Wkurw i beznadzieja

Moja praca coraz bardziej mnie frustruje. Mam wrażenie że nic co robię nie jest wystarczająco dobre dla Szefowej. Dobrym dniem nazywam taki,  gdy o nic się nie przyczepila, gdy nie dostałam o coś zjeby. Za każdym razem gdy dzwoni zadaje sobie pytanie co tym razem zrobiłam źle.

Dziś znów nie miałam spokojnego dnia,  no  może do południa. Potem szefowa się uaktywniła. Wyraziła swoje niezadowolenie,  że nie było mnie na szkoleniu i że dostanę od niej prezentacje, z której mnie przepyta, bo chcę żebym  była bardziej merytoryczna. Przytaknełam,  bo co miałam zrobić.. Serio mam już całą tą pracę w głębokim poważaniu.  Czuję się wypalona i każdego dnia coraz bardziej wkurzona.
Nadal kończę remont, zaraz jadę do Ikei oddać kilka rzeczy i kupić brakujące wyposażenie kuchni. Wczoraj z kolei po pracy byłam u lekarza odebrać receptę. Ciągle coś,  w ogóle nie mogę odpocząć, i jeszcze mam mieć czas na 2 dniowe szkolenie, gdzie potem oczywiście jest impreza..

Jak się ogarnę to ba serio muszę zacząć szukać nowej pracy bo oszaleje..

Kolejne problemy na drodze do nowej kuchni

To miała być w miarę spokojna sobota. Rano mieli przyjechać Panowie, aby złożyć meble, ja miałam siedzieć w domu i wszystkiego doglądać, ale nie wszystko poszło jak z płatka.

Po rzuceniu okiem na instalację hydrauliczną, przygotowaną do podłączenia pralki, zmywarki i zlewozmywaka, Panu zrzedła mina. Ponieważ ściana jest za cienka, aby je wkuć, rury szły po ścianie, co jest problematyczne przy zakładaniu szafek. Nie można tam wywiercić dziury, bo naruszyłoby to konstrukcję szafki. Już wiedziałam, że w poniedziałek będę musiała wziąć wolne. Poprowa dzimy rury w środku szafki.

Potem kolejny problem. W miejscu kuchenki zrobiony był dodatkowy pas glazury z myślą o okapie. po pierwsze: szafka narożna, która miała iść od ściany do tegoż pasa kafelków miała 88 cm, a przerwa pozostawiona przez moich poprzednich fachowców miała 86,5 cm.. Trzeba było zdjąć 2 płytki i w poniedziałek je znów przymocować, jak już będzie wisiała szafka z okapem. Całę szczęście, że nie wyrzuciłam fugi.

Przyjechała mama, załamała się słysząc o tym wszystkim. Facet wziął tyle kasy za remont a tak spierdzielił i trzeba po nim poprawiać. Trzeba było kupić wąż gazowy do płyty gazowej, więc pojechaliśmy całą trójką: ja, mama  i James, do OBI. Nikomu się nie chciało, ale jak trzeba to trzeba. Kupiliśmy jeszcze farbę do kaloryfera w pokoju, do framugi do kuchni i po 12 byliśmy w domu. W międzyczasie zdecydowaliśmy, że zamiast karuzeli w szafce narożnej, gdzie zwykle trzyma się np garnki, zamontujemy półkę, bo i tak nie będzie funkcjonalna, ponieważ w szafce będą rury i syfon zlewozmywaka. Skoro półka ma być na poniedziałek, trzeba było jechać do IKEI. Ponieważ dzień już i tak spisany na straty zdecydowałyśmy jechać dziś, bo miałyśmy podwózkę. Miałyśmy 2 rzeczy do zwrotu,więc akurat.

