Wind of Change

Czuję, że w moim życiu szykują się ogromne zmiany. Przede wszystkim dlatego, że 23 czerwca J wyjeżdża do USA. Z jednej strony musi, bo nie ma pracy, a z drugiej oboje czujemy, że tak trzeba. Uświadomienie sobie tego faktu zajęło nam dużo czasu. Próbowaliśmy zdecydowanie za długo, i dalsze łudzenie się, że z tej mąki będzie chleb jest stratą czasu. Ja to wiedziałam już kilkanaście miesięcy wcześniej, ale chyba chciałam się dalej okłamywać i żyć we mgle lub po prostu odwracać wzrok od tego co oczywiste.

Jedna część mnie nie może się doczekać aż wyjedzie, a część nie wyobraża sobie jak to będzie. Wiem, że najgorszy będzie moment rozstania, pożegnania. Jak przetrwam, to potem będzie już tylko lepiej.

Próbuję się na to jakoś przygotować, ale nie wiem, czy można. Jak myślę o pustych szafkach, pustym domu i momencie pakowania walizek, to coś we mnie pęka. Ale wiem,  że tak trzeba. Że trzeba przetrwać ten jeden trudny moment, a potem jakoś żyć dalej. Wiem, że będzie lepiej, mimo, że na początku nie będzie łatwo…

Trzymajcie za mnie kciuki…

Mass Effect Andromeda

Dziś premiera długo oczekiwanej przeze mnie gry Mass Effect Andromeda. Złożyłam zamówienie na nią już 31 stycznia w sklepie, gdzie ceny są niższe niż w Empiku czy innych wielkopowierzchniowych sklepach. Ale cena to nie jedyny powód mojego wyboru. Mam ogromny sentyment do tego miejsca.

Pamiętam jakby to było dziś, gdy wraz z dwoma przyjaciółkami jeździłyśmy tam 20 lat temu [!!!] kupować Anime na kasetach VHS [dla tych co nie pamiętają – to takie duże czarne kasety video, poprzedniczki płyt CD 🙂 ] Sklep nadal istnieje i ma się dobrze. Teraz oferuje gry, konsole i gadżety z tym związane.

Ach, sentyment 🙂

A gra jest świetna! To będzie długi weekend 🙂

Jestem Introwertykiem i dobrze mi z tym

To, że jestem introwertykiem wiedziałam już od dawna, nawet jeszcze przed robieniem sobie testów osobowości na studiach – które tylko potwierdziły to, co wiedziałam od zawsze.

Daleka jestem od szufladkowania ludzi pod względem ich charakterów czy osobowości, bo jesteśmy na tyle złożonymi jednostkami, że nie nie sposób jest określić Nas w kilku słowach czy cechach. Czasami zastanawiałam się czy nie jestem trochę ambiwertykiem, czyli czymś pomiędzy intro i ekstrawertyzmem [chyba nawet kiedyś coś takiego wyszło mi w jakimś teście internetowym :)], lecz im jestem starsza, tym bardziej widzę, że chyba jednak introwertyzm określa mnie najlepiej.

Mama, gdy wspomina mnie jako dziecko, zawsze mówi, że byłam spokojna i grzeczna. Od najmłodszych lat potrafiłam zająć się sobą. Czasami w domu było tak cicho, że niepokoiło to moją mamę, i przychodziła sprawdzać do mojego pokoju, czy żyję 🙂
Ale to nie tak, że stroniłam od ludzi. Chodziłam do przedszkola, miałam dużo koleżanek i kolegów, niektóre przyjaźnie trwają do dziś. W szkole też nie byłam samotnikiem. Miałam przyjaciół, ale niewielu i było mi z tym dobrze. W liceum trzymałam się z 2 dziewczynami o podobnych zainteresowaniach. Stroniłam od imprezowej części klasy i było mi z tym dobrze.

Na studiach trochę imprezowałam, ale  też w małym gronie znajomych. Stroniłam, i nadal stronię, od klubów, nie lubię tańczyć, być w centrum uwagi. Nigdy nie lubiłam. Wielu dobrych znajomych i przyjaciół poznałam w internecie. Część znajomości przetrwała do dzisiaj, część okazała się pomyłką. Ale tak też jest w realnym życiu – też zawodzimy się na ludziach.

