Rachunki

Takie rachunki za gaz to ja lubię:

maj: 0zł
lipiec: 0zł
wrzesień: 0zł
listopad: 0zł
styczeń: 0zł
marzec: 0,30 zł !!!

HAHAHAHA

 

Reklamy

Tłusty czwartek pełen niespodzianek

Dziś wyjątkowo dużo się działo, ale zacznijmy od początku.

Rano miałam pierwszą część badań medycyny pracy – cholesterol na czczo. Nadal nie wiem w jakim celu badają mi cholesterol na stanowisko asystenckie, no ale. Potem kolejna partia badań od 15.15.

Tuż przed moim wyjściem przed 15.00 podeszła do mnie D z grobową miną i powiedziała, że dziewczyna, która miała przyjść na moje miejsce już jutro – nie przyjdzie. Okazało się, że jak odchodziła z mojej firmy 4 lata temu, to wzięła odprawę, co skutkuje zakazem pracy kiedykolwiek w tejże firmie. Widocznie teraz myślano, że sprawa się przedawniła, i zatrudnienie na outsource nie będzie problemem. Jednak okazało się, że kadry są przeciwne. Słabo, bo dziewczyna podpisała już umowę, a tu się okazuje, że nie można jej zatrudnić.

Pytam więc: „Co dalej? Komu mam przekazać obowiązki”?
Odpowiedziała, że Szefowa zadecydowała, że zaczynamy od nowa rekrutacje, że muszą znaleźć kogoś dobrego i obrotnego, więc będą szukać aż do skutku.. Potem zadała mi takie pytanie, że myślałam, że padnę. Otóż powiedziała, że skoro ja brałam dni wolne, żeby się wdrażać w nowej formie, to może oni by mi dali dni wolne, żebym wdrożyła osobę, którą wybiorą. Że co? Serio? To oni mi łachę robili, że dali mi urlop, który mi się należy?! Pfff! Powiedziałam od razu, że nie ma takiej opcji! Na co D, że no w sumie jak ja przyszłam do pracy, to też mnie nikt nie wdrożył. Otóż to! A ja jeszcze zostawiam opis obowiązków, którego ja nie miałam jak przyszłam!

Ale największe pytanie brzmi kto będzie na moim miejscu, do czasu znalezienia nowej asystentki? Przyszły tydzień będzie ciekawy. Ja w środę zaczynam już w nowej firmie, a P ma wtedy cały dzień zajęcia na uczelni, więc de facto nie będzie tu nikogo. W czwartek P jest tylko między 10 a 14. Zawsze powtarzałam, że to błąd, że nikt poza mną nie wie nic o moich obowiązkach. Powinno być tak, że kilka osób ma wiedzę na temat tego co robię i w razie czego zastąpić. Ale nie! Ja, kurka wodna, jestem niezastąpiona, i jak mnie nie ma nawet 1 dzień w pracy to wszyscy biegają w popłochu! Są wybredni bi mieli miesiąc i tydzień, żeby kogoś wybrać. No nic, not my problem!

Po tych wszystkich rewelacjach poszłam na dalszą część badań medycyny pracy – okulista, EKG i lekarz orzecznik. Lekarze byli bardzo spoko, szybko poszło, dostałam orzeczenie o zdolności do pracy i luzik. W międzyczasie dostałam info, że asystentka z naszego wydziału, który mieści się w innym mieście niż Warszawa, z którą się kumpluję, dostałą wymarzoną pracę i też odchodzi 😀 Jeśli złoży wypowiedzenie do końca miesiąca, to odejdzie z końcem marca 😀 Ale się ucieszyłam! Bo też ze swoją dyrektorką nie miała łatwo! Także w krótkim czasie mój dział pozbędzie się dwóch asystentek 😉

Po tych wszystkich nieprzyjemnościach i stresach, które spowodowała moja Szefowa mam na prawdę gdzieś czy sobie poradzą czy nie. To jej wina, że nie pomyślała o tym, żeby ktoś był w stanie zastąpić jej asystentkę. Spisałam co mogłam,ale niestety nie mam daru przewidywania przyszłości [a przydałby się!]. Szkoda mi tylko moich dziewczyn, które tu zostaną, a najbardziej P. I szkoda mi szczerze tej osoby, która tu kiedyś przyjdzie.

A tymczasem czekam na wtorek godzina 17.00 by opuścić te mury raz na zawsze!