Ze zwrotem poszło szybko, ponad 300 zł zwrócone na konto. Teraz to działu kuchennego aby powiedzieli nam gdzie szukać tych 2 półek, bo tuż przed wyjściem okazało się, że nie ma półki, na której będzie opierał się piekarnik [jak się okazało tych półek nie sprzedają w zestawie z szafką..]. Z wydrukowaną kartką przeszłyśmy przez całą IKEĘ do regałów, na których miałyśmy odnaleźć towar. Znalazłyśmy półkę do piekarnika, kierujemy się w stronę miejsca, gdzie powinna leżeć kolejna, a tu się okazuje, że głupia pipa na dziale kuchennym wpisała mi na kartkę karuzelę, której przecież nie chciałam, bo ją chwilę wcześniej zwróciłam! Nosz kurwa mać… No to idę z poworotem do działu kuchennego, daję jej kartkę, mówię  o pomyłce, ona coś tam zmieniła, wydrukowała, i mówi mi, że półka jest do odbioru w magazynie zewnętrznym 8 km od IKEI, za Łazami… Wkurzona podziękowałam, i kierując się w stronę kas szukam na tej kartce gdzie jest ten magazyn, bo oczywiście nie było napisane. Wróciłam, się to dopiero dostałam ulotkę z mapką – no bo przecież każdy powinien wiedzieć, gdzie jest rzeczony magazyn IKEI, prawda?!

Mąż mamy, który nas zawiózł samochodem, nie był zachwycony, że musimy jechać gdzieś dalej, bo w końcu są mecze, bo jest Euro… Ale pojechaliśmy. Trafiliśmy nawet bez GPSa. Na szczęście odebrałyśmy półkę w 2 minuty, i o 16.30 byłam w domu. Potem wywalanie pudeł po meblach, czyli gdzieś 3 kursy w te i z powrotem po schodach. Jeszcze okazało się, że nie mogę złożyć wniosku o dowód osobisty [13 lipca mija ważność obecnego dokumentu], a muszę złożyć go miesiąc przed upływem terminu, czyli w poniedziałek 13 czerwca. Możę i lepiej się stało, że będę musiała wziąć wolne..

Czy ja nie mogę przejść przez remont bezproblemowo? Najpierw pod górkę z remontem łazienki i spółdzielnią, a teraz to wszystko z kuchnią. No ale przynajmniej działa mi piekarnik, kuchenka i mikrofalówka.

Jutro nie robię nic! Leżę do góry kołami!!!

Badania Okresowe

Muszę opisać pewną sytuację, która rozwija się już od kilku dni, bo mi ręce opadają 🙂

Otóż pod koniec maja Szefowa dostała info z HR o konieczności zrobienia badań okresowych. Po skończonym Regulatory Forum Zadzwoniłam do wskazanej placówki i zaczęłam ją umawiać.Pani zapytała, czy Szefowa ma zrobione badania z Psychotechniki, bo jeśli nie, to trzeba je odnowić. Oczywiście nie wiedziałam, ale Pani powiedziała, że i tak na początku musi być wywiad pielęgniarski, i że możemy od razu go umówić, razem z okulistą. Jeśli okazałoby się, że badania z Psychotechniki nie ma, albo jest nieaktualne, to wtedy na wizycie pielęgniarskiej Szefowa dostanie skierowanie. Pierwsze co uczyniłam, to zapytałam HR, ale niestety okazuje się, że nie dysponują taką informacją, ani takim badaniem. Oni otrzymują tylko orzeczenie o zdolności do pracy i to mają w aktach. Napisałam jej maila ze wszystkimi wskazaniami [że trzeba być na czczo, co trzeba ze sobą zabrać – oryginał skierowania i dowód osobisty, jak dojechać + mapka], dodatkowo jej to wydrukowałam i położyłam na biurku.

Oczywiście, jak można było się tego spodziewać, nie przeczytała mojego maila, więc wszystko jej osobiście zreferowałam, no i zapytałam o psychotechnikę. Powiedziała, że na pewno robiła, ale nie wie gdzie ma to badanie, i że na pewno gdzieś kiedyś jechała do Marek z inną dyrektorką.. Świetnie, nawet nie wie gdzie robiła.. Czeka mnie więc dochodzenie.

Zadzwoniłam znów do HR z prośbą o jakieś wskazówki, poszlaki, cokolwiek, skąd mogę takie badanie wyciągnąć. Udało się odnaleźć, że w 2012 roku byliśmy pod opieką innej placówki medycznej. Zadzwoniłam, przedstawiłam sprawę i jest! Znaleźli. Zamówiłam zrobienie kopii dokumentacji medycznej [mają na to 10 dni roboczych.. trochę dużo jak na wydrukowanie kilku stron..]. Napisałam maila do Szefowej wyjaśniającego całą sytuację: że znalazłam te badania z psychotechniki, kopie będą po 23cim czerwca, ale i tak musi iść w piątek na ten wywiad pielęgniarski i okulistę, tylko żeby nie brała skierowania na psychotechnikę, ale powiedziała, że czeka na dokumentację.

