Następczyni i niezręczne pytania

Postanowiłam uświadomić moją szefową i koleżankę, która pomagała przy rekrutacjach, że ja jestem w pracy tylko do 28 lutego, czyli do przyszłego wtorku. Chyba zadziałało, bo około południa błyskawicznie podjęto decyzję o zatrudnieniu na moje miejsce dziewczyny, która kiedyś już tu pracowała – znam ja z widzenia i ze słyszenia, bo nadal kilka osób się tu z nią przyjaźni, poza tym słyszałam często jej nazwisko. Wiem od niektórych osób, że to niezła zołza, ale co mnie to obchodzi 😀 Ma przyjść w piątek, więc będę miała 3 dni na wdrożenie. Ciekawe jak pójdzie.

Dziś Szefowa zagadnęła mnie, jak przynosiłam jej lunch, z pytaniem, czy organizuję jakieś pożegnanie. Powiedziałam, zgodnie z prawdą, że nic nie szykuje. Ta nieco zszokowana i zdziwiona zapytała dlaczego. Odpowiedziałam, że nie przepadam za takimi spędami, a ta na to „to rozumiem, że nie chcesz, żebyśmy coś dla Ciebie szykowali”?

Dziwi mnie w ogóle takie pytanie. Jak J odchodziła, to Szefowa pytała się mnie, czy coś organizuje, a jak powiedziałam, że nic, to ona sama  jej zrobiła takie mini pożegnanie w gronie menadżerów, z resztą za moim pośrednictwem. A skoro powiedziałam, że nie lubię spędów, to przecież wiadomo, że nie powiem „Nic nie planuję, ale skoro chcecie, to jasne, organizujcie”. Mam to gdzieś szczerze mówiąc. Jasne, że byłoby mi miło, jakby mnie zaskoczyli, ale jak z góry dostaję pytanie, cyz chcę być pożegnana, to jest takie trochę słabe..

Ja chcę już po prostu stąd iść i nie wracać.

Ostatnia prosta

Ostatnio byłam zmuszona brać urlop żeby wdrażać się w nowej firmie. Dziś jest ostatni dzień wdrażania, ponieważ w następnym tygodniu tej dziewczyny, która mnie uczyła, już nie będzie bo idzie na urlop do końca miesiąca. Ale czuję się wdrożona 🙂 Oczywiście wszystko wyjdzie w praniu jak już zacznę pracować. Dodatkowo przenosimy się na tymczasową powierzchnię, ponieważ w naszym biurze będzie przebudowa, także pakowałam dzisiaj kartony 😀

Wiem jedno – chcę pracować tam jak najszybciej. Mam już dość obecnej firmy. Jeżdżę tam codziennie jak na ścięcie. Nie mam ochoty tam przebywać i pracować. Jasne, że niektórych ludzi będzie mi brakować, ale generalnie więcej przemawia za tym, żeby odejść niż żeby zostać. Dziewczyny za mnie nadal nie ma. Najprawdopodobniej wybiorą ją w nadchodzącym tygodniu, więc i tak zostanę tam do końca, czyli do 28 lutego, gdy kończy mi się okres wypowiedzenia. Ale już niedługo. 7 dni pracujących…. 🙂

K***a! 

Czy ja zawsze muszę mieć pod górę kurwa? 

Dziś o 16.30 dziewczyna,  która miała przyjść do pracy jutro,  na moje miejsce,  zadzwoniła i zrezygnowała… 

Teraz. Wszystko się przesunie w czasie. I tak wezmę 3 dni wolne w przyszłym tygodniu żeby się skończyć wdrażać, ale istnieje ryzyko,  że będę musiała być w starej firmie do końca okresu wypowiedzenia czyli do 28.02. 

Kurwa. 

Wszystko się może zdarzyć

Szefowa dokonała wyboru zgodnego z moimi sugestiami, czyli szczęśliwą wybranką jest kandydatka nr 1. Boże, miej ją w swojej opiece! Szkoda dziewczyny, bo chyba nie wie na co się pisze [ja 4 lata temu też nie wiedziałam], ale chcę żyć nadzieją, że nie ucieknie z krzykiem.

Rano zasugerowałam szefowej, żeby A przyszła do pracy w poniedziałek albo wtorek, ja ją wdrożę, a od 13 lutego już by mnie tu nie było, czyli porozumienie stron podpisałybyśmy z datą 10 lutego. Zgodziła się, ale ja, nauczona doświadczeniem, chciałam najpierw mieć podpisany papier, zanim cokolwiek komukolwiek powiem w nowej firmie. I miałam rację.