 

Następczyni i niezręczne pytania

Postanowiłam uświadomić moją szefową i koleżankę, która pomagała przy rekrutacjach, że ja jestem w pracy tylko do 28 lutego, czyli do przyszłego wtorku. Chyba zadziałało, bo około południa błyskawicznie podjęto decyzję o zatrudnieniu na moje miejsce dziewczyny, która kiedyś już tu pracowała – znam ja z widzenia i ze słyszenia, bo nadal kilka osób się tu z nią przyjaźni, poza tym słyszałam często jej nazwisko. Wiem od niektórych osób, że to niezła zołza, ale co mnie to obchodzi 😀 Ma przyjść w piątek, więc będę miała 3 dni na wdrożenie. Ciekawe jak pójdzie.

Dziś Szefowa zagadnęła mnie, jak przynosiłam jej lunch, z pytaniem, czy organizuję jakieś pożegnanie. Powiedziałam, zgodnie z prawdą, że nic nie szykuje. Ta nieco zszokowana i zdziwiona zapytała dlaczego. Odpowiedziałam, że nie przepadam za takimi spędami, a ta na to „to rozumiem, że nie chcesz, żebyśmy coś dla Ciebie szykowali”?

Dziwi mnie w ogóle takie pytanie. Jak J odchodziła, to Szefowa pytała się mnie, czy coś organizuje, a jak powiedziałam, że nic, to ona sama  jej zrobiła takie mini pożegnanie w gronie menadżerów, z resztą za moim pośrednictwem. A skoro powiedziałam, że nie lubię spędów, to przecież wiadomo, że nie powiem „Nic nie planuję, ale skoro chcecie, to jasne, organizujcie”. Mam to gdzieś szczerze mówiąc. Jasne, że byłoby mi miło, jakby mnie zaskoczyli, ale jak z góry dostaję pytanie, cyz chcę być pożegnana, to jest takie trochę słabe..

Ja chcę już po prostu stąd iść i nie wracać.

Czerwona Kapusta

Stało się. Mam fioletowe włosy. Ciemno-fioletowe, w odcieniu czerwonej kapusty 😉 Miałam już dość rudego, chciałam coś zmienić, więc padło na kolor, który chciałam zrobić kilka miesięcy temu, ale się nie odważyłam.

Tym razem stwierdziłam „a co mi tam, raz się żyje”. Wszystkim się podoba, po za OCZYWIŚCIE moją mamą. Ona akceptuje tylko blond, i najlepiej, żebym miała znów włosy do pasa. Nie szczędziła mi komentarzy, że upadłam na głowę, czy nie mam w domu lustra, czemu się świadomie oszpecam i postarzam, i żebym się opamiętała… Lovely.

A mi się tam podoba, o! 🙂

15241289_10209900362722519_2165087578389294010_n

 

xD

Rozmowa z kolegą z pracy na komunikatorze internetowym:

G: Oh mamy nowa koleżankę. o bardzo francuskim imieniu „Jessica”. Rodzice chyba zbyt wiele seriali oglądali

Ja: haha. Francuzka?

 
G: tak choć uroda sugeruje ze jedno z rodziców było kosmitą.
Nienaturalnie duże oczy.
Ja: haha, a na pewno mówimy o oczach?
G: tak, bo piersi brak

Badania Okresowe

Muszę opisać pewną sytuację, która rozwija się już od kilku dni, bo mi ręce opadają 🙂

Otóż pod koniec maja Szefowa dostała info z HR o konieczności zrobienia badań okresowych. Po skończonym Regulatory Forum Zadzwoniłam do wskazanej placówki i zaczęłam ją umawiać.Pani zapytała, czy Szefowa ma zrobione badania z Psychotechniki, bo jeśli nie, to trzeba je odnowić. Oczywiście nie wiedziałam, ale Pani powiedziała, że i tak na początku musi być wywiad pielęgniarski, i że możemy od razu go umówić, razem z okulistą. Jeśli okazałoby się, że badania z Psychotechniki nie ma, albo jest nieaktualne, to wtedy na wizycie pielęgniarskiej Szefowa dostanie skierowanie. Pierwsze co uczyniłam, to zapytałam HR, ale niestety okazuje się, że nie dysponują taką informacją, ani takim badaniem. Oni otrzymują tylko orzeczenie o zdolności do pracy i to mają w aktach. Napisałam jej maila ze wszystkimi wskazaniami [że trzeba być na czczo, co trzeba ze sobą zabrać – oryginał skierowania i dowód osobisty, jak dojechać + mapka], dodatkowo jej to wydrukowałam i położyłam na biurku.