Wczoraj o 15.00 dostaję sms, że ona nadal ma w piątek te badania okresowe i że jak rozumie to nieaktualne. Wszystko mi opadło. Czy ja mówię po chińsku? Czy nie powiedziałam jej jasno i wyraźnie, że i tak ma iść na badania w piątek?? Odpisałam, wyjaśniłam, poszłam jeszcze potem osobiście zapytać, czy wszystko jasne – powiedziała, że tak, ale ona myślała, że zrobi wszystko za jednym zamachem.

Dziś rano wchodzę do pracy o 8:45, telefon, czy jestem w pracy, bo jest sprawa. Myślę sobie „O cholera, pewnie znów coś zawaliłam i będzie opieprz”. Okazało się, że Szefowa nie wzięła oryginały skierowania [pisałam, żeby wzięła?!?!?!?!], bo myślała, że nie trzeba, że to na co innego skierowanie.

Ja wszystko rozumiem, że można być zalatanym i zajętym. Rozumiem, że można zapomnieć. Ale na Boga – po to właśnie piszę maile i umieszczam te informacje w kalendarzu, i dodatkowo przekazuję informację ustnie, żeby nie było wątpliwości – a jeśli już wystąpią, wystarczy zajrzeć do maila i tam WSZYSTKO jest…

Wszystko mi opadło…

Obłożnie chory

Z chorym facetem jest gorzej jak z dzieckiem… Nie poszedł dziś do pracy bo bolał go brzuch [nadal nie wiem dokładnie co mu było, a próbowałam się dowiedzieć w celu podania właściwego leku].

Tuż przed wyjściem zapytał o której będę, bo musi zejść kupić zgrzewkę wody. Powiedziałam, że przecież może wyjść bo ma klucze, ale nie odpisał. W międzyczasie zadzwoniła do mnie mama, która miała wpaść po pracy zobaczyć jak idzie remont. Okazało się, że robotnicy wyszli, a drzwi zamknięte, więc poszła do banku czekając na mnie – bo ja zapomniałam wtedy, że J przecież w domu. Zostawiła pod drzwiami 2 butelki wody, żeby ich nie dźwigać. Zadzwoniłam do J i mówię żeby wziął spod drzwi te 2 butelki, powiedział, że ok. Poszłam po tą wodę, bo jestem dobra dusza, przytachałam zgrzewkę na górę, patrzę, a woda nadal stoi pod drzwiami.

Nosz k…. Weszłam, a on gra, z słuchawkami na uszach – dlatego nie słyszał, jak mama dzwoniła do drzwi. Nawet się nie podniósł. Co tam, że jego dziewczyna przyniosła 8 butelek wody po 8 godzinach w pracy.. On potem zaczął sapać, chyba, żeby mi pokazać jak bardzo jednak cierpi.

Przyszła mama, zaczęłyśmy ogarniać ten syf. Sprzątałyśmy prawie godzinę, odkurzałyśmy, a on nic. Jak weszłam do pokoju już po wszystkim, to powiedział, że no przecież mogłam mu powiedzieć, że sprzątam. Nie no nie słyszał?? Czy ja wszystko muszę pokazać palcem? To nie jest trudne, żeby się domyśleć tak podstawowej rzeczy, że może należałoby pomóc dwóm kobietom?!

A na koniec dnia usłyszałam, że ja się od wejścia czepiam. A co, może miałam go pochwalić? Za co? Grrr!