Moja mama nigdy tego nie rozumiała. Zawsze mówiła „wyjdź z tego domu! Wyszalej się!” podczas gdy ja wolałam zostać w domu, poczytać książkę czy pograć na komputerze. Ja na prawdę odpoczywam w swoim towarzystwie. Dlatego takim wyrzeczeniem było pójście na imprezę firmową w zeszły poniedziałek [mimo, że było fajnie] – bo o niczym tak nie marzyłam tamtego wieczoru jak przebranie się w moje domowe ciuchy i pogranie w Skyrim. Tata też nie do końca to rozumie. Kiedyś odwiedzałam go co niedzielę. Potem na studiach coraz rzadziej. Teraz raz w miesiącu lub jeszcze rzadziej. Powód? Po prostu po tygodniu w pracy, szczególnie w corpo!, chciałam mieć 2 dni dla siebie. Poza tym kiedyś trzeba sprzątać, gotować i znaleźć czas na hobby.

Teraz, gdy w domu jest różnie, bardzo doceniam każdą chwilę spędzoną sama ze sobą. I z każdym dniem decyzja o byciu singielką zbliża się nieubłaganie…

 

 

 

Wiem od moich dziewczyn z corpo, że dziś ma przyjść moja następczyni. Podobno Szefowa kogoś łaskawie wybrała w zeszłym tygodniu. Bardzo jestem ciekawa ile wytrzyma xD
Żal mi moich dziewczyn, na które wszystko spadło po moim odejściu, ale tak musi być.
Mamy się spotkać w tym albo przyszłym tyg, to opowiedzą mi wszystko!

Dziś urodziny mojej mamy. Własnie sobie uświadomiłam, że to już 60te urodziny! Ale ten czas leci. Wow. Umówiłam się z nią na mieście na jakieś jedzonko o 18.00, bo wcześniej muszę podjechać do mojego lekarza, bo OCZYWIŚCIE jest błąd na recepcie i nie mogę wykupić insuliny…

W weekend wszystko nie wyglądało jeszcze tak tragicznie jak wygląda dzisiaj. Wczoraj myśleliśmy, że na znalezienie pracy mamy 90 dni. Dziś okazało się, że mamy miesiąc… 

Czy tylko mi się wydaje, że to mało prawdopodobne? 

Przygotowuje się już na każdą okoliczność.. 

13 piątek… jednak pechowy…

Dzisiejszy dzień nie zapowiadał się nawet tak źle. Oczywiście nie do końca wyspana, ale to już norma, więc się nie przejęłam. W pracy w sumie spokojnie, poza niektórymi momentami, ale doczekałam do tej 17.00. Nawet było sushi. A, i oferta pracy od byłej przełożonej.

Ale wróciłam do domu, i się spierdoliło. Wytrzymał tylko 3 godziny, aż znalazł powód do kłótni, bo powód się przecież zawsze znajdzie, gdy potrzebny. Potem można już jechać po mnie jak po łysej kobyle, znajdując nowe dowody na to jaka jestem beznadziejna, oraz, że to ja się kłócę! Żadne argumenty nie trafiają. Z resztą nie ma rozmowy – najpierw jest atakowanie mnie gdy pytam o co chodzi. Gdy widzę, że zachowanie jest coraz gorsze, zabieram laptopa i herbatę i idę do sypialni. Po chwili dostaję 2 wiadomości na messangerze, które przynoszą więcej pytań niż odpowiedzi. Gdy idę do salonu w nadziei na wyjaśnienie sprawy, on siedzi z zamkniętymi oczami i milczy, podczas gdy ja spokojnie staram się zażegnać konflikt. Ale ile można być spokojnym, gdy ktoś jawnie Cię ignoruje, wiedząc, że doprowadza Cię to do szewskiej pasji. W końcu się odzywa, zaczyna temat, po czym urywa mówiąc, że nie będzie się powtarzał, bo już o tym rozmawialiśmy – 5 lat temu. Nie no super, przecież ja pamiętam wszystkie nasze rozmowy sprzed 5 lat – nie wspominając już, że on potrafi zapomnieć o czym rozmailiśmy poprzedniego dnia, ale nic to. Z rozmowy nic nie wynika. Wracam do sypialni i płaczę z bezsilności. W końcu wracam do salonu mówiąc, ze teraz ja chciałabym dla odmiany tam posiedzieć, skorzystać z telewizora/PS4/Netflixa. Obrażony, chociaż wcześniej sam mówił, żebym powiedziała kiedy chce się zamienić. Nadal odmawia rozmowy, czasami próbuje mnie atakować i sprowokować do dalszej kłótni, ale ja się nie daję. Mówię mu tylko jaki jest żałosny zwalając winę o popsuty wieczór na mnie, bo ja nie zrobiłam nic, co mogłoby go popsuć, i to on ma wieczny problem. Obejrzałam serial, i chyba metoda jest o tyle skuteczna, że jak się znudził graniem, to poszedł spać. Zobaczymy jaki obudzi się jutro.

