Odchodzę!

Nigdy nie znasz dnia ani godziny, kiedy przyjdzie dobra zmiana. Brzmi jak slogan wyborczy pewnej partii? Może,  ale nie o politykę tu chodzi a o mnie, a konkretniej o zmianę pracy.

W piątek 13go zadzwoniła do mnie D,  z którą pracowałam w poprzedniej firmie i zapytała czy nie chce przyjść do niej do firmy na Asystentkę działu sprzedaży i marketingu. Na początku się zjeżylam na słowo asystentka bo chciałam się od tego uwolnić ale gdy usłyszałam warunki to nie miałam wątpliwości, że tak tak tak. Wysłałam cv. W poniedziałek zadzwoniła że chce mnie widzieć na rozmowie w tym tyg. Nie chciałam brać dnia wolnego więc umówiłam się z szefową że będę pracować 8-16, podczas gdy ona będzie w delegacji,a na rozmowę byłam umówiona na 17 w centrum.

P była tak kochana,  że podwiozła mnie do metra i byłam na miejscu przed 17. Byłam już bezpośrednio umówiona na rozmowę do CEO,  szefa wszystkich szefów, bo D to właściwie już wszystko o mnie wie,  w końcu sama mnie poleciła.

Gdy CEO wychodził ze spotkania, zauważyła mnie koleżanka, z którą pracowałam w poprzedniej firmie. Widział jak się witamy i powiedział „oo, widzę, że się znacie. To dobrze wróży” 🙂 Weszliśmy do gabinetu. Dał mi swoją wizytówkę, po czym powiedział, że zanim zaczniemy, to on mnie przeprasza, ale obiecał żonie, że do niej zadzwoni, więc na chwilkę mnie przeprosi i wyszedł. Gdy wrócił od razu zaproponował, żebyśmy przeszli na Ty, bo on jest tak przyzwyczajony, że lubi z człowiekiem  po imieniu, a nie na pan pani. Oczywiście się zgodziłam, z przyjemnością. Pytał mnie właściwie o wszystko o co można się spodziewać, że na rozmowie o pracę padnie. Na początku pogadaliśmy o mojej obecnej pracy: gdzie jest biuro, że długo tam już pracuję, co mi nie odpowiada w tamtej pracy, co powiedziałaby o mnie Szefowa [oj miałam mnóstwo rzeczy na języku]. Potem zapytał jakbym się zabrała za organizację spotkania wjazdowego dla całej firmy – chodziło o sprawdzenie, czy skupiam się na rozwiązaniu, czy na problemie. Na końcu, czytając sekcję hobby w moim CV, pogadaliśmy o tym co to digital painting, i w jakie gry lubię grać,bo jego syn to w Call of Duty 🙂

Na koniec popatrzył jeszcze w moje CV i powiedział: „no to co.. nie ma co przedłużać. Ja jestem na tak. Ufam D, więc chodźmy sfinalizować zatrudnienie”. Wyszliśmy. Spotkałam przerażony wzrok D, która uciekła do swojego gabinetu. Po chwili poszliśmy tam z CEO, który powiedział D, że on już skończył i żebyśmy finalizowali. D przerażona kazała mi czekać i poleciała za nim. Wróciła i mówi „Boże! jak zobaczyłam, że wyszłaś po 20 minutach, to myślałam, że zawału dostanę, bo myślałam, że zawaliłaś rozmowę! On zwykle magluje z godzinę!”. No dzięęęęki 😛 A ja po prostu rozwaliłam system.

Ponieważ dziewczyna, którą mam zastąpić pracuje do końca lutego, pomysł był taki, żebym przyszła jak ona jeszcze będzie pracować, żeby mogła przekazać mi obowiązki. Z wyliczeń wynikło, że mogłoby to być 6 lutego. Nadal nie mogę uwierzyć, że się udało!!!

Reklamy

Multitasking

Multitasking to umiejętność, którą zawsze posiadałam, ale teraz będę musiała nauczyć się jej do perfekcji. W piątek był ostatni dzień Julki. Z tego zamieszania nie napisałam notki o tym, co się zdarzyło, więc po krótce.

Szefowa w czwartek tuż przed moim wyjściem z pracy powiedziała mi na ucho [gdy wnosiłam kawę na spotkanie z menadżerami], że może ja bym zorganizowała jutro jakieś pożegnanie Julce, ona da kaskę, i żebym wysłała zaproszenie do wszystkich. Ponieważ wiem, że interesuje się psychologią [ale to już dłuższa historia] zaproponowałam, że kupię jej jakąś książkę, a jutro rano kupię ciasto. Tak też zrobiłam, a przed wyjściem z biura wysłałam zaproszenie „do wszystkich”.

