Wszystko nie tak!

Kurwa!

Przepraszam, ale po dzisiejszym dniu nie mogłam zacząć tej notki inaczej!

W pracy – dzień jak co dzień, czyli „nie wiem w co ręce włożyć”. Kalendarz Szefowej w wypchany po brzegi, a tu ciągle „pilne spotkania, które muszą odbyć się w tym tygodniu”. Niestety, nie umiem jeszcze rozciągać czasoprzestrzeni, a przydałoby się. Masa telefonów, masa zamówień w systemie – generalnie masa wszystkiego. A no i należyttakże wspomnieć o ćwiczeniach przeciw pozarowych i próbnej ewakuacji… Z pracy wyszłam prawie po 9,5h, ale głównie dlatego, że w domu też nie wszystko szło tak, jak miało iść.

Dziś ten magiczny dzień, gdy moja spółdzielnia likwidowała piecyki gazowe w łazience, i podłączała ciepłą wodę. Ponieważ beze mnie mój dział padnie i już się nie podniesie [żart, ale czasami mam wrażenie, że wszyscy tak myślą..], to nie mogłam wziąć wolnego, więc A. wzięła. Ekipa przyszła o 8.20, akurat jak wychodziłam do pracy. W ciągu dnia zadzwonił A i dała mi pana robotnika do telefonu, bo ten pytał czy utylizujemy piecyk, i czy mogą mi rozwalić trochę kafelków, żeby jakąś rurkę usunąć. Powiedziałam, że tak. Potem długo długo nic, aż po 15.00 telefon od A, że jest jakaś dziura w suficie i że Pan nie może jej dziś załatać, i że przyjdzie jutro ok 8-9, żeby to zrobić. Nosz kurwa mać, fajnie, tylko jestem w pracy wtedy, i A też! Powiedziałam jej, że jak ten Pacan wróci [bo wyszedł sprawdzać w innych mieszkaniach czy wszystko działa] to niech do mnie wtedy zadzwoni i przekaże słuchawkę.

Pacan to dobre określenie na Pana, z którym rozmawiałam. Miałam wrażenie, że to rozmowa głuchego ze ślepym. Pytam się, że w ogóle jaka dziura, w którym miejscu, jak duża? Dlaczego nie może tego zrobić dziś, skoro prace miały być prowadzone w godzinach 8.00-18.00, a jest dopiero 16.00? To on na to, że no nie może, bo on dziś idzie już do domu, poza tym to hydraulicy pracują do 18.00 a to nie jest sprawa hydraulika. A czyja, kurwa? Zrobił mi dziurę? Zrobił! Już pomijam fakt, że sprawę rury i dziury wyjaśniła mi dopiero A, gdyż Pan jakoś nie potrafił powiedzieć, że dziura jest na prawej ścianie w suficie i ma ok 6 cm – więc kurde, to dziurka, a nie dziura. Myślałam, że to jakieś dziursko i sąsiedzi będą do mnie przez nią zaglądać.

Ale nic to! To jeszcze nie koniec, to dopiero początek! Za chwilę znów telefon, że będą zdejmować umywalkę, bo ponoć w ścianie jest nieszczelna rura i ktoś jutro musi być w domu. Nosz kurwa mać ja pier…. Jaka nieszczelna rura?? A, i nie mamy ciepłej wody! Cudownie! No to idę do Szefowej, mówię, jak sprawa wygląda, dostaję wolne, ale muszę ogarnąć wszytko dziś, a tu za 30 min teoretycznie powinnam wyjść do domu. Wyszłam po 1,5h, kończąc wszystko i rozsyłając maile do kogo trzeba wyjaśniając o i jak. Pewnie jutro co 5min będę miała telefon z pracy. W domu byłam po 18.00, bo wcześniej uciekł mi autobus. Standard.

W domu przeżyłam szok. Rury i licznik poprowadzone tak, że nijak nie zrobię ekranu, żeby je ukryć, bo ekran kończyłby się tam, gdzie stoi WC, a wiadomo, że WC nie przesunę, no bo przecież odpływu też nie przesunę! Wysłałam mamie zdjęcia, zadzwoniłam do mojej gospodarza domu. P. Małgosia była zdziwiona po pierwsze tym, że nie mam ciepłej wody [bo umowa była taka, że ekipy nie wyjdą, dopóki wszyscy nie będą tej wody mieli], a po drugie, że nikt jej nie zgłaszał, że jest jakaś nieszczelność. Jutro ma wziąć za fraki tego całego kierownika budowy, który ani razu nie odebrał ode mnie telefonu, mimo, że dzwoniłam nie raz i o różnych porach., i ja już sobie z nim pogadam! Co to ma być za fuszerka do jasnej Anielki?!

Trzymajcie kciuki, żebym nikogo jutro nie uszkodziła w tej złości!

Reklamy

Zapierdziel

Ależ ja uwielbiam poprawiać po kimś jego błędy.. J. źle rozliczyła delegację, mimo, że przypominałam jej czego nie powinna robić, ale oczywiście ona wiedziała lepiej. Zrobiła po swojemu, rozliczenie wróciło, i kto teraz musi się tym zająć? JA.

Lista rzeczy do zrobienia tylko się wydłuża, i mimo wykreślania zrobionych zadań mam wrażenie, że wcale ich nie ubywa… :/