Czerwona Kapusta

Stało się. Mam fioletowe włosy. Ciemno-fioletowe, w odcieniu czerwonej kapusty 😉 Miałam już dość rudego, chciałam coś zmienić, więc padło na kolor, który chciałam zrobić kilka miesięcy temu, ale się nie odważyłam.

Tym razem stwierdziłam „a co mi tam, raz się żyje”. Wszystkim się podoba, po za OCZYWIŚCIE moją mamą. Ona akceptuje tylko blond, i najlepiej, żebym miała znów włosy do pasa. Nie szczędziła mi komentarzy, że upadłam na głowę, czy nie mam w domu lustra, czemu się świadomie oszpecam i postarzam, i żebym się opamiętała… Lovely.

A mi się tam podoba, o! 🙂

15241289_10209900362722519_2165087578389294010_n

 

That was fun!

Mimo, że moja poprzednia firma postanowiła się mnie pozbyć w trakcie zwolnień grupowych, nie zerwałam całkowicie wszystkich kontaktów. Od czasu do czasu [a chcielibyśmy częściej] spotykamy sie z moją byłą menadżerką D [która przyjmowała mnie do pracy], i z M, z którym studiowałam, i dzięki któremu dostałam moją pierszą pracę w tejże firmie, na recepcji, a potem udało się jako asystentka. Dodatkowo zaszczycił nas swoją obecnością jeden z dyrektorów, S, z którym zawsze mieliśmy dobry kontakt.

Jak to zwykle bywa w tym gronie śmiechu było co niemiara. W domu byłam o 23.00, i mimo, że bardzo zmęczona, chętnie zostałabym dłużej.

Tak sobie ostatnio myślałam o dawnych czasach. Na studiach z M byliśmy prawie nierozłączni, a potem nasze drogi się rozeszły. Nawet jak pracowaliśmy razem, to nie było już to co kiedyś, a teraz, jak wszyscy jesteśmy zaganiani i zajęci, to tym bardziej ciężko się spotkać. Ale wczoraj oboje stwierdziliśmy, że czas to zmienić, i będziemy się starć widywać częściej!

That was fun! 🙂

Walę-tynki

Mówią, że Walentynek nie obchodzą osoby nieszczęśliwie zakochane, leniwe, albo samotne. Mnie nie tyczy się żadne z powyższych [no może poza leniwym, ale na pewno nie jeśli chodzi o sprawianie przyjemności ukochanej osobie]. Nie jestem fanką tego święta, które, nie ukrywajmy, jest wymyślone, by zapełnić dziurę w budżetach po Bożym Narodzeniu, i zmusić nas do kupowania kwiatów i serduszek. Ale powiedzmy sobie szczerze, nikt nie lubi być sam w ten dzień, i nie pogardziłby kwiatkiem albo innym wyrazem uczucia.

Niestety byłam tego dnia sama, a było mi dodatkowo przykro, że J nie ma ze mną, bo obchodzi tego dnia urodziny. Od zawsze mówił mi, że nienawidzi tego dnia podwójnie. Ja natomiast będę się starać to nastawienie zmienić. Nie musimy robić nic szczególnego, wystarczy wspólne wyjście, kolacja w domu, którą razem ugotujemy, albo obejrzenie wspólnie filmu.

Ale nie myślcie, że narzekam, bo ja się nigdy sama ze sobą nie nudzę, nawet jeśli byłoby miło mieć kogoś obok. Skończyłam przynajmniej grać w Dragon Age: Inquisition, i zaczęłam Wieśka [Wiedźmina III – Dziki Gon]. Ciekawa gra, jak na razie. Muszę się przyzwyczaić do zupełnie odmiennego sterowania, ale uczę się [umarłam już chyba z 10 razy :P].

Także reasumując, mimo, że bez ukochanego przy boku, nie rozpaczałam, co nie znaczy, że nie tęsknię. Wczoraj kupił bilet powrotny, ląduje w piątek 26 lutego! 🙂

Ziaja Deadpool :D

Mimo, że nie mieszkamy już z A. pod jednym dachem, nasza tradycja wspólnych wyjść do kina nadal jest podtrzymywana. Dziś długo oczekiwany Deadpool! Jak przystało na fanki Marvela bilety kupiłyśmy już wcześniej, i całe szczęście, bo tłumów do kasy nie da się opisać słowami.

