Mama Drama

Co roku jest to samo. Co roku mam z moją mamą jedną i tą samą dyskusję.

Taka sytuacja
Spotykasz się z kimś przed świętami. Życzysz temu komuś Wesołych Świąt. Dajesz temu komuś prezent.

Pytanie:
Czy potem dzwonisz do tej osoby w Wigilię ZNOWU z życzeniami???

Dla mnie osobiście to nielogiczne i zbędne. W ogóle nie lubię składać życzeń, bo wiadomo, że składasz, bo wypada. Ale skoro już złożyłam, osobiście, i dałam prezent, to po kiego grzyba mam dzwonić raz jeszcze i mówić ponownie „Wesołych Świąt”?

W tym roku miałam w ogóle dużo na głowie w dzień wigilii. Około 11.00 J pojechał do hotelu do ojca. Nie wiedzieliśmy jeszcze jak będzie wyglądał nasz plan działania, bo ojciec J wspominał, że przed kolacją wigilijną chciałby jeszcze wrócić do hotel wziąć prysznic. Komplikowało nam to trochę plany, bo oznaczałoby jeszcze jeden krok w całej logistyce. Ponieważ ma lot powrotny w 1 Dzeiń Świąt o 6.00 rano, przemeldowywał się do hotelu Marriott na lotnisku. Ostatecznie jednak udało się go przekonać, aby wymeldował się z hotelu o 11.00, wziął wszystkie rzeczy ze sobą, i od nas jechał na lotnisko, a potem na kolację. Potem rozpakowywaliśmy walizkę rzeczy, które przywiózł  dla J, oraz prezenty. Problemy z zamówieniem taksówki oraz przygotowania do kolacji również zabrały mnóstwo czasu. Potem droga na lotnisko i droga do moich rodziców. Jak dotarliśmy na miejsce to najzwyczajniej w świecie zapomniałam o wymuszonym przez mamie telefonie do babci. Przypomniałam sobie o 19.00, ale oczywiście mama nie miała ze sobą telefonu. Dodzwoniłam się w końcu do babci, i jakoś ona nie robiła problemu, a zawsze pokazuje, jak ma focha, oj tak.

Dziś dzwonię do mamy w sprawie tego pisma ze spółdzielni,  a ta obrażona i na mnie fuka, że jak ja mogłam nie zadzwonić, że jestem okropna, że spodziewała się, że do niej też zadzwonię. Ja jej na to, że dzwoniłam, ale nie miała telefonu, a ona mi na to, że no przecież nie będzie ze sobą nosić ciągle telefonu. No to już nie moja wina – myślałam, że właśnie od tego są komórki. I nie liczy się, że zadzwoniłam – dla niej ważne jest to, że  nie zrobiłam tego wtedy, kiedy ONA tego oczekiwała… Ręce opadają.

A jeśli chodzi i o sprawę spółdzielni, to napisałam dziś w pracy piękne pismo, z załączonymi wszystkimi dowodami swojej niewinności, a ich roztargnienia i debilizmu. Zamierzam złożyć je osobiście w spółdzielni, a jeśli okaże się, że zrobili sobie świąteczne wakacje, mam również przygotowaną wersję do wysłania pocztą. Mama [po tym, jak już się wykrzyczała na mnie i trochę jej przeszło], poradziła, żeby z nimi nie dyskutować, tylko po prostu złożyć pismo, i tyle. Może jakimś cudem odpowiedzą. Korci mnie, żeby z nimi sobie podyskutować. i dowiedzieć się skąd te wyssane z palca kwoty.

Problem z kwietnia powrócił

Ponieważ idą święta, moja spółdzielnia musiała coś odpierniczyć…

Pamiętacie sprawę z kwietnia odnośnie faktury za przeniesienie? Nie? To przypominam tutaj . Sprawa wróciła!

Otóż otrzymałam wezwanie do zapłaty na 995,82 zł, z załączoną rzeczoną fakturą na 1080 zł [która była błędna, bo powinna opiewać na 1000zł brutto] i notami obciążeniowymi na 400 i 680 zł. WTF, myślę sobie. Przecież spraw została załatwiona. Wysłałam pismo wyjaśniające ich błąd, po czym otrzymałam notę na 400zł, którą opłacim 17 czerwca br. [sprawdziłam, mam dowód przelewu!]. 600 zł, które Spółdzielnia była mi winna za wymianę pionu zgodziliśmy się odliczyć od kwoty 1000zł [dlatego zapłaciłam brakujące 400zł].