Rano w piątek Szefowa o 7.30 pisze mi smsa, że do kogo ja wysłałam właściwie to zaproszenie. Odpisałam, że tak jak prosiła, do wszystkich. Okazało się, że chodziło jej co prawda o wszystkich, ale o menadżerów.. No kurde, że też się nie domyśliłam. Ale nic to, spotkanie nazywało się tajemniczo „sprawy bieżące” więc odwołałam rano, i napisałam, że źle zrozumiałam, i zaproszenie miało być wysłane do menadżerów [zo z resztą jest prawdą przecież]. Julka niczego się do końca nie domyślała, była zaskoczona. Siedzieliśmy potem przy szarlotce, a Julka opowiadała o swoich planach na przyszłość. Ona już po 1,5 roku studium [bo nie nazwę tego nawet studiami] w jakiejś szkole nie będącej nawet na liście Polskiego Towarzystwa Psychologicznego, nazywa się psychoterapeutą i ma swoich pacjentów. Nie skomentuję tego bo według mnie to niepoważne. Aby zostać psychoterapeutą powinno się skończyć renomowaną szkołę psychoterapii, na którą ni nie łatwo się dostać, ani nie łatwo się na niej utrzymać. No ale, przyszło mi tylko słuchać tych dyrdymałów, jeszcze o hipnozie i parapsychologii..

Dziś nowa rzeczywistość. Wszystkie obowiązki teraz na mojej głowie. Najwięcej czasu zajmują pierdoły, i właśnie do nich potrzebna mi pomoc. Samo przygotowanie pism do wysyłki i ogarnięcie przychodzącej korespondencji zajmuje dużo czasu, a gdzie cała reszta plus bieżące prośby i zadania od Szefowej, które płyną wartkim strumieniem? Nie wiem. Dopiero pierwszy dzień, a ja już padam na twarz. Pytałam Szefowej czy planuje kogoś zatrudnić, ale jak na razie powiedziała, że nie wiadomo. W grudniu A wraca z macierzyńskiego, więc pewnie trochę mnie wesprze. Ale nie chcę oddawać moich „nowych” obowiązków, które przejęłam w czerwcu po odchodzącym koledze. Lubię to robić, i dzięki temu udało mi się wywalczyć zmianę stanowiska. Zobaczymy. Na razie muszę walczyć o urlop, na początek 12-13 listopada. Może się uda. Pogadam jutro z D, czy zgodzi się mnie zastąpić. W sobotę przylatuję James, więc chcę z nim spędzić trochę czasu, poza tym, jak każdemu pracownikowi, urlop mi się należy…

Confused

Ponieważ J ma umowę do końca września, wypadałoby wiedzieć co dalej. Od ponad 2 tygodni próbowała się tego od szefowej dowiedzieć. Ta miała dać odpowiedź w piątek, ale nic jeszcze nie było wiadomo, więc poszła pytać się dziś. No i dostała opieprz, za nas obie, podobno.

Nadal nie wiem, czy Szefowa mówiła w liczbie mnogiej bo naprawdę ma jakieś zastrzeżenia również do mojej pracy, czy po prostu, jak to ma w zwyczaju, mówić o „sekretariacie” jako jednym „ciele” wykonawczym. Ja od zawsze z tym walczyłam, bo nie uznaję odpowiedzialności zbiorowej. Ja mogę być odpowiedzialna tylko za siebie.

Tak więc J usłyszała:
1. Że jak tylko widzimy, że przychodzi do pracy, to powinnyśmy bez pytania robić kawę, a nie czekać na jej telefon
– Ok, tylko skoro tak chce, to wystarczyło powiedzieć, i by tak było, po co ta pretensja? Teraz nie jest to regułą, ale niestety ja nie zawsze widzę, jak szefowa wchodzi do biura. W poprzedniej lokalizacji moje biurko było zaraz przed jej gabinetem, teraz siedzę tyłem do wind, a jej gabinet jest daleko, i zanim się odwrócę, żeby zobaczyć kto wjechał na piętro, niejednokrotnie nie zdążę zauważyć.. Poza tym ja na ogół robię jej kawę, jak widzę, że przyszła.

