi jeszcze dziś starczy sił, ale będę się starała ogarniać w trakcie tygodnia powoli.
Czeka mnie jeszcze opróżnienie szafy w przedpokoju, ale problem polega na tym, że po opróżnieniu piwnicy i wywaleniu worków ze śmieciami po remoncie mój śmietnik jest pełny, i chyba nic już się tam nie zmieści. Będę musiała poczekać, aż wywiozą.

A poniżej obiecywane zdjęcia, chyba łatwi zgadnąć które przed a które po 🙂
Zamiast wanny jest prysznic w rogu i umywalka a tej samej ścianie.
Enjoy:

Kłody pod nogi

Wszystko zaczyna się układać. Wszystko idzie jak po maśle, i wtedy właśnie zapala się człowiekowi czerwona lampka. Bo musi być równowaga w przyrodzie, i przecież w końcu coś musi pójść źle.

Dostaliśmy dziś odpowiedź z HRów, że wydanie dokumentu [który, jak się okazuje jest tym najważniejszym, spośród tych, które musimy dostać od pracodawcy, żeby zaaplikować o kartę pobytu i pozwolenie na pracę] potrwa nawet do 3 tygodni. Problem polega na tym, że za 17 dni kończy się okres 90 dni legalnego pobytu Jamesa w Polsce. Olśniło mnie w pracy, żeby zapytać w Urzędzie Mazowieckim o ten okres, i pojawia się problem. Obywatel zagraniczny musi złożyć aplikacje w ciągu legalnego pobytu, a nie po jego upływie [inaczej wniosek od razu będzie odrzucony]. Można oczywiście uzupełnić braki formalne, ale mamy na to 7 dni od dnia złożenia wniosku. Jest ryzyko, że starosta się nie wyrobi do tego czasu, a J będzie musiał wracać czym prędzej do USA, no i wcześniej zapłacić za przebookowanie.

Jednym z wyjść jest, aby planowo wrócił do USA 90go dnia, tylko pytanie kiedy może wrócić [podobno nie ma limitu] i kiedy może ponownie aplikować o pozwolenie, no i czy praca na niego nadal będzie czekała…

Dużo pytań, zawsze za mało odpowiedzi. Napisałam do miłego pana z urzędu, który mi już raz odpowiedział na moje wątpliwości odnośnie potrzebnych dokumentów, więc liczę, że jutro może coś pozytywnego napisze. J napisał też do HR menadżera przedstawiając mu sytuację. Przyznam, że jestem na niego trochę zła. Skoro zatudnił J w zeszły poniedziałek, to czemu na Boga nie zaaplikował o ten dokument wtedy? Albo chociaż w zeszłym tygodniu??

Jestem strasznie zmartwiona tym wszystkim. Wszystko zaczynało się tak dobrze układać, aż za dobrze, no i teraz kłody pod nogi. Kiedy jestem tak blisko. Dziś A powiedziała, że może już od lutego wynajmie kawalerkę… No ale może nie wszystko jeszcze stracone.
Trzymajcie kciuki!

Łazienka jest w stanie rozkładu biologicznego – dosłownie. Tu wszędzie była kiedyś glazura…

12207668_10102987860066493_1341781171_n

 

Przygotowania do Remontu

Styczeń zbliża się wielkimi krokami, więc trzeba intensywnie myśleć o remoncie łazienki. Remont planujemy zacząć 15 stycznia, więc czas nas już nagli. Mama przed 17.00 zaproponowała, żebyśmy dziś pojechały poszukać kabiny, kafelków i tym podobnych. Zgodziłam się, bo wiem, że co się odwlecze to nie uciecze, a wolę spędzić na tym popołudnie, niż marnować weekend.

Zdecydowałyśmy na Leroy Merlin [lub „Merlin Monroe” jak zwykła żartobliwie nazywać go moja mama 🙂 ] w Arkadii. Jamesowi się nie chciało jechać z nami, więc byłam tylko z mamą. Świąteczne dekoracje przed Arkadią w pełni:

Wyjazd był zdecydowanie owocny! Wybrałyśmy kafelki, do których nie byłam w pełni przekonana, ale mama mnie przekonała, wc, kabinę prysznicową, grzejnik. Brakuje tylko szafki i umywalki, no i pierdółek jak lustro, oświetlenie, plafon itp.