Ale skąd im się wzięła kwota 995,82zł to nadal nie wiem, bo z załączonych dokumentów nic takiego nie wynika… Tylko się kuźwa zdenerwowałam. Będę musiała to wyjaśnić, bo z tego wynika, że mają tam niezły burdel! I mnie jeszcze straszą sądem i odsetkami. O nie, nie ze mną te numery!

A tak poza tym, to miałam dziś dzień wolny. J wyszedł wcześniej z pracy [My też kończyliśmy dziś wcześniej, o 13]. Pojechaliśmy do Arkadii na zakupy, po nic konkretnego niby. Kupiłam 4 DVD za 39.9zł w Saturnie, lampki choinkowe i stojak do choinki [na przyszły rok] i kilka brakujących rzeczy do sernika, który właśnie w piekarniku. Uff. Tough day!

 

Bank

Od października zaczęły mi przychodzić wyciągi z Alior Banku,  dokładnie 7 wyciągów na 0zl. Okazało się,  że kilka lat temu miałam rachunki oszczędnościowe Meritum Banku,  a ten należy teraz do Aliora. Pojechałam od razu po pracy do banku,  kolejna do kas spora,  ale okazało się,  że do zamknięcia konta to gdzie indziej. Ucieszona poszłam do Pana, który poinformował mnie,  że mogę zamknąć konto ale najpierw powinnam uregulować należność 21 zł,  bo okazuje się,  że jest 5zl za prowadzenie konta,  8 zł za wyciągi plis odsetki. Mam 2 wyjścia,  albo zrobić przelew i przyjechać jutro,  by zamknąć konto,  albo stanąć w kolejce do kasy,  zapłacić i załatwić wszystko dzisiaj. Wybrałam ostatnią opcję,  mimo,  że chciałabym już jak najszybciej być w domu. Od wczoraj bierze mnie jakieś choróbsko i niewyraźnie się czuję.. Eh.

Mówią, że życie zaczyna się po 30stce…

Jeszcze tydzień temu myślałam, że w dniu swoich urodzin walnę jakąś podsumowującą, filozoficzną notkę, ale jak widać już mi przeszło.
Urodziny minęły normalnie. Miło było dostać tak wiele życzeń, często od osób, z którymi już dawno nie rozmawiałam, od A dostałam nawet kwiaty. Najbardziej podobały mi się życzenia od kolegi, który życzył mi abym miała wystarczająco czasu, aby skończyć wszystkie gry komputerowe, które czekają na skończenie, albo dopiero zostaną wydane – bo ostatnio rozmawialiśmy, że mi chyba życia nie starczy. Tak, sądzę, że tak właśnie będzie wyglądała moja emerytura – z padem PS4 albo i PS10 w ręku 😛 Nie mam nic przeciwko temu 🙂 Sądzę, że nie będę jedyna, bo całe pokolenie nerdów i graczy będzie się starzeć razem ze mną. I dobrze, o!

30stka czy nie, już od pewnego czasu chcę coś zmienić w swoim życiu. Nie wiem jeszcze dokładnie co, ale chyba najpierw zacznę od wymiany garderoby. Dziś po pracy jadę na szybkie [mam nadzieję] zakupy [nienawidzę zakupów!]. Swetry jesienno-zimowe już wyjęłam, bo pogoda zrobiła się bardzo jesienna, ale wiem, że na pewno części się pozbędę, podobnie jak letnich ciuchów. Pewnie w weekend czeka mnie „wietrzenie szafy”.

Jest plan – żeby J przeniósł się do PL jeszcze w tym roku kalendarzowym, a najlepiej na Halloween. Czy się uda, nie wiem. Najbardziej martwi mnie brak pracy. Mam nadzieję, że coś znajdzie, albo jako native speaker, albo grafik. To jest moje największe zmartwienie. Wiem, że wszystko będzie na mojej głowie, bo on bez znajomości polskiego niewiele będzie mógł sam załatwić. Boję się tego kroku, a jednocześnie bardzo chcę go zrobić. Będę musiała niedługo porozmawiać z A, że musi sobie szukać nowego mieszkania. Chcę z tym poczekać aż będę bardziej pewna kiedy J przyleci, bo jakbym powiedziała jej w marcu, gdy te rozmowy o przeprowadzce się zaczęły, to bym mieszkała sama od ponad pół roku. Nie byłoby w tym nic złego, ale w sumie zaoszczędziłam kasę, płacąc pół na pół wszystkich opłat.