Po 16 poszłam do niej z przygotowanym dokumentem, na co ona, że nie może mi go dzisiaj podpisać, bo musi najpierw zobaczyć jak idzie wdrażanie. Bosko. Czyli nadal nic nie wiem, bo może się w piątek 10go okazać, że uzna, że muszę jeszcze przyjść w następnym tyg. Wszystko ładnie pięknie, ale jest pewien problem – mianowicie od 13 są ferie, więc jeśli mi nie podpisze papieru w przyszłym tygodniu, to na pewno do 17 lutego będę jeszcze w starej firmie. No, nie licząc tych 3 dni na żądanie, które nadal mam w zanadrzu, także sytuacja nie jest beznadziejna, ale nadal niepewna, co mnie strasznie denerwuje!!

Reasumując, wszystko idzie w dobrym kierunku, ale jeszcze wszystko się może zdarzyć.

P.S. Nadal chora 😦

Casting

Casting na moją następczynie trwa. Dziś przyszły 3 dziewczyny. Najpierw Szefowa brała je do siebie, a potem przekazywała mnie. 1sza, A, była moją faworytką od początku. Ponoć nieco starsza, doświadczona w korporacji, bardzo sympatyczna i otwarta do ludzi. Od razu zrobiła na mnie dobre wrażenie, jeszcze przez telefon, gdy umawiałam ją na spotkanie.

Druga zdecydowanie nie pasuje do tego miejsca. Trudno określić jednoznacznie dlaczego, ale ma jakiś problem z komunikowaniem się z ludźmi. Miałam wrażenie, że wyłączała się gdy do niej mówiłam, a potem potrzebowała chwili, żeby informacja dotarła synapsami do mózgu, i po chwili „włączała się” i odpowiadała, ale trochę tak bez emocji.

Trzecia chciała przejść z małej firmy do korporacji, i przyznała na końcu rozmowy, że czuje się przytłoczona i przerażona – bo szefowa pokazała jej kalendarz.. No tak, ilość spotkań może przerazić, ale takich rzeczy się na rozmowie nie mówi…

Po zakończonych rozmowach szefowa zapytała przez telefon,  w drodze na spotkanie, jakie są moje odczucia. Powiedziałam, że albo 1sza albo 3cia, ale ja stawiałabym na 1szą. Nie powiedziała jasno, jaki jest jej wybór, może jutro się dowiem.

Nadal chora. Walczę.

Chora dz. 1

Ponieważ szefowa nie idzie mi na ustępstwa, byłam zmuszona wziąć dziś dzień na żądanie, aby pojawić się w nowej firmie żeby zobaczyć szkolenie, które w przyszłości będę prowadzić dla nowych przedstawicieli medycznych. Miałam w planach napisać jej, że się źle czuje. Rano okazało się,  że na prawdę się źle czuje, można by wręcz powiedzieć że czuję się niewyraźnie . Ale choroba nie była przeszkodą, i stawiłam się w nowym miejscu pracy przed 9. Dziewczyna, na której miejsce będę zatrudniona jest bardzo miła. Szybko zrozumiałam, że się dogadamy, i z jednej strony żałuję, że odchodzi do innej branży.

Sprawnie przeszłyśmy przez jej obowiązki, wchodząc gdzieniegdzie w szczegóły. Jest tego na pewno dużo, ale pocieszające jest to, że większość jest mi znana z mojej byłej pracy w firmie farmaceutycznej, oraz z obecnej. Najbardziej przerażające wydaje się być organizacja 2x do roku spotkania cyklicznego całej firmy, ale jest do ogarnięcia. Muszę dać radę. Generalnie wszystko wygląda super. Przede wszystkim żadnego dyrektora nade mną z kalendarzem pełnym spotkań – moim przełożonym będzie Regionalny Kierownik Sprzedaży, który głównie jest w terenie. Ale po mojej byłej szefowej chyba nic mi już nie będzie straszne. Moje zadania będą czysto merytoryczne: kontakt z przedstawicielami medycznymi, zamawianie materiałów reklamowych, ulotek, rozliczanie faktur, rezerwy budżetowe, przygotowywanie umówi i różnych dokumentów. Jednym słowem: żadnego parzenia kawy na spotkania, żadnego biegania po obiadki i lunche, żadnej miskomunikacji odnośnie tego, co mam zrobić. Alleluja, nareszcie!

Przed 16 byłam w domu ze stanem podgorączkowym, więc leżę w łóżku i dogorywam. Jutro muszę być na chodzie, bo muszę uczestniczyć w rekrutacjach.