Wróciłam do domu o 20.00 i padam na twarz…

 

 

 

Iluminacja

Dobra rada, nie idźcie nigdy na iluminację w dzień jej premiery. Nowym Światem i Krakowskim przedmieściem płynęła rzeka ludzi. Niestety organizatorzy pokrzyżowali moje plany, bo zamiast o 17.00, gdy zaczęliśmy iść w stronę Starówki, zapalili lampki o 17.30, gdy byliśmy na wysokości hotelu Bristol. Do choinki nawet nie udało nam się dotrzeć, bo tłum zatrzymał się kilkaset metrów przed Pl. Zamkowym… Ale trochę zdjęć jest 😛

 

 

 

Happy Thanksgiving Day!

Dziś Amerykanie świętują Dzień Dziękczynienia [Thanksgiving Day]. Z tej okazji mój tata postanowił zaprosić nas do Jeff’s na obiad.

american-thanksgiving-day

 

Nie wiem, czy się dostaniemy, bo rezerwacji nie było już 2 tyg temu, ale powiedzieli, żeby i tak przyjechać.

A w pracy prawie dostałam zawału! Robiłam porządki na dysku wspólnym, i wywaliłam plik, w którym mam dane prawie z 1 roku, i, no bo jestem porządna, opróżniłam kosz… Ponieważ odkąd stworzyłam plik i wrzuciłam go na shareda korzystałam głównie ze skrótu na pulpicie i nawet nie pamiętałam w którym folderze oryginalny plik siedział. Na szczęście co kilka godzin serwer robi backup, więc udało się plik odzyskać… Ufff…

Projekt kuchni

Nie wiedziałam, że wypad do IKEA tak może człowieka wykończyć! Pojechałyśmy z mamą na 11, w celu zorientowania się, czy jakieś meble będą pasować do mojej kuchni. Najpierw oglądałyśmy ekspozycje [zawsze uwielbiałam to robić!]. Znalazłyśmy meble Metod, które można dowolnie ze sobą zestawiać, występują w różnych kolorach i wielkościach, więc każdy znajdzie coś dla siebie. W końcu doszłyśmy do stanowisk, gdzie każdy mógł skorzystać z programu komputerowego do robienia projektów.
Usiadłyśmy, zaczęłyśmy kombinować. Wybrałyśmy wszystko co podobało nam się w trakcie naszej przechadzki po sklepie, ale coś mi nie pasowało. Okazało się, że nigdzie nie umieściłyśmy zlewu. Naprawiłyśmy błąd, ale szybko okazało się, że nie wszystko, co chcemy mieć w kuchni, się w niej mieści. Mimo, że pomieszczenie jest duże, to wyjątkowo mało ustawne. Okno jest nisko, więc nic tam stanąć nie może. Wyszło na to, że nie ma gdzie wstawić zmywarki. No k.. mać. Cóż, trudno – pomyślałam, widocznie nie jest mi dane i będę zmywać w ręku całe życie, jak ta wyrobnica. Zrobiłyśmy sobie przerwę i poszłyśmy jeść szwedzkie pulpeciki. Wróciłyśmy zrezygnowane, aż w końcu doczekałyśmy się pomocy pracownika IKEA. bo wcześniej wszyscy byli zajęci. Dziewczyna, która do nas przyszła od razu fachowo zajęła się sprawą. Podszedł jeszcze jej kolega, i z doskoku też pomagał planować. Poustawiał tak sprytnie, że wszystko się zmieściło – i pralka, i zmywarka, podwieszana mikrofalówka, moja ulubiona szafka z szufladami, i nawet 20 cm szafka cargo. Jedyne, z czego musiałam zrezygnować, to szafka pod zlew, bo ten wylądował na szafce narożnej.
Oto co nam wyszło:

1

2

Kolory ścian są tymczasowe. Na ścianie na lewo od wejścia wymyśliłam sobie fototapetę, w odcieniach szarości, przedstawiającą NYC [oczywiście] 🙂
Co do koloru kafelków pomiędzy szafkami jeszcze nie zdecydowałam. Mam kilka koncepcji, ale i tak rzeczywistość je zweryfikuje, bo co z tego, że sobie coś wymyślę, jak potem nigdzie tego nie będzie? Wybiorę z tego, co znajdę w sklepie.

Projekt projektem, ale ja nadal nie wiem, kiedy będą likwidować te cholerne piecyki. Za 4 dni kończy się wrzesień, a oni nadal nic nie zaczęli… A i tak na pierwszy ogień pójdzie łazianka. No, ale przynajmniej temat kuchni z grubsza ogarnięty. To oczywiście czubek góry lodowej, bo jeszcze trzeba znaleźć ekipę, zamówić tapetę, wybrać podłogę i farby. Uh…