Dzisiaj moja spółdzielnia ma wywiesić info o remoncie, a raczej o pracach doprowadzających ciepłą wodę, i likwidacji piecyków gazowych. Więc jeszcze we wrześniu czeka mnie masakra w łazience, a potem szukanie ekipy i przeżycie 2 remontów – kuchni i łazienki. No już nie mogę się doczekać… :/ Z jednej strony fajnie, bo bardzo chcę zmienić wygląd obu pomieszczeń, ale jednocześnie to są najgorsze remonty. kucie glazury, pakowanie wszystkich pierdół z kuchni – jednym słowem syf i chaos. Ale jakoś przetrwam!

Plan jest, teraz trzeba plan wykonać.. 😛

Kilka spraw na koniec tygodnia

  • W czwartek dostałam pozytywną odpowiedź od Allegro w sprawie zwrotu pieniędzy za mój telefon, którego nie otrzymałam od sprzedawcy. Wysłałam pocztą stosowne dokumenty, teraz czekam na przelew 🙂
  • Również w czwartek rozpoczęła się akcja koronacji mojej złamanej piątki. Pierwsza wizyta u protetyka – wziął odlewy moich ząbków, w następny czwartek kolejna wizyta.. brr będą mi wwiercać w korzeń tzw. ćwiek. Sweet..
  • Fajnie obudzić się dziś rano po wolnym dniu i stwierdzić, że dziś dopiero sobota 🙂

Miłej Majówki!

ZH

Hollywood Hills Forever!

Człowiek musi się czasami odmóżdżyć, więc wczoraj oglądałam sobie przed snem program „Żony Hollywoodu”. Bożesz Ty mój.. Ja wiem, że to pewnie w większości jest reżyserowane, ale z drugiej strony wcale nie jest tak trudno uwierzyć w to, że są tacy ludzie na świecie.

Bohaterkami owego TV show są Polki mieszkające w Hollywood. Oczywiście, a jakże by inaczej!, wszystkie są tlenionymi blondynkami. Jedna jest ex Króliczkiem Playboy’a [chociaż próbuje być inteligentna i podkreśla, że jest prawniczką. Szuka miłości ale żaden face jej nie pasuje, zajmuje się swoją urodą, wydawaniem pieniędzy i pieskami. Kolejna to agentka nieruchomości, zamężna z Argentyńczykiem. Widać, że mąż zapatrzony w nią jak w obrazek, a ona traktuje go jak śmiecia, aż mi go żal.. Chciałabym kurcze, żeby jedynym moim problemem w życiu było którym samochodem pojechać na imprezę, czy Porsche czy jakimś innym Mercedesem.. Następna jest producentka filmowa, która także szuka miłości. Wydawało mi się, że jest z tej całej gromadki najbardziej normalna, ale zmieniłam zdanie, gdy decyzję, czy zerwać z facetem uzależniła od postawionego przez wróżkę tarota, i od rozmowy z medium, który ponoć zapytał o zdanie jej zmarłego tatę.. Nie no, serio?! A, i jest jeszcze jedna, jakaś Miss Polonia, żona jakiegoś aktora z tamtejszych seriali TV. Ona chyba jest najnormalniejsza. A, i nie wspomniałam jeszcze o jednej – nie wiem gdzie pracuje [ale ponoć coś robi, bo we wczorajszym odc. jechała „do biura” :P]. Ona to normalnie rozpuszczona i rozpieszczona. Kupuje suknie za tysiące dolarów, żeby iść z mężem na kolację, wydaje kasę na stylistki. A mąż na rocznicę ślubu wynajął helikopter i obsypał ją prezentami. A ona oczywiście dla niego nic nie miała – bo przecież „Polish girl is enough, right?”.

Patrzyłam sobie na ten świat, trochę jak z bajki. Słońce, plaża, palmy, domy z basenami, kilka samochodów do wyboru. Praca kiedy się żywnie podoba. Żyć nie umierać. Jak to się dzieje, że niektórzy tak żyją, a my zapieprzamy jak robociki po 8 [albo więcej] godzin dziennie, i martwimy się o pieniądze, mieszkania i kredyty? A ich jedynym zmartwieniem jest maseczka ze ślimaka albo niedostatecznie białe zęby? Ot, taka sprawiedliwość.