Rachunki

Takie rachunki za gaz to ja lubię:

maj: 0zł
lipiec: 0zł
wrzesień: 0zł
listopad: 0zł
styczeń: 0zł
marzec: 0,30 zł !!!

HAHAHAHA

 

Prawie jak piątek

Mam dziś cały dzień wrażenie, że jest piątek. W pracy to mój pierwszy dzień, gdzie prawie nie mam nic do roboty.  Maile prawie nie przychodzą, faktury obrobione, a pogoda taka, że tylko spać…

Muzyczny powrót do przeszłości

Teraz młodzież ma smartfony, gadżety, gry komputerowe, konsole. Gdy ja dorastałam, w latach 90tych, głównym pytaniem nie było „Czym się interesujesz” tylko „czego słuchasz” [no albo czy zbierasz karteczki, lub oglądasz kreskówki na Polonii 1 😛 ]. Ale pomówmy o muzyce.

Dziś na Facebooku moją uwagę przykuł post kolegi mówiący, że Kelly Family zagra 3 koncerty w Polsce w 2018 roku. Tak, ten zespół był bardzo ważną częścią mojej młodości. Wiele osób później wyśmiewało się z tej kapeli, nawet słuchanie ich muzyki uważane było za obciach. Zabawne jest to, że całkiem niedawno na ich temat właśnie rozmawiałam na FB z moją ówczesną najlepszą przyjaciółką – obie byłyśmy fankami, byłyśmy nawet razem na koncercie na Trowarze 🙂 Zespół teraz odwiesił 12 letnią przerwę  i powrócił w zmniejszonym składzie [część rodziny postanowiła śpiewać solo]. Traf chciał, że 24 marca premierę miał ich najnowszy album, i może nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego [odkąd przestałam ich słuchać, wydali kilka płyt, których nie słyszałam], gdyby nie to, że nagrali 14 starych kawałków w nowej aranżacji.  Po przesłuchaniu kilku z nich na youtube nie mogłam nie kupić tego albumu.

To niesamowite, że człowiek po ponad 20 latach nadal pamięta teksty, gdy usłyszy znajome piosenki. I niesamowite ile wspomnień wraca. I na prawdę mnie nie obchodzi czy to obciach czy nie obciach. Te wspomnienia to dobre wspomnienia i słuchając tej płyty czuję się znów jak dziecko 🙂

Home alone!

Miesiąc temu J przestał oficjalnie pracować. Wg polskiego prawa podobno ma miesiąc legalnego pobytu, ale jeśli nie znajdzie pracy, to musiałby wyjechać. Ale jest inne wyjście z sytuacji – wyjechać z Polski na kilka dni do dowolnego kraju w strefie Schengen i wrócić. Od momentu powrotu powinien mieć 3 miesiące legalnego pobytu jako „turysta” [potwierdziła to ambasada]. Dlatego też wyjechał dziś do Dublina.

Czuję się jak na wakacjach! Cisza, spokój, w końcu mogę pobyć sama ze sobą i porobić na co żywnie mam ochotę. A przede wszystkim się WYŚPIĘ bo ostatnio albo się ciągle budzę, bo  ten się kręci, albo siedzi po nocach i budzę się gdy wchodzi do sypialni.. A do piątku całe łóżko dla mnie!! 🙂

Skarbówka

Jako że tylko ja myślę o takich rzeczach, dziś znów zaczęłam w wolnej chwili przeszukiwać internet w poszukiwaniu informacji dotyczących opodatkowania obywatela ameryki bez numeru PESEL. W końcu udało mi się napisać do mojego Urzędu Skarbowego, i odpisali! Okazało się, że jeśli nie ma nadanego PESELu to w PIT-37 należy podać NIP. Oczywiście jak nietrudno się domyśleć – nie posiada również NIP. Dlatego też ściągnęłam formularz NIP-7, wypełniłam i wysłałam poleconym. Teraz trzeba mieć nadzieję, że zdążą nadać mu ten numer przed ostatecznym terminem rozliczenia PITów…

I już u Dyrektora Generalnego…

W piątek, gdy już zakładałam kurtkę z zamiarem udania się do domu, nasz CEO wyjrzał ze swojego przeszklonego tymczasowego gabinetu i poprosił, żebym na chwilę do niego weszła. Zdziwiłam się. Myślę sobie – czyżbym coś przeskrobała? Zdjęłam kurtkę i weszłam do pokoju.