Film zajebisty [nie da się go opisać innym słowem, niż właśnie „zajebisty”! 🙂 ] Klną co chwila, głowy latają po ekranie, krew się leje strumieniami, ale co tam 🙂 Warto było! Czeka mnie ponowna wycieczka do kina z Jamesem, jeśli nie uda mu się zobaczyć Deadpoola w USA.

Po kinie poszłyśmy zjeść. Mój lekarz złapałby się za głowę widząc, że wcinam  Whoopera z Burger Kinga, ale co tam, nie musi o niczym wiedzieć 😛

W podziemiach Centralnego otworzyli sklep Ziaja, mojej ukochanej firmy z kosmetykami, już od dawien dawna! Tanie i dobre. Mózg nam stanął, bo nie przypuszczałyśmy, że ta firma ma aż taką gamę produktów i tyle linii, o których nawet nam się nie śniło! Niestety w Rossamie albo Hebe [czy innym sklepie tego typu] można znaleźć tylko nieliczne, wybrane, produkty. Wydałam 50 zł na spory zapas kremów i innych peelingów, i dostałam mały zimowy żel pod prysznic za free [z okazji jutrzejszych Walentynek] 🙂

Dzień zaliczam do zdecydowanie udanych! 🙂

Black Friday

Świętuję Black Friday z moją nową konsolą Playstation 4 i z grami: Star Wars Battlefront [ w zestawie z konsolą], Dragon Age: Inquisition i Wiedźminem 3 [obie gry kosztowały mnie 210 zł!!, czyli więcej niż Fallout 4, którego też chcę kupić, ale jak stanieje, bo na razie kosztuje 249 zł..

Doszłam dziś do wniosku, że jestem dziwną kobietą. Inne kupują sobie kosmetyki i kochają kupować ciuchy. Ja swoje pieniądze wydaję na: Konsole, gry, i subskrybcje. No i e-booki jeszcze… 😛

Ale wiecie co? Dobrze mi z tym! 😀

Moja mama ciągle kieruje się stereotypami, że gry są dla dzieci, albo, że grają tylko mężczyźni. Nie prawda. Nie muszę się tłumaczyć z tego co lubię, bo niby mi nie wolno, bo jestem „dziewczyną”! 🙂

 

Święto Niepodległości

Ponieważ J kilka dni po przyjeździe nadal nie uporał się z jet lagiem i zmianą czasu, w niedzielę nie pojechaliśmy do rodziców na obiad. Dlatego zaprosili nas w Święto Niepodległości. A upiekła gęś, którą w dawnych czasach jadało się w Polsce właśnie w dzień 11 listopada. Chyba nigdy wcześniej nie jadłam gęsi, nawet nie wiem do czego ją porównać, chyba jedynie do kaczki. Gdy zjedliśmy siedzieliśmy oglądając Marsz Niepodległości, a ja tłumaczyłam J jak to się u nas świętuje Independence Day – idzie się w pochodzie z transparentami „Polska dla Polaków” ramię w ramię z narodowcami w kominiarkach, palącymi race…

Na TVN leciały Listy do M, a ponieważ nie było napisów, to robiłam za tłumacza 🙂

Orzeł wylądował!

Dzisiejszy dzień upłynął mi na sprzątaniu, zakupach i przygotowaniach do przylotu mojego ukochanego zza oceanu. Dzięki dniu wolnemu w czwartek mogłam wypucować łazienkę, więc został mi tylko mój pokój. Potem kupiłam bekon [duh!] i jego ukochane piwo Okocim Mocne 😛 Miałam dość czasu aby zrobić makijaż i umyć włosy. Moja rodzinka [siostra, tata i jego żona] mieli przyjechać po mnie samochodem i zawieźć na lotnisko, ale w ostatniej chwili A zaniemogła, i moja siostra została z nią w domu, więc pojechałam jedynie z tatą.

Zadzwonił do mnie, gdy właśnie zabierałam się za makijaż, że sprawdzał na aplikacji, że J będzie lądował 15.47 a nie 16.10. Więc w ekspresowym tempie się umalowałam, i byłam gotowa do wyjścia. Samolot wylądował 15.50, prawie w momencie jak weszliśmy na lotnisko. Nie czekaliśmy długo, ale tak się zagadaliśmy, że nie zauważyliśmy J, który wyszedł zupełnie innymi drzwiami na terminal. Ale on nas od razu zauważył. Pojechaliśmy do domu, pogadaliśmy chwilę, po czym zasnął, a ja w tym czasie nadrabiałam zaległości w swoich serialach.

Dobrze mieć go już przy sobie 🙂