Ten moment kiedy LinkedIn pokazuje Ci profile, które możesz znać,  a wśród nich widnieje ten należący do kolegi,  który umarł na raka 3 lata temu 🙁

Praca i facet mnie dziś dobiły.

Ten tydzień był bardzo pracowity. Po prost dużo rzeczy w pracy do załatwienia. Dziś przed końcem pracy dowiedziałam się, że mam na jutro zorganizować krótkie spotkanie pożegnalne dla Julki, która jutro jest ostatnie dzień w pracy przed odejściem. Wyszłam wcześniej, poszłam do Empiku kupić książkę, a jutro w drodze do pracy kupię ciasto. Nienawidzę tego, ale nie mam wyjścia.. Szefowa prosiła, trzeba wykonać.

I jeszcze na dodatek J mnie dobił swoimi fochami.

Mam dość wszystkiego ostatnio….

Confused

Ponieważ J ma umowę do końca września, wypadałoby wiedzieć co dalej. Od ponad 2 tygodni próbowała się tego od szefowej dowiedzieć. Ta miała dać odpowiedź w piątek, ale nic jeszcze nie było wiadomo, więc poszła pytać się dziś. No i dostała opieprz, za nas obie, podobno.

Nadal nie wiem, czy Szefowa mówiła w liczbie mnogiej bo naprawdę ma jakieś zastrzeżenia również do mojej pracy, czy po prostu, jak to ma w zwyczaju, mówić o „sekretariacie” jako jednym „ciele” wykonawczym. Ja od zawsze z tym walczyłam, bo nie uznaję odpowiedzialności zbiorowej. Ja mogę być odpowiedzialna tylko za siebie.

Tak więc J usłyszała:
1. Że jak tylko widzimy, że przychodzi do pracy, to powinnyśmy bez pytania robić kawę, a nie czekać na jej telefon
– Ok, tylko skoro tak chce, to wystarczyło powiedzieć, i by tak było, po co ta pretensja? Teraz nie jest to regułą, ale niestety ja nie zawsze widzę, jak szefowa wchodzi do biura. W poprzedniej lokalizacji moje biurko było zaraz przed jej gabinetem, teraz siedzę tyłem do wind, a jej gabinet jest daleko, i zanim się odwrócę, żeby zobaczyć kto wjechał na piętro, niejednokrotnie nie zdążę zauważyć.. Poza tym ja na ogół robię jej kawę, jak widzę, że przyszła.

2. Że są kolejki przy sekretariacie, że MY nie jesteśmy chętne do pomocy
– nie przypomina sobie ani kolejek, ani niechęci do pomocy pracownikom, przynajmniej z mojej strony.

3. Że migamy się od tłumaczeń na angielski pism, i że je przesyłamy gdzieś dalej
– po pierwsze sytuacja z tłumaczeniem przez Sekretariat pisma urzędowego była RAZ.  Przetłumaczyłyśmy je zgodnie z umiejętnościami. Ja tylko zastrzegłam, że nie znam języka branżowego i nie biorę za nie odpowiedzialności. Więc skoro taka sytuacja była RAZ to kompletnie nie rozumiem tego zarzutu postawionego tak, jakby pisma do tłumaczeń były naszym codziennym obowiązkiem.

4. Że jesteśmy niechętne do robienia kawy na spotkania
– że co? Na spotkania zawsze jest kawa, jeśli jest taka wola zaproszonych. Ba, nierzadko jesteśmy proszone przez innych pracowników o pomoc w organizacji spotkania, i wcale nie są to menadżerowie!, robimy kawę i herbatę i zanosimy to wszystko nawet do innego budynku, a zaznaczam – że nie posiadamy wózeczka, i nosimy filiżanki w kartonie. Nie przypominam sobie, żebym komukolwiek odmówiła…

5. Że robimy coś dopiero, jak ktoś nas o to poprosi, nie wychodzimy z inicjatywą
– hm? No co jak co, ale w myślach jeszcze nie potrafię czytać. Czy to oznacza, że mam się przechodzić w ciągu dnia po piętrze i pytać pracowników „co mogę dla Was zrobić”? No bez przesady..