Kilka newsów po urlopie

W końcu po 9 dniach lenistwa przyszedł czas na powrót do pracy.
Oczywiście okazuje się, że była masa problemów, bo Szefowa czegoś ciągle chciała [witajcie w moim świecie!] i ciągle była niezadowolona [ponownie witajcie w moim świecie!]. Specjalnie zaplanowałam urlop na właśnie te konkretne dni, bo Szefowa miała być na urlopie, ale jak to z nią często bywa – w ostatniej chwili odwołała. Jak można się było tego domyślać nie obeszło się bez telefonów. Śmiać mi się chce, jak z jednej strony każdy pewnie twierdzi, że moja praca to nic skomplikowanego, ot umawianie spotkań i odbieranie telefonów [błąd, bo robię masę innych rzeczy, i jak się okazało wczoraj, dostanę kolejne obowiązki, ale to już inna bajka], a jak mnie nie ma, to wszyscy biegają w popłochu i nie wiedzą co robić. Oczywiście o stałej osobie, która by mnie zastępowała jakoś nikt nie chce pomyśleć, a przecież wszystko się może zdarzyć, szczególnie z powodu mojej choroby. Zawsze jak chcę iść na urlop, to wielki problem, bo kto mnie zastąpi. Mam nadzieję, że P, studentka zostanie na dłużej, i będę mogła ją wtajemniczyć w większą część obowiązków, niż tylko pisma i sprawy pocztowe. No ale zobaczymy.

Jak tak dalej pójdzie, to na prawdę będę musiała poprosić o podwyżkę. Bo mam coraz więcej rzeczy na głowie, nie jestem ju z dawno asystentką, a kasa od ponad 3 lat ta sama. Przykre to. Nie czuję się doceniona, bo ciągle wysłuchuję pretensji, nawet jeśli to nie jest moja wina. Wczoraj na przykład Szefowa rzuciła mi kluczyki na biurko o 11.30 i poprosiła o myjnię. Nie raz jej mówiłam, że najlepiej jakby zgłaszała mi takie rzeczy przynajmniej dzień wcześniej, to miałabym szansę ją wpisać na listę. Ale nie, ona chce teraz, już, a jak nietrudno się domyśleć, miejsc nie było aż do poniedziałku. Ale oczywiście skoro dyrektor chce, to musi to dostać. Udało mi się wybłagać, żeby kierowca pojechał autem na myjnię zewnętrzną. Ale ile się nasłuchałam, że to karygodne, że ona nie może umyć samochodu, tylko musi czekać, że kto tym zarządza itp – czy to jest moja wina? Czy ja za to odpowiadam??

Dziś rano udało mi się wysłać pocztą prawie wszystkie brakujące dokumenty do urzędu imigracyjnego. Wczoraj dostaliśmy podpisane imieniem i nazwiskiem Prezesa załączniki, które stanowiły główny brak formalny. Uff. Bez niego wniosek nie zacząłby się w ogóle procesować. Dodatkowo przesłałam 2 oryginalne brakujące dokumenty [któych nie wzięłam na spotkanie 6 maja…] i prawidłową umowę najmu [bo jak się okazało umowa użyczenia może być podpisana jedynie pomiędzy osobami spokrewnionymi…]. Wezwą nas pewnie do doręczenia [z 2 tyg terminem od dnia otrzymania wezwania] do dosłania RMUA za kwiecień, ale to pikuś. Najważniejszej już wysłane, bo oboje się denerwowaliśmy!

I ostatnio news tej notki – w poniedziałek 16 maja zaczynam kolejny remont, a właściwie 2, jeden po drugim – kuchni i salonu. Z jednej strony się cieszę, a z drugiej jak pomyślę o tym syfie i pyle… Chcę, żeby już było po wszystkim! Kuchnia jest w opłakanym stanie, ostatni remont robiliśmy chyba 16 lat temu, pokój był malowany 3 lata temu, ale podłoga jest do wymiany, i ściany do malowania, bo znudził mi się już piaskowy i czekoladowy. Meble w salonie są z przypadku, „na chwilę”. Gdy mama wyprowadziła się do mieszkania, które wcześniej wynajmowała, zabrała swoje meble, a do mojego salonu wstawiliśmy te z kawalerki. Mam już jeden fajny zestaw na oku. W końcu będę miała gdzie zapraszać gości! 😀 Mam nadzieję, że przetrwam ten rozgardiasz. W weekend czeka mnie i J pakowanie kuchni i przygotowywanie wszystkiego do remontu. Na szczęście nie będziemy musieli się wyprowadzać, bo łazienka jest, woda bieżąca też. Obiady będziemy zamawiać, a inne posiłki można zrobić w mikrofali, tosterze, a herbatę ugotować w czajniku elektrycznym 😛

A i jeszcze ostatni news! J w końcu zaczyna dziś pracę 🙂

Uff. Dużo tego się nazbierało!