CEO powiedział, że wie, że nie ma czasu ostatnio nawet ze mną pogadać, a przecież jestem już tutaj 3 tygodnie. I dlatego poprosił, żebym z jego asystentką ustaliła jakieś 30 min w przyszłym tyg na spotkanie ze mną, bo chciałby się dowiedzieć jak mi się pracuje i że mój feedback jest dla niego bardzo ważny..

Tak więc własnie 10 min temu wyszłam z jego gabinetu. Pytał jakie są moje wrażenia, czy mi się dobrze pracuje, jakie są różnice pomiędzy pracą tutaj a pracą w corpo. Potem zeszliśmy na temat nowych technologii, gier komputerowych i Netflixa…

What can I say?! Świetny człowiek. W życiu nie pomyślałabym, że spotkanie u Generalnego może być czymś innym niż opierdolem [zważywszy na moje doświadczenia z poprzednią Szefową]. Mało tego! On każdego dnia po przyjściu do pracy robi rundkę po biurze, i z uśmiechem z każdym się wita! Wygląda na to, że w końcu trafiłam do firmy z ludzkim podejściem do pracownika. 🙂

Wiem od moich dziewczyn z corpo, że dziś ma przyjść moja następczyni. Podobno Szefowa kogoś łaskawie wybrała w zeszłym tygodniu. Bardzo jestem ciekawa ile wytrzyma xD
Żal mi moich dziewczyn, na które wszystko spadło po moim odejściu, ale tak musi być.
Mamy się spotkać w tym albo przyszłym tyg, to opowiedzą mi wszystko!

Dziś urodziny mojej mamy. Własnie sobie uświadomiłam, że to już 60te urodziny! Ale ten czas leci. Wow. Umówiłam się z nią na mieście na jakieś jedzonko o 18.00, bo wcześniej muszę podjechać do mojego lekarza, bo OCZYWIŚCIE jest błąd na recepcie i nie mogę wykupić insuliny…

Tak tu sobie pracuję :)

Pracuję tu sobie już chwilkę, więc coś tam mogę Wam już opowiedzieć.

Biuro tymczasowe nie jest takie złe, jak wszyscy przypuszczali. Siedzimy sobie w sąsiednim budynku na powierzchni, którą kiedyś zajmował bank. Moje biurko jest w pobliżu recepcji, drzwi wejściowych i przeszklonego gabinetu Dyrektora Generalnego. Ze mną siedzą 2 dziewczyny, ale nie odzywają się za bardzo, chyba, że do siebie. Trudno. Nie muszę się zaprzyjaźniać za wszelką cenę. W pobliżu mnie siedzi Ł, z którym studiowałam i pracowałam, więc smutno nie jest. Recepcjonistka K taż bardzo fajna i kontaktowa.

Nadal nie umiem się przyzwyczaić do tego spokoju pracy. Nie oznacza to, że siedzę i się nudzę – wręcz przeciwnie. Czas upływa mi szybciej niż niejednokrotnie w poprzedniej firmie. Różnica polega na tym, że tutaj mogę się skupić na tym, co mam do zrobienia, a nie latam jak głupia po lunche i kawę dla szefa. Nic z tych rzeczy! Czasami ktoś przyjdzie z jakimś dokumentem, bądź sprawą do załatwienia, ale jest to sporadyczne i nie przeszkadza w pracy. Czasami zadzwoni przedstawiciel z jakimś pytaniem lub prośbą, ale zawsze są to miłe telefony 🙂

Ostatnio dzień upływa mi na kontaktach z drukarniami albo agencjami reklamowymi, wysyłaniem materiałów na konferencje z naszego magazynu, opisywanie faktur, przygotowywaniu zamówień, zamawianiu prenumerat dla lekarzy itp itd