Szukanie mojej następczyni trwa. Wczoraj i dzisiaj odbyły się pierwsze rozmowy i po przesiewie 3 przeszły dalej. Że szczęśliwcami spotka się szefowa oraz ja,  jak się okazało, Next week. Z dostępności szefowej wynika,  że to nastąpi Nie wcześniej niż w czwartek i piątek (środę pewnie wezmę na żądanie). Jeśli wszystko sprawnie pójdzie to w tyg. 6-10 powinna zapaść decyzja i przeszkolenie kandydatki przeze mnie,  i, może już 13 lutego będę wolna! Trzymajmy za to kciuki,  żebym nie musiała uciekać się do niecnych postępów i brać urlop na żądanie. 

Miłe  jest to,  że Ci nieliczni,  którzy wiedzą o moim odejściu, są szczerze smutni. Z 2 miesiące temu poznałam w trakcie załatwiania sprawy służbowej bardzo fajnego chłopaka,  od razu zaczęliśmy żartować w mailach, no i musiałam się teraz do niego odezwać i powiedzieć że odchodzę. Też się zmartwil, ale wymienilismy się kontaktami. Ma żonę i dziecko, więc spoko,  nie snujcie żadnych planów ☺️ Jeszcze się okazało,  że zna 2ke moich znajomych ze studiów, którzy wzięli ślub, bo A jest cioteczna siostra jego żony. Świat jest mały. Dziś zaprosił mnie na kawę do kawiarni w naszym biurowcu i pogadaliśmy ☺️ swoją drogą pracuje w tej firmie już ponad 4 lata i nigdy nie siedziałam tam na kawie – brałam na wynos i piłam przy biurku. Taka praca. 

Na prawdę poznałam dużo fajnych ludzi i z jednej stron szkoda że ich zostawiam,  ale z drugiej to ogromna ulga. Za żadne pieniądze bym tam nie została. 

Trochę pod górę, ale damy radę!

Miałam plan. Układałam w głowie jak oświadczę Szefowej, że odchodzę, zastanawiałam się jak zareaguje.

Napisałam rano do mojej agencji pracy tymczasowej, która wg prawa jest moim pracodawcą, z pytaniem czy można mailem dostarczyć wypowiedzenie i wysłać pocztą, czy muszę mieć je dziś w oryginale. No i cały mój misterny plan wpisdu, bo okazało się, że już nie mam 2 tygodni wypowiedzenia. Zaje-kurwa-biście. No to dzwonię do D i mówię jaka sytuacja. Ona daje mi do telefonu koleżankę z HR, i ta dyktuje mi treść rozwiązania umowy za porozumieniem stron. Do szefowej mogę wejść dopiero o 12.00, siedzę jak na szpilkach. Nadal nie wiem jak jej to powiem – bo teraz jestem niestety skazana na jej łaskę. Wpisałam się jej do kalendarza ze spotkaniem o tytule „Ważna sprawa”. Za chwilę dostałam od niej sms z pytaniem co to za ważna sprawa. Odpisałam, że to nie na telefon.

O 12.00 weszłam do niej z przygotowanym papierem do podpisu. Powiedziałam, że dostałam od byłej szefowej ofertę pracy, którą przyjęłam. Przyjęła to spokojnie, powiedziała, że fajnie, zapytała w jakim charakterze. Powiedziałam o profilu firmy, zapytała, czy bardziej rozwojowe zadania, powiedziałam, że tak, i że warunki pracy lepsze itp. No i powiedziałam, że problem polega na okresie wypowiedzenia, i czy zgodziłaby się puścić mnie po 2 tyg. Oczywiście powiedziała, że absolutnie nie, bo przecież ona musi znaleźć kogoś na moje miejsce, a ja tą osobę muszę przeszkolić. Byłam prawie pewna, że taka będzie jej odpowiedź. Po wyjściu od niej zadzwoniłam do D, którą zasugerowała mi jeszcze wzięcie co najmniej 1 tygodnia urlopu, bo ona sobie nie wyobraża, żebym przyszłą 1 marca nic nie wiedząc. Poszłam jeszcze do Szefowej na chwilę i zapytałam o taką możliwość, ale ona się najeżyła, żebym jej nie nachodziła, że byłam u niej przed chwilą a teraz żądam urlopu [??] i że ona nie wie dzisiaj i nic mi dziś nie podpisze. Acha, zajebiście.

Wiem, że pod koniec dnia zleciła szukanie nowej asystentki koleżance, bo ta do mnie w tej sprawie dzwoniła. W poniedziałek musimy zacząć działać. Jeszcze jest jedna opcja, czyli wzięcie 4 dni na żądanie – chociaż ponoć pracodawca może się nie zgodzić, ale musi to udowodnić. Zobaczymy w przyszłym tygodniu. Muszę zacząć spisywać obowiązki, żeby było mi łatwiej je przekazać, a trochę tego jest.. głównie pierdoły…

Przez to wszystko byłam w takim stresie, że nic nie jadłam przez cały dzień, dopiero o 19.00 w domu zjadłam spagetti. J ma focha, więc jeszcze dodatkowo mam zajebistą atmosferę w domu… Bosko. Mam nadzieję, że się chociaż jutro wyśpię…

Odchodzę!