 

 

Najlepiej się zamknę…

Już od rana jestem zła, a zaczęło się już wczoraj po rozmowie z mamą. Zadzwoniła do mnie o 21.30, i pyta

M: Co robisz?
Ja: Gram [właśnie zaczęłam mecz w HOTS]
M: Ty nic tylko CIĄGLE grasz!
Ja: Nie ciągle, tylko właśnie zaczęłam!
M: No co nie zadzwonię to Ty grasz!
Ja: No bo jak dzwonisz wieczorem, to najczęściej gram, o co CI chodzi?
M: No a kiedy mam dzwonić? Rano śpisz, a wieczorem grasz
Ja: Rano to jestem w pracy, a w weekendy nie śpię długo!
M. Jak dzwoniłam do Ciebie w sobotę, żebyś pojechała ze mną zobaczyć panele do pokoju, to powiedziałaś, że Ci się nie chce
Ja: Nie prawda, powiedziałam, że jestem w Jysk na zakupach, a potem pół dnia sprzątałam szafę w przedpokoju!
M: Już miesiącami Cię proszę żebyś mi przesłała wymiary ściany w pokoju!
Ja: no przecież wszystkie wymiary dostałaś w mailu w zeszłym tygodniu, od razu jak prosiłaś!
M: Ale ja nie rozumiem o co tam chodziło z jednym wymiarem! I kaloryfera też mi nie zmierzyłaś!
Ja: przecież Ci wyjaśniłam i nie powiedziałaś, że nadal jest nie jasne. Jakiego kaloryfera?! Pierwszy raz słyszę, że miałam wymierzyć Ci kaloryfer!
M: No może i faktycznie Ci nie mówiłam o kaloryferze
Ja: …

Nosz i jak tu się nie wkurzać?! Z nią tak zawsze! Według niej ja nic innego nie robię tylko gram. Człowiek nie może całe życie tylko pracować i sprzątać, musi być też czas na jakieś odstresowanie – dla mnie to akurat gra albo obejrzenie czegoś w TV. Ostatnio ciągle albo coś załatwiam, albo sprzątam, po świętach pojechałam z nią po pracy oglądać panele i farby do Leroy Merlin, wszystko o co mnie prosi robię, ale nadal jest źle, nadal nie spełniam jej Bóg wie jakich oczekiwań.

I do tego wszystkiego jeszcze dziś D się na mnie wydarła, że zachowuję się jak przedszkolak, a ja tylko napisałam jej na FB, że szkoda, że mi nie napisały z A, że poszły po kawę do Costy  na dół, bo też bym chętnie poszła [bo szukałam ich rano jak przyszłąm na piętrze i nigdzie ich nie było],a ta od razu, że robię tragedię… Najlepiej nie będę się w ogóle odzywać, bo najwidoczniej wszystko co powiem jest źle.

Niereformowalny

Ten mój lekarz jest niereformowalny.

Napisałam mu w SMS jak ma wypisać receptę, bo już wiem, że  w aptece robią problem, jak zamiast liczby opakowań pasków do glukometru, mam napisaną ilość sztuk.

Odbieram receptę, a tam „500 szt.”… Na szczęście doktor był w pracy, i poprawił na moją prośbę…

Przesilenie wiosenne

Jakoś nadal nie mogę się zregenerować po tych świętach Wielkanocnych. Przede wszystkim były zdecydowanie za krótkie. Nie powinnam w sumie marudzić, bo w USA trwają tylko przez niedzielę, a w poniedziałek normalnie wszyscy idą do pracy. Ciągle brakuje mi tej jednej godziny, którą nam zabrała niedzielna zmiana czasu na letni. Codziennie chodzę niedospana, ale śpi mi się bardzo dobrze – tylko za krótko. Ciągłe zmiany pogody podowują u mnie bóle głowy, i w ogóle jakaś jestem rozlazła.