2. Że są kolejki przy sekretariacie, że MY nie jesteśmy chętne do pomocy
– nie przypomina sobie ani kolejek, ani niechęci do pomocy pracownikom, przynajmniej z mojej strony.

3. Że migamy się od tłumaczeń na angielski pism, i że je przesyłamy gdzieś dalej
– po pierwsze sytuacja z tłumaczeniem przez Sekretariat pisma urzędowego była RAZ.  Przetłumaczyłyśmy je zgodnie z umiejętnościami. Ja tylko zastrzegłam, że nie znam języka branżowego i nie biorę za nie odpowiedzialności. Więc skoro taka sytuacja była RAZ to kompletnie nie rozumiem tego zarzutu postawionego tak, jakby pisma do tłumaczeń były naszym codziennym obowiązkiem.

4. Że jesteśmy niechętne do robienia kawy na spotkania
– że co? Na spotkania zawsze jest kawa, jeśli jest taka wola zaproszonych. Ba, nierzadko jesteśmy proszone przez innych pracowników o pomoc w organizacji spotkania, i wcale nie są to menadżerowie!, robimy kawę i herbatę i zanosimy to wszystko nawet do innego budynku, a zaznaczam – że nie posiadamy wózeczka, i nosimy filiżanki w kartonie. Nie przypominam sobie, żebym komukolwiek odmówiła…

5. Że robimy coś dopiero, jak ktoś nas o to poprosi, nie wychodzimy z inicjatywą
– hm? No co jak co, ale w myślach jeszcze nie potrafię czytać. Czy to oznacza, że mam się przechodzić w ciągu dnia po piętrze i pytać pracowników „co mogę dla Was zrobić”? No bez przesady..

I była część zarzutów konkretnie do J, o jej nieobecności, spóźnienia i nastawienie. W złości Szefowa powiedziała, że przetrzyma ją tylko do końca października, bo są cięcia kosztów, i od listopada zostanę sama. Teraz pytanie, czy zostanę sama tylko do końca roku, czy w ogóle. J powiedziała, że ja będę zawalona robotą jak zostanę sama, na co szefowa, że to nie jej sprawa, a ja na pewno  zdaję sobie sprawę, że tu się dużo i ciężko pracuje, i że nie zawsze się wychodzi punktualnie z pracy. No bosko.. Czyli czeka mnie zapierdol, a o urlopie mogę zapomnieć chyba. Chociaż od grudnia wraca A z macierzyńskiego, więc pewnie jakoś podzielimy obowiązki, chociaż, jeśli chodzi o ewentualne zastępstwo. Eh.

Sama nie wiem co myśleć. Po tej rozmowie kilkakrotnie byłam z Szefową sam na sam, i nie odniosłam wrażenia, że jest zła, a tym bardziej, że jest zła na mnie. Nic nie wspominała o rozmowie z J, i w stosunku do mnie była ok, jak zawsze. Więc teraz zadaję sobie pytanie – czy mówiła w liczbie mnogiej, żeby nie atakować J, a rozłożyć winę nas obie, czy faktycznie ludzie się skarżą na moją pracę. Chociaż powiedziała J że nie będzie już ze mną o tym rozmawiać, więc niech mi J wszystko przekaże. Ale jeśli Szefowa nie byłaby ze mnie zadowolona, to po co awansowałaby mnie na Specjalistę? Dziwne to wszystko..

Awansik

No i stało się. Dziś przeszłam tą magiczną granicę. Po latach bycia Asystentką, od dzisiaj [a tak na prawdę, formalnie, od 1.09.2015] jestem Specjalistą ds. Organizacji i Analiz.

Rano dostałam maila od mojej opiekunki HR, ze dziś mają dyżur [raz w miesiącu przyjeżdżają do Orange z paskami płacowymi i innymi bieżącymi sprawami] i zaprasza mnie na podpisanie aneksu o zmianę stanowiska. Wiedziałam o co chodzi, bo kwietniu chyba sama zaczęłam temat, ale potem sprawa ucichła. Miłe zaskoczenie, że w nawale pracy szefowa jednak pamiętała, i zadziałała, nie uprzedzając mnie o tym. Ot, taki spóźniony prezent na urodziny 🙂