Nie wiem jak będzie wyglądać mój weekend. Chciałam, żeby był fajny. W niedzielę WOŚP więc można by się przejść na koncert chociaż na chwilę. Pewnie posprzątam, bo już muszę, a dalej nie wiem. Zobaczymy. Chcę odpocząć. Chcę się nie martwić. Chcę wiedzieć co robić…

 

Foch Panicza

Panicz [będę J nazywać Panicz, bo serio ostatnio tak właśnie się zachowuje!]..

Tak więc Panicz się znów o coś focha, a ja nie mam już do niego siły. Zmienność jego nastrojów jest nie do zniesienia. Łapię się na tym, że czasami na serio nie wiem co mogę powiedzieć, a co nie, żeby się nie obraził albo nie poczuł urażony. Oczywiście moje próby dowiedzenia się o co mu tak na prawdę chodzi, spełzły na niczym, bo on albo się nie odzywa, albo burknie jedno zdanie, które niczego nie wyjaśnia, i tyle. Ani prośbą ani groźbą. Czasami łaskawie odpisze, jak do niego wyślę wiadomość na Messangerze.

Strasznie mnie to irytuje, że on nie potrafi rozmawiać o sytuacjach trudnych Face to Face, tylko ja muszę czytać i odpisywać, zamiast iść do drugiego pokoju i pogadać. Nie da się. Pomijam już fakt, że (jak zawsze) odwraca kota ogonem – i to JA się kłócę, i JA jestem wszystkiemu winna, a nie on! Nigdy! Tylko problem polega na tym, że on  wymaga ode mnie, żebym szanowała jego potrzeby [w tym przypadku potrzebę, że musi być sam], podczas gdy on nie szanuje moich potrzeb – czyli chciałabym po prostu wiedzieć, o co poszło! A tak on zostawia mnie w środku czegoś, czego nie rozumiem, i czego sama się nie domyślę. On trzyma w ręku wszystkie karty i steruje sytuacją, a ja jestem zdana na jego łaskę – albo mnie oświeci, albo nie – a jeśli nie, to oczywiście ja próbuję sama do tego dojść, ale jak się nietrudno domyśleć, bezskutecznie! Czy to jest sprawiedliwe?! NIE.

Idę po pracy z dziewczynami na drinka. Z jednej strony mi się nie chce, z drugiej, jeśli J nie pamięta, że idę dziś po pracy do drink baru, to może się pomartwi czemu mnie tak długo nie ma.

Przynajmniej dostałam mały prezent od losu – Szefowa chora i jej dziś nie ma. Rano była trochę aktywna, ale na szczęście potem umilkła. Jeszcze telefon z dobrymi wiadomościami w sprawie pracy by się przydał.. No nic, może zadzwonią jutro..

Mea culpa, as usual… 

Pierwszy dzień po urlopie nie byłby taki zły gdyby nie jego zakończenie. Nie ma to jak opierdol na koniec dnia. 

Poszło o zastępstwo podczas mojego urlopu. Oczywiście ja jestem wszystkiemu winna, bo jakże by inaczej. Ale od początku. 

W sekretariacie pomaga mi studentka. Na początku roku akademickiego pracowała poniedziałek, wtorek i piątek, bo w środę i czwartek była na uczelni. Od niedawna udało jej się wygospodarować 4h w czwartek od 12 do 16 aby przyjechać do pracy. Wniosek urlopowy na czas przyjazdu rodziców J miałam już podpisany, gdy kilka dni przed urlopem P powiedziała, że musi wziąć czwartek wolny. Jej przełożona jest menadzerka, nie moja szefowa, i to z menadzerka rozmawiała o dniu wolnym,  mówiąc że wszystko załatwione. Nie było to kłamstwem, bo poprosiła 2 osoby,  żeby ją wtedy zastąpiły. 