Nigdy nie znasz dnia ani godziny, kiedy przyjdzie dobra zmiana. Brzmi jak slogan wyborczy pewnej partii? Może,  ale nie o politykę tu chodzi a o mnie, a konkretniej o zmianę pracy.

W piątek 13go zadzwoniła do mnie D,  z którą pracowałam w poprzedniej firmie i zapytała czy nie chce przyjść do niej do firmy na Asystentkę działu sprzedaży i marketingu. Na początku się zjeżylam na słowo asystentka bo chciałam się od tego uwolnić ale gdy usłyszałam warunki to nie miałam wątpliwości, że tak tak tak. Wysłałam cv. W poniedziałek zadzwoniła że chce mnie widzieć na rozmowie w tym tyg. Nie chciałam brać dnia wolnego więc umówiłam się z szefową że będę pracować 8-16, podczas gdy ona będzie w delegacji,a na rozmowę byłam umówiona na 17 w centrum.

P była tak kochana,  że podwiozła mnie do metra i byłam na miejscu przed 17. Byłam już bezpośrednio umówiona na rozmowę do CEO,  szefa wszystkich szefów, bo D to właściwie już wszystko o mnie wie,  w końcu sama mnie poleciła.

Gdy CEO wychodził ze spotkania, zauważyła mnie koleżanka, z którą pracowałam w poprzedniej firmie. Widział jak się witamy i powiedział „oo, widzę, że się znacie. To dobrze wróży” 🙂 Weszliśmy do gabinetu. Dał mi swoją wizytówkę, po czym powiedział, że zanim zaczniemy, to on mnie przeprasza, ale obiecał żonie, że do niej zadzwoni, więc na chwilkę mnie przeprosi i wyszedł. Gdy wrócił od razu zaproponował, żebyśmy przeszli na Ty, bo on jest tak przyzwyczajony, że lubi z człowiekiem  po imieniu, a nie na pan pani. Oczywiście się zgodziłam, z przyjemnością. Pytał mnie właściwie o wszystko o co można się spodziewać, że na rozmowie o pracę padnie. Na początku pogadaliśmy o mojej obecnej pracy: gdzie jest biuro, że długo tam już pracuję, co mi nie odpowiada w tamtej pracy, co powiedziałaby o mnie Szefowa [oj miałam mnóstwo rzeczy na języku]. Potem zapytał jakbym się zabrała za organizację spotkania wjazdowego dla całej firmy – chodziło o sprawdzenie, czy skupiam się na rozwiązaniu, czy na problemie. Na końcu, czytając sekcję hobby w moim CV, pogadaliśmy o tym co to digital painting, i w jakie gry lubię grać,bo jego syn to w Call of Duty 🙂

Na koniec popatrzył jeszcze w moje CV i powiedział: „no to co.. nie ma co przedłużać. Ja jestem na tak. Ufam D, więc chodźmy sfinalizować zatrudnienie”. Wyszliśmy. Spotkałam przerażony wzrok D, która uciekła do swojego gabinetu. Po chwili poszliśmy tam z CEO, który powiedział D, że on już skończył i żebyśmy finalizowali. D przerażona kazała mi czekać i poleciała za nim. Wróciła i mówi „Boże! jak zobaczyłam, że wyszłaś po 20 minutach, to myślałam, że zawału dostanę, bo myślałam, że zawaliłaś rozmowę! On zwykle magluje z godzinę!”. No dzięęęęki 😛 A ja po prostu rozwaliłam system.

Ponieważ dziewczyna, którą mam zastąpić pracuje do końca lutego, pomysł był taki, żebym przyszła jak ona jeszcze będzie pracować, żeby mogła przekazać mi obowiązki. Z wyliczeń wynikło, że mogłoby to być 6 lutego. Nadal nie mogę uwierzyć, że się udało!!!

Dziś czuję się jak pracownik poczty i księgowości. Koniec miesiąca oznacza robienie zamówień, aby koszty obciążyly bieżący rok, i odebranie ich w terminie,  czyli do jutra. Ciągle w biegu w strefie dostaw a to po wino, a to stroik, albo inne ustrojstwo dla szefowej. W środy jestem sama bo P na uczelni i wszystko na mojej głowie. Jeszcze do tego opieprz  od Szefowej,  że nie zauważyłam zmiany w. Agendzie jednego spotkania. Mimo najszczerszych chęci się nie rozwoje. Jasne,  mija wina,  ale. Z. Jej strony zero zrozumienia,  nigdy. Eh. 

Jeszcze tylko jutro i biorę na żądanie!