Co do wynagrodzenia nic się, jak na razie, nie zmieniło, ale to już ważny krok. Nazwa nazwą, ale prawda jest taka, że już od dawna robię dużo więcej niż asystentka. Jest to dla mnie na pewno jakiś rodzaj nagrody, a, co ważniejsze, krok w karierze. Następnej pracy będę już szukać jako specjalista, a  nie asystentka. Swoje 3 lata odbębniłam, i chyba najwyższy czas na jakiś awans, o! Teraz czekajmy tylko na podwyżkę 😛

Film

W zeszłym tygodniu pisałam o filmie,  w którego kręcenie zostałam wrobiona. Komunikacja była niejasna, bo poza przesłaniem scenariuszy do wszystkich na tym się skończyło. Sądziałam,  że na tego maila będą jakieś odpowiedzi od menadżerów i oni zatwierdzą któryś z pomysłów. Ja jedyne co wiedziałam to to, że mam coś robić przy filmie i tyle. Scenariusze przyszły 17go pod koniec dnia a ja pod koniec tyg miałam co robić wiec skoro nie było dyskusji to temat zszedł na drugi plan, a ja zajmowałam się swoją robotą. W międzyczasie w piątek ja i J zostaliśmy zaproszone przez M,  jednego z menadżerów, na spotkanie dot. filmu. Jak się dziś okazało każdy zespół kręci swój film,  a ja od początku myślałam,  że chodzi o jeden.
Dziś Szefowa zapytała jak tam film,  to J odpisała o tym spotkaniu w piątek,  że omawialiśmy scenariusz itp. Szefowa zadzwoniła do mnie,  że to nie o ten film chodziło i że my mamy kręcić inny. Ja napomknęłam,  pewnie niepotrzebnie,  że ja w ogóle się nie zgłaszałam, a ona na to że to było polecenie służbowe. Ciekawe,  bo jakoś najpierw pytała czy chcę brać w tym udział. Jeszcze usłyszałam, że to już drugi raz jak odmawiam wykonania polecenia służbowego. Miała na myśli tłumaczenie, które wczoraj wykonałam w całości no ale. Super..
Wezwała menagerke, która wysłała scenariusz i zaczęła się rozmowa. Poprosiłam o to żeby J też została wezwana, bo ona dostała przecież takie samo polecenie jak i ja. Gdy przyszła zaczęliśmy rozmawiać o scenariuszach,powiedzialam który mi się najbardziej podobał a J, że jej obojętne, że ona ma pustkę w głowie i nie jest kreatywna. Kurcze najgorsza autoreklama ever. Szefowa nawet w pewnym momencie zwróciła jej uwagę ze w ogóle nic się nie odzywa. Jasne, tak najłatwiej.
Stanęło na tym, że kręcimy 1szy scenariusz, bo najłatwiejszy i udało się zrobić to dzisiaj. Oczywiście J się nie włączyła w ogóle w pracę. Film wymaga jeszcze drobnej obróbki bo mimo,
że w telefonie wygląda dobrze, to po przegraniu na komputer obraz obrócił się o 90 stopni. Oczywiście w naszych służbowych komputerach nie można wgrać samemu żadnego programu, a Windows Media Player nie ma takiej funkcji. Spróbuję obrócić go w domu. No ale zadanie wykonane!

Nic nie poradzę na to ze nie lubię jak mnie się zmusza do zrobienia czegoś. Praca to praca, ale kręcenie filmu nie jest dla mnie pracą tylko zwalaniem obowiązków innych na mnie. Ciekawe czy taka głupota nie przekreśli mojej szansy na awans. Niby odkupiłam swoje „winy” kręcąc film ale może minus u szefowej pozostał.. Chociaż J ma nadal minusa i to niejednego. Eh .

Cyrku w pracy ciąg dalszy

Od rana walczę z uzyskaniem niezbędnych dostępów do systemów, aby móc wykonywać przejęte od M obowiązki z dniem 11 czerwca. Oczywiście nie mogliśmy się tym zająć wcześniej [bo po co], a wiadomo było już co najmniej od Wielkiejnocy, że to ja będę wykonywać jego pracę. Chodziłam, pytałam, jeszcze przed majówką specjalnie, żeby był czas, tak na spokojnie.. A decyzja była dopiero pod koniec maja. No comment!