Oczywiście, jak można było się tego spodziewać, nie przeczytała mojego maila, więc wszystko jej osobiście zreferowałam, no i zapytałam o psychotechnikę. Powiedziała, że na pewno robiła, ale nie wie gdzie ma to badanie, i że na pewno gdzieś kiedyś jechała do Marek z inną dyrektorką.. Świetnie, nawet nie wie gdzie robiła.. Czeka mnie więc dochodzenie.

Zadzwoniłam znów do HR z prośbą o jakieś wskazówki, poszlaki, cokolwiek, skąd mogę takie badanie wyciągnąć. Udało się odnaleźć, że w 2012 roku byliśmy pod opieką innej placówki medycznej. Zadzwoniłam, przedstawiłam sprawę i jest! Znaleźli. Zamówiłam zrobienie kopii dokumentacji medycznej [mają na to 10 dni roboczych.. trochę dużo jak na wydrukowanie kilku stron..]. Napisałam maila do Szefowej wyjaśniającego całą sytuację: że znalazłam te badania z psychotechniki, kopie będą po 23cim czerwca, ale i tak musi iść w piątek na ten wywiad pielęgniarski i okulistę, tylko żeby nie brała skierowania na psychotechnikę, ale powiedziała, że czeka na dokumentację.

Wczoraj o 15.00 dostaję sms, że ona nadal ma w piątek te badania okresowe i że jak rozumie to nieaktualne. Wszystko mi opadło. Czy ja mówię po chińsku? Czy nie powiedziałam jej jasno i wyraźnie, że i tak ma iść na badania w piątek?? Odpisałam, wyjaśniłam, poszłam jeszcze potem osobiście zapytać, czy wszystko jasne – powiedziała, że tak, ale ona myślała, że zrobi wszystko za jednym zamachem.

Dziś rano wchodzę do pracy o 8:45, telefon, czy jestem w pracy, bo jest sprawa. Myślę sobie „O cholera, pewnie znów coś zawaliłam i będzie opieprz”. Okazało się, że Szefowa nie wzięła oryginały skierowania [pisałam, żeby wzięła?!?!?!?!], bo myślała, że nie trzeba, że to na co innego skierowanie.

Ja wszystko rozumiem, że można być zalatanym i zajętym. Rozumiem, że można zapomnieć. Ale na Boga – po to właśnie piszę maile i umieszczam te informacje w kalendarzu, i dodatkowo przekazuję informację ustnie, żeby nie było wątpliwości – a jeśli już wystąpią, wystarczy zajrzeć do maila i tam WSZYSTKO jest…

Wszystko mi opadło…

Apokalipsa, i to nie tylko w kinie

Ponieważ wczorajsza misja „Kanapa Narożna” zakończyła się niepowodzeniem, dziś podejście numer 2. Ponieważ dla Jamesa ważne jest, by kanapa była wygodna, zaproponowałam, żeby pojechał ze mną i mamą i pomógł nam wybrać. Mówiłam, żeby nie siedział długo, oczywiście położył się spać po 5… Rano jakoś go obudziłam, ale był nie w sosie cały dzień, no ale pojechał z nami.

Ja nie spałam już od 7.30, bo obudziło mnie wiercenie. Na wpół śpiąca na wpół przytomna zaczęłam się zastanawiać czy już jestem tak przejęta remontem, że nawet śnię o wiertłach? Po chwili usłyszałam głosy w kuchni, a zaraz potem ściana zaczęła się trząść od wiercenia. Okazało się, że moi robotnicy przyszli do pracy w sobotę… Chwali się, chwali, ale szkoda, że o tym nie wiedziałam, bo wtedy poszłabym spać dużo wcześniej.. No ale wracając:

Najpierw Mama zarządziła aby pojechać na Łopuszańską do Mega Meble. Sklep mieści się w starym piętrowym budynku. Zaraz po wejściu przywitały nas meble rodem z epoki Henryka XVI. Nie wiem kto w dzisiejszych czasach kupuje narożnik obity atłasem i wyglądający jak z muzeum. Na szczęście normalne meble były za rogiem, ale nic specjalnego. Albo nieładne, albo podobne do tych z wczoraj, a 2 razy droższe [ i i tak za duże!]. Jadąc do Mega Meble przystanek wcześniej widziałam wielki sklep BRW, więc zdecydowaliśmy się tam przejść [było na tyle blisko, że nie opłacało się brać autobusu].