Ja przed moim urlopem rozmawiałam z szefową mówiąc w jakie dni nie ma P,  bo jest na uczelni i kto mnie zastępuje,  użyłam ich imion jak również powiedziałam o przygotowanym przeze mnie spisie wszystkich spotkań szefowej z kalendarza wraz z opisami. Powiedziała że super i dzięki. 

Dzisiaj prosi mnie do siebie i mówi,  że to karygodne, żebysmy z P były w tym samym czasie na urlopie. Ja jej na to,  że mowilam jej w jakie dni jej nie ma,  na co ona, że nie było takiej rozmowy i żebym z nią nie dyskutowala. Nosz kurwa mać. Wg niej jakby P była w szkole (a była!) a nie na urlopie (zwał jak zwał,  nie była na urlopie bo po pierwsze jest na umowie zleceniu a po drugie,  była na zajęciach na uczelni) to wszystko byłoby ok. Ja na to, że dowiedziałam się o tym kilka dni przed moim urlopem i P rozmawiała o tym że swoją menadzerka. 

Ale oczywiście zero dyskusji,  bo przecież ona twierdzi,  że dowiedziała się w czwartek z maila że nie ma mnie ani P. Może jakby słuchała co się do niej mówi,  a nie przytakiwala tylko czytając albo pisząc w tym czasie maile,  to by wiedziała. Już pomijam fakt,  że wysłałam informację do całego zespołu dzień przed moim urlopem powiadamiajacym kto i kiedy mnie zastępuje. Ale. Szefowa nie czyta moich maili, ani,  jak widać,  mnie nie słucha. 

Szlag mnie trafia bo nie ma opcji  żeby z nią wygrać. Ona ma zawsze rację, nawet jak jej nie ma.

Potem wezwała do siebie P i jej menadzerke. P trochę się wytłumaczyła ale i tak czułam,  że. Szefowa obarcza winą mnie. Nie obwiniam P,  jest młoda,  to jej pierwsza praca i wiem,  że chciała dobrze,  obie chciałysmy. Obwiniam to jak potraktowala nas szefowa, a właściwie mnie. Zważywszy na sytuację to P powinna to załatwić z nią, bo wiedziała,  że ja mam podpisany urlop. Jak załatwiałam swoje dni wolne miała wtedy być. Ale tak samo bylo z j jak pracowała że mną – zawsze ja byłam karana za jej błędy i niedopatrzenia. Mam tego dość i liczę na tą nową pracę. Tak,  nadal prowadzą nabór. Odezwałam się do nich z pytaniem czy rekrutacja nadal otwarta i potwierdzili tuż przed przyjazdem rodziców J. Także liczę, że niedługo mnie zaproszą na rozmowę.. Oby bo mam serdecznie dość tego traktowania i tej pracy! 

Bad Independance Day…

Uwaga, będę się wyładować…

Nikt nie działa mi na nerwy tak jak moja matka. Od wtorku są u Nas rodzice Jamesa, a Moja matka chce po pierwsze, żebym codziennie zdawała jej relacje co robiliśmy, a po drugie oczekuje, że mam zaplanowaną każdą minutę ich pobytu. Otóż nie mam, i nie raz jej już to mówiłam. Jedyne co musiałam zaplanować dokładnie to nasz pobyt w Krakowie, z którego wróciliśmy wczoraj, padnięci jak muchy. Podczas naszego pobytu albo męczyła mnie o zdjęcia, które chciała dostać natychmiast, albo zadawała tony pytań, na które nie miałam ani czasu ani ochoty odpowiadać. Czy ona nie może zrozumieć, że ja czasami nie chcę rozmawiać? Nie tylko z nią, ale tak w ogóle? Po prostu nie? Ona oczekuje ode mnie, że będę się zachowywać tak, jak ona sobie tego życzy, albo tak, jak ona by się zachowała w danej sytuacji. Myślę, że tu tkwi problem. Jestem introwertykiem, ona, moim zdaniem, ekstrawertykiem, i tu właśnie do siebie nie pasujemy.

Dzisiaj w ogóle jest jakiś pechowy dzień dla matek, bo najpierw mama Jamesa zostawiła w taksówce torebkę z telefonem jak jechali do nas na kolację, a potem powiedziała coś, co zdenerwowało Jamesa, że ten aż wyszedł. Ona się popłakała i pojechali z ojcem do hotelu.

No i na dokładkę tego wszystkiego jeszcze moja mama mi dołożyła swoim fochem na koniec…