B z Poznania, który przejmuje budżet jest przerażony, bo oprócz finansowych rzeczy, które są bliższe jego sercu, będzie musiał robić też jakieś dłubaniny w systemach, czego nie znosi. Ja z kolei mogę robić zamówienia w systemach, bo robię to obecnie, więc wiem, co i jak, ale muszę mieć na to czas i święty spokój! Bo nie będzie to zamówienie długopisu, tylko będę operować kwotami tysięcy Euro i milionów złotych! Ale moja szefowa zdaje się tego nie rozumieć. Powiedziałam jej dziś, że tego jest sporo. Nie da się jednak określić procentu czasu, jaki ta praca zajmuje, bo zajmuje różnie, w zależności od miesiąca. Poza tym trzeba na bieżąco rozliczać faktury i robić odbiory zamówień w systemie, a to wiadomo, że robimy wtedy, gdy dostaniemy dokument. Na koniec miesiąca trzeba robić tzw memoriał, w którym dajemy znać kontrolingowi, że w danym miesiącu ponieśliśmy koszt, ale zapłacimy go w następnym miesiącu [bo wtedy przyjdzie faktura]. Szefowa zrobiła wielkie oczy i pyta, po co skoro zamówienie robimy na początku roku.. Boże, nie wiem po co! Nie pracuję w kontrolingu i nie wiem po co! Wiem za to, że ja mam to robić co miesiąc i koniec kropka.. Co za różnica po co?! Ważne, że muszę mieć na to czas. Szefowa wymyśliła, że to w takim razie niech ktoś to robi w Poznaniu w pewnej części.. Ciekawe jak i kto.. Osoba, która tam zajmuje się budżetem idzie na urlop macierzyński w najbliższych miesiącach, B jest już i tak zawalony dodatkową robotą, a i tak wszystkie faktury i współpraca z organizacjami odbywają się przez Warszawę! Więc to wydłużyłoby proces! ARGH! Ja na prawdę bardzo chętnie wezmę nowe rzeczy, ale muszę też  oddać trochę tych sekretaryjnych koleżance, która jest teraz na L4, bo przecież nie wyrobię! Nie chcę do k.. nędzy całe życie być asystentką, a widzę, że nawet o namiastkę awansu i zmianę nazwy stanowiska trzeba się tu naszarpać! 😦

Blood Lust!

Rano na głodnego pojechałam robić badania krwi, bo muszę mieć na poniedziałkową wizytę u lekarza. Pojechałam do Diagnostyki niedaleko mojej pracy, bo po pierwsze blisko, a po drugie prawie 30 zł taniej niż w LUXMED [który mam bliżej, bo widzę go z okna mojego biura :P]. No ale 30 zeta piechotą nie chodzi. I w ogóle miłe zaskoczenie, że wyniki można sprawdzić online, więc nie będę musiała w piątek jechać 😀 Już kilka godzin po pobraniu krwi miałam pierwsze 2 wyniki. Keratynina w normie, Cholesterol też. Chociaż tyle!! 😀 Jeszcze czekam na jeden znacznik, najważniejszy, który określa średnie stężenie glukozy we krwi na 3 miesiące wstecz.. I obawiam się, że już taki dobry nie będzie, no ale zobaczymy..

W pracy nadal bieganina, ale nieco spokojniej, niż w zeszłym tygodniu. Przyjechał taki chłopak z Poznania [bo w tam też jest jedna część mojej jednostki organizacyjnej], który będzie zajmował się budżetem i kilkoma innymi sprawami przejętymi po koledze M. Więc jeszcze jakieś składanie wniosków o dostępy do ORACLE mnie czekały. Będzie się działo, będzie zabawa.. eh.  Już nie mogę się doczekać czwartku, a potem weekendu…

K***a mać!

Dziś poziom mojej frustracji sięgnął zenitu! Wczoraj wieczorem moja koleżanka, z którą dzielimy się obowiązkami, napisała SMS ze nie będzie jej w pracy. Jestem na 100% pewna, że pójdzie na zwolnienie (co zdarza się bardzo często, że w ostatniej chwili dowiaduję się o jej nieobecności). I nie wiem czemu, ale zawsze to dzieje się w najmniej dogodnym momencie!
Oprócz moich obowiązków, których mam mnóstwo,  szczególnie po wczorajszej rozmowie z szefową,  doszły mu jeszcze obowiązki koleżanki (pism do wprowadzenia przyszła cała masa..). Dodatkowo kolega,  który odchodzi z pracy zaczął przekazywać mi swoje obowiązki. A i jeszcze Outlook mi się zepsuł –  maile są wysyłane do kosza jak się okazało, i wyszukiwanie mi przestało działać. Serio,  po dzisiejszym dniu nie wiem jak się nazywam. Jestem wściekła na cały świat. Oczywiście mimo,  że szefowa w delegacji,  to wszyscy wszystko ode mnie dziś chcieli. Jeszcze zamierzali mnie wysłać na pocztę,  ale powiedziałam,  że nie ma takiej opcji.
Teraz wracam do domu pisząc tą notkę na telefonie..