Na parterze stało kilka kanap, spodobała nam się jedna z nich, ale postanowiliśmy pojechać na górę, zobaczyć resztę i najwyżej wrócić. Kupowanie kanapy jest męczące, głownie dlatego, że na każdej trzeba usiąść potem wstać i znów usiąść i tak w kółko. W końcu znaleźliśmy brązową kanapę, która była i dobrej wielkości i była wygodna. Oczywiście chcieliśmy zmienić obicie, ale najpierw postanowiliśmy wrócić na dół i pomyśleć nad kanapą numer 1. Okazało się, że to ten sam model 😀 Jamesowi nie podobał się szary kolor więc wróciliśmy na górę, żeby zamówić obicie. Wybraliśmy jasno turkusowe, żeby pasowało do turkusowej ściany. Mama próbowała przez 20 min przewalczyć ciemniejszy odcień, ale przegrała. Na dole były lampy, i nareszcie udało mi się znaleźć fajną wiszącą w kolorze limonki, więc idealną, bo w tym kolorze będzie większość dodatków.

Obok BRW była Castorama.Na szczęście w tej było więcej paneli do wyboru, więc w końcu zamówiłyśmy podłogę. Mission more then accomplished! WRóciliśmy do domu przed 16.00, przebraliśmy się i na 17.00 do Złotych Tarasów do kina na X-Men Apokalipsa. Mimo zmęczenia nie zasnęliśmy, bo film był bardzo fajny 🙂

Cieszę się, że tyle udało nam się dziś załatwić, jutro nareszcie mogę się wyspać!

Odwiedziny

Dziś odwiedziła mnie mama z babcią, która chciała zobaczyć łazienkę po remoncie. Ponieważ moja babcia nie mówi po angielsku, nie licząc pojedynczych słów, mówiła do Jamesa po polsku. Ryłyśmy z mamą ze śmiechu jak próbowała mu coś wyjaśnić po polsku, mówiąc wolno, głośno i akcentując każde słowo, tak jakby to miało pomóc w lepszym zrozumieniu obcego dla Jamesa języka. Mama kilka razy patrzyła na nich ze zmartwieniem i kazała mi Jamesa ratować z opresji 😛 Mówiła, żeby babcia już przestała, bo on i tak niczego nie rozumie, na co babcia, że oni sobie tu rozmawiają, i że James doskonale wie o co jej chodzi, haha! Wyglądało to komicznie, chociaż nauczyła Jamesa kilku nowych słów.

W ogóle nauka polskiego idzie Jamesowi coraz lepiej. Ostatnio przerabiamy liczebniki. Myli mu się do prawda „naście” z „dzieści” ale na prawdę jestem pod wrażeniem 😀 Oczywiście najbardziej pamięta przekleństwa i słowa, których nie powinien używać publicznie… 😛

Ale wracając do wizyty – łazienka się podobała. Moje włosy mniej, bo jak zwykle się nasłuchałam, że za ciemne [bo dla mojej mamy i babci liczy się tylko blond!] i że za krótkie [bo powinnam mieć do pasa, albo chociaż do ramion]. Nie chcę nawet myśleć co by powiedziały, gdybym zrealizowała swój pomysł ciemnofioletowych włosów z różowymi końcami 😛  Chyba padłyby na zawał!

 

Z facetami jak z dziećmi

Z tymi facetami to jak z dziećmi. Wszystko im trzeba pokazać palcem, bo się inaczej nie domyślą, albo nie zapytają. Mało tego, nawet jak pokazujemy palcem, to mówią „Tak, tak wiem!” a jak przychodzi co do czego, to myją podłogę samą wodą bez płynu do podług, albo kabinę prysznicową mleczkiem Cif, zamiast specjalnie do tego przeznaczonym płynem w spray’u, który wcześniej pokazywałam z 2 razy… 🙂

Weird requests

Moja szefowa ma czasami dziwne wymagania, i oczywiście na ASAP. 

Mianowicie wczoraj chciała znaleźć kalendarze moleskin,  koniecznie w kolorach 6 czarnych i 4 czerwone,  na już. Na szczęście wróciła do pracy A z macierzyńskiego więc zajęła się researchem. Nigdzie nie było oczywiście takiej dostępnej konfiguracji kolorów, były na przykład żółte i różowe.. No ale dziś udało się gdzieś znaleźć i pójść na kompromis,  zamiast czerwonych będą „koloru koralowego”.

Dziś po 14 powiedziała,  że chce na prezent akwarelę Włoch lub Toskanii. Nie ma,  a przynajmniej nie w Warszawie. Wysłaliśmy jej ofertę galerii,  o którą prosiła,  ale moim zdaniem nie było tam nic fajnego.

Ale ostatnia prośba powalił nas na kolana. Miałyśmy się dowiedzieć skąd można wziąć biały męski kapelusz w stylu va bank i cygaro…