Na prawdę fajna robota. Każdy dzień jest inny, mimo, że czynności się powtarzają, ale nie codziennie te same w takiej samej sekwencji. Często łapię się na tym, że patrzę na zegarek, i uświadamiam sobie, że niedługo czas do domu! Małą zmianą jest to, że pracujemy od 9.00 do 17.15 z powodu 30 min przerwy na lunch – 15 min jest płatne, a 15 min nie. Na początku nie byłam tego świadoma i pod koniec zeszłego tyg wychodziłam o 17.00 ale szybko mnie uświadomiono 🙂 Trochę szkoda, ale 15min mnie nie zbawi, i tak mam blisko do domu! 🙂

Launch

Jak już pisałam w zeszłym tygodniu, dzisiaj i jutro mamy Launch nowego leku kardiologicznego.

Zgodnie z wytycznymi od W, mojego szefa, stawiłam się rano o 9.00 w hotelu [który jest 2 kroki od mojego domu :)]. Na razie nie mogę jeszcze za dużo powiedzieć o firmie i ludziach, bo dopiero wszystkich poznaję, ale mogę już powiedzieć, że lubię W. Sympatyczny Product Manager 🙂

Tak więc stawiłam się o 9.00. Jedyne, co musiałam zrobić to dopilnować wydrukowania agendy. Załatwiłam to w 5 min, i do 10.00 w sumie siedziałam bezczynnie, bo W dojechał dopiero po 10.00. Chwilę przed tym przyjechała ścianka i roll upy, więc zajęłam się jeszcze znajdowaniem ludzi, którzy to poskładają 😀

O 11.00 wszystko się rozpoczęło. Nasz Generalny rozpoczął, i przedstawił mnie wszystkim zebranym kierownikom regionalnym i przedstawicielom. Wstałam, pouśmiechałam się, dostałam gromkie brawa. Potem rozpoczął się wykład medyczny a następnie marketingowy. Plus posiadania dostępu do poczty służbowej na telefonie jest taki, że jesteś na bieżąco, a minus – że widzisz ile rzeczy musisz zrobić, a nie możesz ogarnąć tego na telefonie. Dlatego podjęłam decyzję, aby po przerwie na lunch pojechać do biura po laptopa. I to była doskonała decyzja, bo ogarnęłam sporo tematów leżących u mnie na mailu od zeszłego tygodnia.

Po skończonym spotkaniu miały odbyć się wykłady z profesorami, o zgrozo, do 19.00. Na szczęście W się zlitował i puścił mnie do domu. Jakaś zmęczona się czułam więc całe szczęście. Tym bardziej, że niestety musiałam się pojawić na wieczornej kolacji. No przecież w końcu na tą okazję kupiłam kieckę!

W hotelu byłam o 20.00, a tam nikogo nie ma – nadal przygotowywali salę. Okazało się, że kolacja się przesunęła na 20.30, no ale nic, posiedziałam sobie przed salą i pogrzebałam w telefonie. Powoli ludzie zaczęli się schodzić. Niektórych przedstawicieli już znałam, niektórych nie. Gdy już weszliśmy do sali, kilka osób zaczęło ze mną rozmawiać, poznałam kilku kierowników. Przed 21 usiedliśmy do stołu, no i wiadomo, na początku trochę sztywno było. Ja nikogo nie znałam, bo D się źle poczuła i została w domu.  Ale na szczęście po kolacji było fajnie. Każdy zespół [ja zostałam dołączona do grupy „biurowej”] dostawał plik sztucznej kasy i mieliśmy za zadanie pomnożyć tą kasę w… Kasynie! 😀

Ponieważ w Pokera za bardzo grać nie umiem, to głównie stałam przy ruletce, na zmianę z kimś z mojego zespołu. Raz wygrywaliśmy, raz przegrywaliśmy. Ale było na prawdę fajnie, i wyszłam do domu po 23.00. Przynajmniej będę spać jak zabita!