Sfrustrowana

Nadal jestem sfrustrowana moją sytuacją w pracy. Rozmawiałam dziś z szefową o sprawach kalendarza. Oczywiście nadal wychodzi na to, że to głównie moja wina.. Jasne, że jest to też moja wina, ale braki w komunikacji to nie tylko sprawa jednostronna. No ale przynajmniej powiedziała czego ode mnie oczekuje. Teraz tylko muszę zrobić wszystko żeby temu sprostać.  Easy Peasy.. Muszę być bardziej asertywna w kwestii ustawiania spotkań i tyle. Zobaczymy jak to będzie…

Jutro zaczynam przejmowanie obowiązków od kolegi, który odchodzi z pracy. Oczywiście nic się nie zmieni w kwestii mojego zatrudnienia, czyli nadal nie dostanę etatu. Co do podwyżki na razie też nie ma chyba na co liczyć [chociaż szefowa wspomniała o premii, że coś może wyskrobie..] ale może wywalczę zmianę stanowiska chociaż? Taka namiastka awansu.. Zawsze lepiej wygląda Koordynator, niż Asystentka.. Eh..

Awans?

Dzień męczący, szalony, ale z dobrym finałem. Po 11 pojechałam na Nowy Świat po odpisy pełnomocnictw do notariusza. Cała wycieczka zajęła mi 2 godziny. Najpierw nie przyjechał autobus, potem kolejny spóźnił się 5 minut, więc pół godziny stałam na przystanku. Na miejsce dojechałam po 12, zanim doszłam, zanim zostawiłam dokumenty, dojechałam do pracy, to była 13. Głodna jak wilk poleciałam na lunch, a potem weszłam do szefowej w jakiejś sprawie, a ona zaczęła ze mną pewien temat.

Otóż co roku w naszej cudownej firmie są zwolnienia. Ja się na razie nie boje, bo któż mnie zastąpi 😛 No chociaż tak też myślałam w poprzedniej firmie, a wyleciałam na zbity pysk, bo zlikwidowali moje stanowisko, no bo po co HRom asystentka, nie?.. Pomimo, że zatrudniona byłam na outsource, więc teoretycznie nie obciążałam head countu, no ale ja nie o tym chciałam. Więc w tym roku 3 osoby ode mnie z działu miały to nieszczęście, że dostali papiery i opuszczają nas w czerwcu. Co za tym idzie ktoś musi przejąć po nich obowiązki. No i Marta zaproponowała mi przejęcie takowych po jednemu koledze. No nareszcie! Bo ile można być asystentką?! To już będzie mój prawie szósty rok na tym stanowisku. Chciałabym spróbować czegoś nowego, mieć swoją pracę do wykonania, i święty spokój.. A nie jak w sekretariacie – za co się nie zabierzesz, to albo telefon dzwoni, albo ktoś przychodzi, czegoś chce, albo międzi nad głową!

Nie wiadomo jeszcze jak będzie wyglądała sprawa od strony formalnej. Etatu w firmie nie dostanę [oczywiście], widać nie jest mi dane. Całe życie na outsource.. Wielkiej dodatkowej kasy się też nie spodziewam, chociaż jakby dali chociaż małą podwyżkę, to bym się nie obraziła.. Ale chociaż mogliby mi zmienić nazwę stanowiska, bo jednak to jakiś krok do przodu. Odkleiłabym już łatkę asystentki, i przy szukaniu pracy kiedyś w przyszłości mogłabym mierzyć wyżej, na przykład na młodszego specjalistę. Bo obecnie, jakby przyszło mi szukać pracy, to bez doświadczenia jako specjalista pewnie nadal musiałabym starać się o posadę Asystentki. Cieszę się zatem, bo w końcu się coś ruszyło. Wiedziałam, że nie ma innej możliwości na awans niż poczekać aż kogoś zwolnią, albo sam odejdzie, bo raczej nie ma kasy ani potrzeby do tworzenia nowych stanowisk. Więc rozdziela się obowiązki osoby zwalnianej na szereg innych osób..