We wtorek zamiast odpocząć po pracy, pojechałam z mamą szukać paneli podłogowych, terakoty i sprawdzić kolory farb – bo pod koniec maja kolejne 2 remonty mnie czekają – tym razem kuchnia i łazienka! Boszzz. Kupiłam też kilka małych drobiazgów do domu Znalazłam kartony do szafy, bo następne przedsięwzięcie, które mnie czeka, to posprzątanie szafy w przedpokoju. Nosiłam te kartony ze sobą przez 1,5h, które spędziłam w sklepie, tylko po to, żeby jadąc do domu tramwajem zorientować się, że zostawiłam je w dziale ogrodniczym, jak wybierałam kwiatka do pokoju. Na szczęście nie zapłaciłam za kartony, ale i tak byłam zła, bo będę musiała kupić je gdzie indziej. Eh.

U Jamesa powoli sprawa z pracą się klaruje. Są dwie strony medalu niestety.
Dobra wiadomość jest taka, że dostał projekt lingwistyczny, a co za tym idzie – lepiej płatny. A zła taka, że dostał 2 zmianę, od 15.00 do 23.00. Wniosek z tego taki, że gdy będzie wracał do domu, to ja będę iść spać, więc będziemy się mijać. Pozostaną nam tylko weekendy. Cóż, coś za coś. Ale to tylko przez 3 miesiące, może kolejny projekt będzie miał jakieś bardziej ludzkie godziny :/

I tyle na dziś.

W dupach się poprzewracało…

Dziś warsztaty z gościem z Francji. Już od samego rana wszystko elegancko przygotowałam: filiżanki, wodę gazowaną i niegazowaną, herbatę i kawę w termosie oraz mleko. Nawet croissanty! Zawsze robimy kawę w termosach na duże spotkania, szczególnie, że od jakiegoś czasu obcięli nam budżet na kapsułki do ekspresu, które miesięcznie słono nas kosztowały [4 pudełka/ miesiąc=600zł].

Gdy goście przyjechali, koleżanka poprosiła, żebym im zrobiła „kawę z pianką”. Oczywiście zrobiłam, bo wiadomo – goście. Za dłuższą chwilę jeden z menadżerów pisze mi maila:

„poproszę 3 białe na spotkanie, dzięki”
Odpisuję: „Kawa jest w termosach, mleko obok, kapsułki się kończą”

za jakieś 20 min menadżerka pisze, że chce 2 białe kawy. Próbowałam jej to samo wyjaśnić co wcześniej M, na co ona, że odkupi kapsułki [można pojedyncze sztuki kupić w automacie] i wyszło na to, że musiałam im zrobić.

Kurwa mać, to po co ja się tyle narobiłam? W dupach się poprzewracało? Gdybyśmy zamówili catering z kantyny na dole to też byłaby kawa w termosach i mleko w mleczniku! Dokładnie taka sama, jak ta, którą ja dziś zrobiłam.. Ręce opadają.

Mam nadzieję, że wyjdę dziś o 16.00, jak zaproponowała szefowa, bo w środę byłam tu od 8-17, bo wcześniej wyrobiłam się z badaniami medycyny pracy, z wtedy nie udało się wyjść wcześniej… UGH!

„dobra”zmiana?

Zmiana może być dobra i zła. Mówią, że zmiana jest na ogół korzystna, ale w tym przypadku jest inaczej.

Odkąd wprowadziliśmy się do tego biurowca, dla 6 osób z naszego zespołu nie starczyło biurek na 4 piętrze, więc siedzieli na 3. Był batalie, żeby ich do nas przenieść, ale ciągle bez skutku.

Aż tu nagle okazuje się, że z powodu jakichś roszad na piętrze, i planowanych zwolnień chyba, teraz się uda. Nie byłoby w tym nic złego, gdyby nie fakt, że zabrali mi A, D i B – czyli wszystkie 3 osoby, dzięki którym jakoś dawało się wytrzymać absurdy tej pracy… Teraz mam dookoła siebie menadżerkę i 5 jej podwładnych, do których nawet odezwać się nie ma o co, bo ani tematów nie ma, ani oni nie bardzo skorzy do rozmowy 😦

Masakra.