I była część zarzutów konkretnie do J, o jej nieobecności, spóźnienia i nastawienie. W złości Szefowa powiedziała, że przetrzyma ją tylko do końca października, bo są cięcia kosztów, i od listopada zostanę sama. Teraz pytanie, czy zostanę sama tylko do końca roku, czy w ogóle. J powiedziała, że ja będę zawalona robotą jak zostanę sama, na co szefowa, że to nie jej sprawa, a ja na pewno  zdaję sobie sprawę, że tu się dużo i ciężko pracuje, i że nie zawsze się wychodzi punktualnie z pracy. No bosko.. Czyli czeka mnie zapierdol, a o urlopie mogę zapomnieć chyba. Chociaż od grudnia wraca A z macierzyńskiego, więc pewnie jakoś podzielimy obowiązki, chociaż, jeśli chodzi o ewentualne zastępstwo. Eh.

Sama nie wiem co myśleć. Po tej rozmowie kilkakrotnie byłam z Szefową sam na sam, i nie odniosłam wrażenia, że jest zła, a tym bardziej, że jest zła na mnie. Nic nie wspominała o rozmowie z J, i w stosunku do mnie była ok, jak zawsze. Więc teraz zadaję sobie pytanie – czy mówiła w liczbie mnogiej, żeby nie atakować J, a rozłożyć winę nas obie, czy faktycznie ludzie się skarżą na moją pracę. Chociaż powiedziała J że nie będzie już ze mną o tym rozmawiać, więc niech mi J wszystko przekaże. Ale jeśli Szefowa nie byłaby ze mnie zadowolona, to po co awansowałaby mnie na Specjalistę? Dziwne to wszystko..

Kawa

Nie ma to jak obudzić się o 2 w nocy, zlana potem! Bezcenne! Cukier 42 [dla nieuświadomionych – BARDZO niski, norma to 100]. Zjadłam, czekałam aż cukier się podniesie, poszłam spać. Od rana suszy mnie jak po całej nocy chlania – chyba efekt uboczny hipoglikemii..

Ponieważ dziś znów jest gorąco, postanowiłam kupić sobie mrożone latte. Mamy Costa Coffee w naszym biurowcu, nawet jako pracownik mam zniżkę. Poprosiłam o mrożone latte. Pani zapytała mnie tylko,  czy wzmacniamy kawę. Czekam czekam, i z nudów patrzę na uwijających się baristów. Widzę, że jakaś laska robi mrożoną kawę. „Moja” – myślę, ale widzę, że nalewa tam syrop, więc pewnie nie moja.. Stawia gotową kawę na ladzie, i nikt się nie zgłasza, więc pytam:

Ja: Przepraszam, czy to moje latte?
Barista 1: tak
Ja: Ale widziałam, że kawa jest z syropem, a ja o syrop nie prosiłam
Barista 2: A powiedziała Pani przy kasie, że pani nie chce z syropem?
Ja: Nie, bo nikt mnie o to nie zapytał. Zadano mi tylko pytanie o wzmocnienie dodatkowym espresso.
Barista 2: To powinna Pani powiedzieć, że nie chce Pani z syropem, bo Lodowa Latte jest w standardzie z syropem [gówno prawda – dop. Ja!]
Ja: Nie prawda. Zawsze zamawiam Latte, i nigdy nie dostałam jej z syropem, jeśli o to nie prosiłam.
Barista 2: Dobrze, zaraz przygotuję Pani kawę bez syropu [ton jakby robił mi łaskę..]
Ja: Bardzo dziękuję.

Nosz k… mać! Będzie mi jeszcze wmawiał! Co ja pierwszy raz kawę kupuję? Jakbym chciała z syropem, to bym poprosiła, prawda? Tym bardziej, że są 2 cenniki: Kawy lodowe, i tam są wypisane smaki syropów, i kawy klasyczne. Skoro powiedziałam „Poproszę mrożone latte” to nie jest to samo co „poproszę latte z syropem”! Nawet nie zapytali mnie jaki chcę smak, więc jakim cudem to „standard”? Wybrali smak za mnie, wedle upodobania? No nie lubię jak się ze mnie robi wariata…

Exhibicjonizm

Nie ma to jak być obudzoną przez dźwięk MMSa o 5 rano, który jest głosem Yody:
„Mmmm message from the Dark Side there is”, przedstawiającego… męskiego penisa.
Nieznany numer został przeze mnie od razu zablokowany. Mam nadzieję, że to pomyłka, a nie jakiś erotoman, który jakimś cudem zdobył mój numer i będzie mnie teraz nękał zdjęciami swojego przyrodzenia… Awkward.. :/